Tak Kosiniak-Kamysz zaorał Nawrockiego: za kulisami generalskich awansów
Władysław Kosiniak-Kamysz postawił się prezydentowi Nawrockiemu, gdy ważyły się losy tegorocznych awansów generalskich. Kulisy tego starcia rzucają nowe światło na polityczne napięcia.

Decyzje, które zmieniają losy
Jak wynika z nieoficjalnych informacji, aż do środy trwały zacięte negocjacje między Ministerstwem Obrony Narodowej a Pałacem Prezydenckim i Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Stawka była wysoka: 21 oficerów czekało na swoje awanse, a lista miała być zamknięta w ostatniej chwili. Wśród nominowanych znalazło się 6 generałów dywizji, takich jak gen. bryg. Mariusz Chmielewski i gen. bryg. Tomasz Jatczak. Jednak nie wszystko szło zgodnie z planem.
„Szef MON powiedział dość. Stwierdził, że nie pozwoli go skrzywdzić” – słowa te wybrzmiały głośno i wyraźnie, kiedy pojawiło się ryzyko, że zasłużeni oficerowie zostaną pominięci. Chodziło między innymi o płk. Renarda Skrzypczaka, dowódcę 1. Warszawskiej Brygady Pancernej, oraz płk. Grzegorza Fakę, dyrektora Departamentu Kadr MON.
Prezydenckie veto
Ostatecznie prezydent Nawrocki ugiął się przed naciskami. Decyzje zapadły, ale nie bez politycznej goryczy. Ludzie z otoczenia prezydenta początkowo blokowali awanse dla wybranych oficerów, co wywołało burzę w środowisku wojskowym. Jak relacjonują informatorzy, „najważniejsza jest siła wojska polskiego”, a nie polityczne rozgrywki. Przeciąganie liny między MON a Pałacem Prezydenckim może mieć trwałe konsekwencje dla relacji między tymi instytucjami.
Jakby tego było mało, ceremonia wręczania nominacji przybrała nową formę. Po raz pierwszy generałowie nie odbierali szlifów w Pałacu Prezydenckim, lecz podczas uroczystej defilady. Nowa oprawa miała być znakiem przejrzystości i otwartości, ale czy rzeczywiście tak się stało?
Kto zyskał, kto stracił?
Awansowani oficerowie, w tym gen. bryg. Rafał Kowalik i gen. bryg. Sławomir Lidwa, mogą mówić o wygranej. Niektórzy jednak podkreślają, że w ministerstwach i sztabach wojskowych wciąż tkwi problem z nadmiernym awansowaniem urzędników kosztem dowódców liniowych. „Jak tak dalej pójdzie, to w urzędach będziemy mieli więcej generałów niż w wojskach operacyjnych” – komentuje jeden z generałów rezerwy.
Podsumowując, tegoroczne awanse generalskie są nie tylko symbolem uznania dla żołnierzy, lecz także polityczną batalią o wpływy. Kosiniak-Kamysz pokazał, że nie boi się stawiać prezydenta pod ścianą, ale czy taki model zarządzania wojskiem przyniesie nam długotrwałe korzyści? Obyśmy nie musieli się o tym przekonywać w trudniejszych czasach.
Udostepnij artykul
Autor
Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.
