Sport

Tak Piesiewicz sprzedał sportowców i kibiców

Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny
1 września 2026, 06:410 wyswietlen
Udostepnij:

Twarze, sylwetki i głosy polskich olimpijczyków dla kryptogiganta. Dane ludzi obserwujących TeamPL także. A gdyby sportowcy zaprotestowali, płacić miał PKOl. Do tego premie medalowe częściowo w tokenach, zakaz krytykowania sponsora i 50 tys. euro kary za złamanie ciszy. Tak wyglądała umowa Polskiego Komitetu Olimpijskiego z Zondacrypto, której kulisy ujawniły Wirtualna Polska i TVN24. Trudno o bardziej brutalny obraz tego, jak pod rządami Radosława Piesiewicza potraktowano ludzi, którzy mieli być największym kapitałem polskiego olimpizmu: sportowców i kibiców.

Tak Piesiewicz sprzedał sportowców i kibiców

Olimpijczycy stali się częścią sponsorskiego pakietu

Umowę podpisano w październiku 2025 roku. Po jednej stronie był PKOl kierowany przez Radosława Piesiewicza, po drugiej czeska spółka reprezentowana przez szefa Zondacrypto Przemysława Krala. Według ustaleń Wirtualnej Polski i TVN24, sponsor dostał niezwykle szeroki pakiet uprawnień, a na Komitet spadła długa lista obowiązków.

Najbardziej szokujący fragment dotyczył samych sportowców. Jak opisują WP i TVN24, PKOl przekazał sponsorowi prawa do wykorzystywania wizerunku olimpijczyków reprezentujących Polskę od igrzysk w Londynie w 2012 roku. Chodziło nie tylko o zdjęcia. Umowa obejmowała twarz, sylwetkę i głos, a prawa miały być wykorzystywane przez spółki sponsora w różnych krajach. Sportowcy mieli też uczestniczyć w produkcji materiałów przygotowywanych przez Zondacrypto.

I tu pojawia się zapis, który pokazuje skalę ryzyka przerzuconego na PKOl. Gdyby któryś z zawodników uznał, że jego prawa zostały naruszone i wystąpił z roszczeniami, koszty miał ponosić Komitet, a nie sponsor korzystający z wizerunku.

Innymi słowy: Zondacrypto dostawała sportowe twarze, a rachunek za ewentualny bunt sportowca miał trafiać gdzie indziej.

Medale za tokeny

To jeszcze nie wszystko. Z ustaleń opisanych w materiale wynika, że połowa premii dla medalistów zimowych igrzysk olimpijskich w 2026 roku miała zostać wypłacona w tokenach, czyli cyfrowych aktywach związanych z rynkiem kryptowalut.

Jednocześnie Zondacrypto zastrzegła, że nie odpowiada za wahania wartości tokena. PKOl miał natomiast oświadczyć, że zna ryzyko związane z kryptoaktywami i nie będzie z tego powodu zgłaszał roszczeń. Ostatecznie wypłaty w tej formie nie doszły do skutku, bo Zondacrypto upadła niedługo po igrzyskach, a koszty premii pokryli PKOl i inni sponsorzy.

Czyli sportowiec zdobywał medal dla Polski, ale część nagrody miała zależeć od aktywa, którego wartość mogła się zmieniać, a ryzyko było wpisane w umowę.

Kibic kliknął „obserwuj”. Jego dane też znalazły się w układzie

Drugi potężny znak zapytania dotyczy zwykłych kibiców. Według materiału opartego na ustaleniach WP i TVN24 spółkom Przemysława Krala przekazano dane internautów obserwujących w mediach społecznościowych profil TeamPL.

To właśnie dlatego sprawa wychodzi daleko poza sponsorską umowę między dwoma podmiotami. Człowiek, który chciał po prostu śledzić polskich olimpijczyków, mógł stać się elementem biznesowego pakietu razem z zasięgami, marką i wizerunkiem sportowców.

Do tego PKOl miał być zobowiązany do intensywnego promowania Zondacrypto w mediach społecznościowych.

Ponad 18 milionów złotych. I interes od każdego Polaka kupującego krypto

Co miał dostać PKOl? Według opisywanej umowy ponad 18 mln zł, wypłacanych w ratach aż do końca 2028 roku. Ale konstrukcja współpracy szła jeszcze dalej. Komitet miał także zarabiać w zależności od tego, ilu Polaków kupi kryptowalutę oznaczoną olimpijskim godłem.

To oznacza, że narodowy komitet olimpijski nie miał być jedynie powierzchnią reklamową. Jego finansowy interes został powiązany z tym, czy kibice wejdą na rynek kryptowalut.

Sportowiec miał dawać twarz. Kibic miał dawać uwagę, dane, a być może również pieniądze.

Krytykujesz? 50 tysięcy euro

Szczególnie mocno brzmi jeszcze jeden zapis. Jak ustaliły WP i TVN24, PKOl zobowiązał się nie wypowiadać w sposób, który mógłby zaszkodzić reputacji, wiarygodności lub wartości projektu. I to nie tylko w czasie obowiązywania umowy, ale również po jej zakończeniu.

Za naruszenie tego obowiązku przewidziano karę w wysokości 50 tys. euro.

Trudno o bardziej wymowny symbol całej historii: umowa z potężnymi prawami dla sponsora, ciężarami po stronie PKOl i finansowym batem na wypadek, gdyby ktoś zaczął głośno mówić rzeczy niewygodne.

„Państwo w państwie”. Zarząd miał nie wiedzieć, co podpisano

Najbardziej kompromitujące dla władz PKOl może być jednak to, co mówią członkowie samego zarządu. Krzysztof Wiłkomirski powiedział WP i TVN24, że Piesiewicz miał najpierw ukrywać rozmowy z potencjalnym sponsorem, a następnie przez ponad pół roku treść podpisanej już umowy.

Jeszcze ostrzej wypowiedział się Piotr Pustelnik. Jak relacjonują media, do chwili rozmowy sam nie widział umowy, mimo że był członkiem zarządu PKOl. Według niego na piątym piętrze Komitetu powstało „państwo w państwie”, a zarząd został sprowadzony do roli fasadowej.

Radosław Piesiewicz, sekretarz generalny PKOl Marek Pałus oraz biuro komunikacji Komitetu nie odpowiedzieli autorom publikacji na pytania dotyczące umowy.

Sport miał być najważniejszy. Wyszło krypto, dane i wielki biznes

I właśnie w tym miejscu trudno już sprowadzać tę historię do zwykłej umowy sponsorskiej.

Polski Komitet Olimpijski powinien przede wszystkim chronić sportowców, ich markę i interes całego ruchu olimpijskiego. Tymczasem z ujawnionych przez Wirtualną Polskę i TVN24 zapisów wyłania się zupełnie inny model: szerokie prawa do wizerunku zawodników dla prywatnej firmy, dane obserwujących TeamPL, potencjalne premie w tokenach, finansowe powiązanie z zakupami kryptowalut przez Polaków oraz surowa klauzula mająca odstraszać od krytyki.

I dlatego tytuł tej historii jest tak brutalny.

Bo Piesiewicz nie oddawał sponsorowi tylko miejsca na bandzie reklamowej. Oddawał coś znacznie cenniejszego: twarze polskich sportowców i dostęp do ludzi, którzy im kibicowali.

Udostepnij artykul

Zespół redakcyjny

Autor

Zespół redakcyjny

Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz

🏖️Last minuteMapa burz📚Komiksy