Liczę na to, że w poczuciu odpowiedzialności za Polskę Robert Biedroń, ale także inne osoby znajdą się pod jednym dachem z tymi, którzy chcą odsunąć PiS od władzy. Chodzi o Polskę, odsunięcie PiS-u od władzy, powrót na drogę demokracji i praworządności, a nie o własne interesy – mówi w rozmowie z nami Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, szef kampanii wyborczych Platformy Obywatelskiej. – Rozmawiam z wieloma członkami i sympatykami SLD i oni są za współpracą z PO, a w wielu miastach nawet współpracują – dodaje. O wecie prezydenta i zapowiedziach sprzeciwu wobec zmian w ordynacji wyborczej do parlamentu mówi: – Nie można poważnie traktować żadnych zapowiedzi prezydenta. Zrobi tylko to, co będzie w interesie PiS-u

KAMILA TERPIAŁ: 15 sierpnia dobyła się w Warszawie Wielka Defilada Niepodległości: ponad 1000 żołnierzy, 900 rekonstruktorów, około 200 pojazdów, 100 samolotów i śmigłowców. Udana była? Zrobiła na panu wrażenie?

TOMASZ SIEMONIAK: Nie można tego rozpatrywać w oderwaniu od całości, była podsumowaniem trzech lat rządów PiS i prezydenta Andrzeja Dudy w polskim wojsku, a to był fatalny czas. Ta defilada tak naprawdę pokazała to, czego nie ma. Modernizacja armii została zahamowana. Antoni Macierewicz przekonywał, że zastał armię w stanie katastrofy, a okazało się, że wszystko, co podziwiał podczas defilady, było zakupione przez poprzednie ekipy. Na usta ciśnie się pytanie: gdzie jest nowe wyposażenie, które obiecywali rządzący?

Z jednej strony jest duma z polskich żołnierzy, ale z drugiej poczucie, że ostatnie trzy lata były najgorszym czasem. Jedna wielka czarna dziura.

Można było podziwiać nowe samoloty dla VIP-ów.
Za rządów PiS kupiono tylko te samoloty. Wydano na nie 4 miliardy złotych, łamiąc w dodatku procedury przetargowe. Zdumiewające jest to, że ozdobą defilady był przelot samolotów dla VIP-ów. Nie znam takiego drugiego kraju. Poza tym tyle pieniędzy wydano na samoloty dla władzy, podczas gdy w wojsku brakuje mundurów i wyposażenia, poleruje się na nowo stalowe hełmy z czasów Układu Warszawskiego. Taki jest prawdziwy obraz.

Polska armia doczeka się śmigłowców? Na czym stanęła sprawa po rezygnacji z Caracali?
Na niczym. Nowy minister próbuje tłumaczyć, że inne rzeczy też są potrzebne…

Sądzę, że zakup śmigłowców odłożono na święte nigdy”.

A tymczasem wszyscy wojskowi zwracają uwagę, że jest to podstawowa rzecz, bo w XXI wieku wojsko niemobilne nie funkcjonuje. To powinien być fundament działania. Na przełomie 2011/2012 roku, kiedy przyjmowano trzy główne priorytety rozwoju sił zbrojnych, w tym zakup śmigłowców, nikt tego nie kwestionował. Teraz mamy tylko mgliste zapowiedzi, z których nic nie wynika.

Kogo się anektuje i zajmuje? Słabego. A my dziś robimy wszystko, aby być słabym – tak mówił w rozmowie z wiadomo.co gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. Mało optymistyczne słowa…
Niestety, zgadzam się z tą opinią. W podobnym duchu wypowiadał się niedawno dowódca sztabu generalnego Mieczysław Gocuł. Oni pracowali także za czasów PiS-u i mówią wprost: zdolności obronne Polski są niższe niż w 2015 roku.

Jakiekolwiek są intencje polityków PiS-u, to efekt jest właśnie taki, że Polska staje się coraz słabsza. To martwi naszych przyjaciół, ale cieszy wrogów.

Prezydent chce, żeby wydatki na obronność zostały zwiększone. W takim razie po co?
To są tylko puste słowa i oszukiwanie opinii publicznej. W 2018 roku lekką ręką zabrano z budżetu MON 400 milionów złotych dla MSWiA i ponad 100 milionów na śmigłowce dla Ministerstwa Zdrowia. Ile trzeba mieć bezczelności, aby mówić o tym, że trzeba wydawać więcej na wojsko, skoro nawet w tym roku świadomie nie wydano tyle, ile trzeba. Przecież prezydent podpisał ten budżet.

Antoni Macierewicz podobno dostał nowe zadanie i będzie oceniał stan polskiej armii. Nie brzmi to absurdalnie?
Widać, że Antoni Macierewicz wraca do łask, prezes pojawił się nawet na jego urodzinach. W tym miejscu

warto powiedzieć wyraźnie – za katastrofę wojska polskiego odpowiada Jarosław Kaczyński. To on skierował do MON Antoniego Macierewicza, przyzwalał na haniebne działania, mówił absurdalne rzeczy, że były szef MON walczył z układem generalsko-pułkownikowskim“.

Przecież każde wojsko ma generałów i pułkowników, czyli według prezesa Antoni Macierewicz po prostu walczył z wojskiem. Niestety, jestem pełen obaw co do przyszłości. Mariusz Błaszczak przez swoją nieporadność nie potrafi niszczyć wojska tak szybko, jak Antoni Macierewicz. A taki, jak widać, jest zdumiewający i absurdalny cel Jarosława Kaczyńskiego. Powtórzę raz jeszcze – to on ponosi pełną odpowiedzialność za stan armii.

Politycy PO dostali w ogóle zaproszenie na defiladę?
Z tego, co wiem, przewodniczący klubu parlamentarnego otrzymał takie zaproszenie.

A pan jako były minister obrony narodowej?
Nie. Ale nie miałem takiego oczekiwania i nie mam pretensji. Fatalne w tym wszystkim jest to, że nie szanuje się poprzedników. Antoni Macierewicz pokazywał to od pierwszych godzin urzędowania, chociażby wyrzucając zdjęcia byłych ministrów obrony narodowej. Jak byłem ministrem, nadałem salom na ulicy Klonowej imiona Jerzego Szmajdzińskiego i Aleksandra Szczygły, także dlatego, aby pokazać, że trzeba szanować ciągłość. Antoni Macierewicz z taką praktyką zerwał.

Nie ma dzisiaj przestrzeni do wspólnego świętowania. Nie chciałbym nawet stać przy ludziach, którzy robią dla wojska tyle złego.

“Nie jest to dobra zmiana w systemie prawnym i demokratycznym” – mówił prezydent, uzasadniając swoją decyzję o zawetowaniu zmian w ordynacji wyborczej do PE. Andrzej Duda nagle zmienił front i zaczął troszczyć się o demokrację?
Głosowaliśmy przeciwko tym zmianom, od początku przekonywaliśmy, że są złe. Większych emocji jednak ta decyzja nie budzi, bo Andrzej Duda od trzech lat działa w interesie PiS i tak jest również w tym przypadku. Zorientowali się, że rachunek korzyści i strat jest na rzecz strat, że zjednoczenie opozycji, wymuszone tymi zmianami w ordynacji, może obrócić się przeciwko PiS-owi.

Prezydent, który stroi się w piórka obrońcy praworządności i demokracji? Pozostawię to bez komentarza. Wetować trzeba było ustawy sądowe. To weto postrzegam tylko jako taktyczne działanie, także wewnątrz partii rządzącej. Buldogi zagryzają się pod dywanem.

Poza tym mówi się otwarcie o tym, że wielu czołowych polityków PiS, na przykład Marek Kuchciński czy Beata Szydło, zamierzają wyjechać do Brukseli, co może świadczyć też o tym, że nie wierzą w sukcesy PiS-u. Kandydowanie urzędującego marszałka Sejmu czy wicepremier jest działaniem bez precedensu.

Podobno Andrzej Duda zapowiedział, że będzie sprzeciwiał się także ewentualnym zmianom w ordynacji wyborczej do parlamentu. Nie wierzy pan też w takie zapowiedzi?
Nie można poważnie traktować żadnych zapowiedzi prezydenta. Zrobi tylko to, co będzie w interesie PiS-u. Takie gadanie nic nie kosztuje. Pamiętajmy, że

najważniejszą rzeczą dla Andrzeja Dudy jest reelekcja w 2020 roku, a do wyborów może stanąć tylko jako kandydat PiS-u, bo tylko stąd może mieć pieniądze na kampanię. To wszystko jest gra pozorów, nie ma to większego politycznego znaczenia.

Premier ogłosił datę wyborów samorządowych: 21 października i 4 listopada. Ryszard Petru twierdzi, że to termin korzystny dla PiS. Pan też tak myśli?
Nie. Uważam, że trzeba zrobić wszystko, aby się zmobilizować i wygrać te wybory. Termin ma drugorzędne znaczenie.

Co to znaczy zrobić wszystko, aby się zmobilizować?
Przekonać ludzi do siebie, pokazać dobrych kandydatów i siłę Koalicji Obywatelskiej.

To są najważniejsze wybory samorządowe w historii Polski, które przesądzą o tym, czy będzie wolny samorząd, czy centralizacja PiS-owskiej władzy.

Poza tym otwierają cały cykl wyborczy i ich wynik będzie bardzo istotnym wskazaniem do następnych kampanii. Dlatego potrzebna jest pełna mobilizacja, nie możemy odpuścić.

Kampania wyborcza już oficjalnie ruszyła. To będzie bardzo brutalna walka?
Mam nadzieję, że nie, ale niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że czekają nas najbardziej brutalne kampanie w historii. Mamy do czynienia z władzą, która nie chce wyhamować, atakuje swoich przeciwników albo domniemanych przeciwników politycznych, pozbawia ich godności.

Ostatnim przykładem jest chociażby sprawa Ewy Gawor, pracującej w warszawskim ratuszu jeszcze za czasów Lecha Kaczyńskiego. Wystarczyło, że zrobiła coś nie po myśli władzy i jest brutalnie atakowana.

le liczę na to, że obywatele będą w stanie wybrać kandydatów, którzy zachowują się przyzwoicie i chcą dbać o interesy lokalnych społeczności. Takich kandydatów prezentuje Koalicja Obywatelska.

W którym mieście najtrudniej było znaleźć wspólnego kandydata?
Każde miasto jest inne. Bardzo się cieszę, że praktycznie wszędzie udało się wskazać wspólnego kandydata. Rozmowy trwają jeszcze tylko w kilku miastach. Do tej pory nie było żadnego wyścigu, chodziło o to, aby dojrzeć do najlepszych rozwiązań.

Praca nad kandydatami trwa prawie od roku i uważam, że warianty, które przyjęliśmy, są optymalne, czyli dające największą pewność na wygraną z kandydatem PiS-u. Im więcej środowisk nasi kandydaci łączą, tym lepiej.

W Warszawie ostateczny bój rozegra się w drugiej turze?
Trudno wyrokować. Myślę, że to będzie bardzo trudna walka, bo widać, że PiS zamierza w Warszawie użyć wszelkich możliwych sił. Druga tura jest możliwa, ale jestem przekonany, że zwycięzcą będzie Rafał Trzaskowski.

Zmiana ordynacji wyborczej może utrudnić przeprowadzenie wyborów samorządowych albo umożliwić PiS-owi manipulowanie przy procesie wyborczym?
Zmiany były złe, mówi o tym wyraźnie także PKW. Przewodniczący komisji ostrzega publicznie, że te wybory będą najtrudniejsze do przeprowadzenia, a to musi budzić niepokój. My też staramy się działać, wspieramy na przykład ruch Wolontariusze Wolnych Wyborów, tak aby dbać na każdym poziomie o rzetelność i uczciwość wyborów. PiS od początku nie przejmował się ostrzeżeniami, a jak się działa w zaślepieniu własnego interesu, to zawsze kończy się chaosem. Jesteśmy ofiarami obsesji, ale to może wpłynąć na przebieg wyborów i zagrozić prawidłowości procesu wyborczego.

PiS nie lubi oskarżeń o niedemokratyczne praktyki, a majstrując przy ordynacjach pokazuje, że chce działać na własną korzyść.

Wszystko wskazuje na to, że Robert Biedroń planuje powołanie nowej inicjatywy politycznej. To może zaszkodzić próbie jednoczenia opozycji?
W wyborach parlamentarnych powinniśmy wystawić jedną listę wyborczą. Na razie nie mam jasności co do tej inicjatywy, bo wypowiedzi Roberta Biedronia nie są precyzyjne. Liczę na to, że w poczuciu odpowiedzialności za Polskę Robert Biedroń, ale także inne osoby znajdą się pod jednym dachem z tymi, którzy chcą odsunąć PiS od władzy. To nie będzie proste zadanie, jego realizacji nie powinniśmy jeszcze osłabiać podziałami, kłótniami czy uszczypliwościami.

Wierzę, że Koalicja Obywatelska będzie jak rosnąca kula śniegowa, przyciągająca tak wartościowe osoby, jak Robert Biedroń, przy pełnym poszanowaniu ich podmiotowości, tożsamości i poglądów.

Chodzi o Polskę, odsunięcie PiS-u od władzy, powrót na drogę demokracji i praworządności, a nie o własne interesy.

Czyli PO będzie chciała rozmawiać z Robertem Biedroniem przed wyborami parlamentarnymi?
Nie chcę mówić o szczegółach, ale zwracam uwagę na ważną zasadę. Oczywiście nie podoba mi się to, że źle mówi o PO. Zbudował sobie dobrą pozycję w polityce dzięki pozytywności, pokazywał, że można z uśmiechem realizować pewne wartości. Nie będę się rewanżował i go krytykował. Do pewnych działań po prostu trzeba dojrzeć.

Wierzę, że wszyscy ważni politycy opozycji mają jeden cel – odzyskać Polskę i demokrację.

O Platformie źle, a nawet jeszcze gorzej, mówi szef SLD Włodzimierz Czarzasty. Jak to wróży na przyszłość?
Jak wyżej. Lepiej spuścić zasłonę milczenia. Lider partii politycznej nie powinien ulegać takim emocjom. Rozmawiam z wieloma członkami i sympatykami SLD i oni są za współpracą z PO, a w wielu miastach nawet współpracują. Nie namówi mnie pani na uszczypliwości w jego stronę.


Zdjęcia główne: Tomasz Siemoniak, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Comments are closed.