Reklama

Gdy “cham” wyzywa nas od “wdów ubeckich” lub “szmalcowników”, to obraża, bo kłamie. Ale gdy my w odpowiedzi posłużymy się figurą “chama” – opisujemy rzeczywistość. Nie ma tu żadnej symetrii.

Mam się zmierzyć z obsesją symetrystów, której obiektem jest syty, pyszniący się, obrzydliwy inteligencik mający w pogardzie “polskiego chama”. Tego, który miał wynieść PiS do władzy; którego ta władza ośmiela; któremu dała “godność” i kilka stów na lepsze życie; który jest ślepy na bezprawie obecnej władzy, bo daleko gorsza była przecież III RP, ów okrągłostołowy spisek komuny i różowych solidaruchów, który urodził neoliberalnego potworka. Mam się zmierzyć z obsesją, zgodnie z którą świat społeczny i polityczny po 2015 roku nadal postrzegany jest jako walka klas, brudnych namiętności i ślepych na los “prostego człowieka” bogatych narcyzów, nie zaś jako arenę boju o ideały, demokrację, konstytucję i strukturę symboliczną.

Jeśli upraszczam, to tylko dlatego, że kilku autorów upraszcza bardziej, a wystrzelone przez nich pociski dolatują nie do celu, lecz ledwie na odległość spojrzenia kończącego się tam, gdzie ich utkane z ideologicznej nici wyobrażenia.

Szastanie Edkiem

Oto Grzegorz Sroczyński pisze, że “obozowi anty-PiS nie wolno się zamykać w kokonie wyższości”, bo szastanie Edkiem Mrożka czy Gombrowiczem, przekonanie, że “polski naród jest ciemny, bo ma w nosie sądy”, może co najwyżej poprawić szastającym nastrój, a przecież chodzi o to, by raczej “przekonać choć kilku niezdecydowanych”.

Oto bloger Galopujący Major stwierdza, iż “obrońcy III RP” są “zniecierpliwieni faktem, że reżim, mimo ich słusznych odezw, marszów i palonych świeczek, nadal nie upadł”, więc “będą retorycznie odbijać to sobie na »polskim chamie«”.

Reklama

Oto Rafał Woś dokonuje iście gimnastycznego zabiegu i przy pomocy intelektualnej stójki z przewieszką stwierdza, że ci, którzy atakują PiS “maczugą ksenofobii” za przymykanie oka na rasistowskie wybryki w Polsce, sami zobaczyliby w lustrze “inny rodzaj ksenofoba”, czyli “wojującego klasistę”, “równie obrzydliwego, co rasista”. “Jeden powie, że »murzyn« i »ciapaty« są z natury gorsi, głupsi i mniej cywilizowani. Drugi powie to samo o »ciemnogrodzie«, »nieoświeconym plebsie« czy »kibolach«” – dodaje redaktor i uzupełnia definicję symetryzmu o kolejny zaskakujący akapit.

No dobrze, panowie, czas obedrzeć was ze złudzeń, choć słowo “obedrzeć” proszę traktować jako rozmach polemiczny. Po prostu wysłuchajcie moich argumentów.

Rozkosz odwetu na III RP

Po pierwsze, zacznijmy od diagnozy. Z chwilą złamania przez partię Jarosława Kaczyńskiego konstytucji skończył się czas naturalnych w demokracji sporów, które toczyliśmy przez niespełna trzy dekady przy użyciu dobrze poznanego aparatu pojęciowego: transformacja, wykluczenie, beneficjenci, neoliberalizm itp. Gdy obalono Trybunał Konstytucyjny, przejęto sądy powszechne, upartyjniono Krajową Radę Sądownictwa i Sąd Najwyższy, znaleźliśmy się poza strukturą symboliczną. Okazało się, że władza ma ją za nic. Już nie umowa społeczna, ale widzimisię partyjnego kacyka konstruuje nam świat, a hymnem “dobrej zmiany” okazały się zgrane już słowa z “Misia” Barei: “Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”. To musi rodzić bunt, bo taka jest jego natura: zwykle walczy się o deptane zasady (działania opozycji w PRL są najbliższym punktem odniesienia).

Po wtóre, władza tonie w obscenicznej rozkoszy odwetu na III RP, co zresztą ochoczo ubiera w słowa. Te wszystkie “gorsze sorty”, “komuniści i złodzieje”, “ojczyzna [dawniej] dojna”, “łotry”, “kanalie”, “zdradzieckie mordy”, “wrogowie”, “targowica”, odbieranie głosu na sali sejmowej, przerywanie w pół słowa – to czysta perwersja, czyli sytuacja, w której prawo zostaje zastąpione przez widzimisię władzy, a tylko ona dzierży klucz do skarbca stygmatów. Tylko prawdziwy chrześcijanin nadstawi drugi policzek, choć jest to trudne nawet w ujęciu freudowskim, w którym wprawdzie kultura jest źródłem cierpień, ale przecież popędy i tak gdzieś muszą znaleźć ujście, choćby w rewanżyzmie lub bardzo ludzkiej histerii.

Po trzecie – a to już uwaga dotycząca sporu polityczno-filozoficznego – równość to piękny mit, choć każda postępowa siła od zarania, acz nieskutecznie, dąży do tego, by się do niego zbliżyć. Nie da się jednak wykluczyć z dyskursu różnic: pośród “chamów” są inteligenci, pośród inteligentów – “chamy”, czasami różnią się wszystkim, czasami drobiazgami. Innymi słowy: społeczeństwo to zbiór podmiotów, pośród których każdy dysponuje własnym fantazmatem, pochodzeniem, możliwościami, ilorazem inteligencji, poglądami, identyfikacjami itd. W tym sensie ów “klasizm” redaktora Wosia wisi na włosku, ponieważ nie tyle jest nieprawdziwy, ile pomija zasadę rzeczywistości. Wspaniale jest oglądać świat przez taką równościową lupę sprawiedliwego ekonoma, ale gdy spojrzy się przez lornetkę, sprawy wyglądają inaczej. Nie bronię tu nierówności, ale jedynie zwracam uwagę na fakt, że gdy barbarzyńca stoi z maczugą i wkracza w świat demokratycznych wartości z wizją państwa autorytarnego, to XIX-wieczne kalki bledną, gdyż najpierw trzeba pogonić najeźdźcę, by na nowo ułożyć sprawy, choćby i bardzo równo.

Po czwarte, jak mówi dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych, którego opinię podzielam: “Poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego nie bierze się przede wszystkim – tak jak twierdzi wielu publicystów i ekspertów – z niesprawiedliwości III RP i z nierówności społecznych. Z badań wynika, że trzonem poparcia nie jest klasa, która została pokrzywdzona podczas transformacji, a wręcz przeciwnie. To są ludzie, którzy obiektywnie rzecz biorąc są beneficjentami okresu przemian, ale trafia do nich narracja populistyczna i nacjonalistyczno-ksenofobiczna. Małomiasteczkowa klasa średnia, która wini wszystkich oprócz siebie i której władza dostarcza moralnego rozgrzeszenia. To nie ekonomia, ale ideologia i charakter są kluczem do władzy PiS-u”.

Po piąte wreszcie (i najważniejsze), dokonuje się dość przykrego gwałtu na języku. Przecież gdy “cham” wyzywa na przykład od “wdów ubeckich” lub „szmalcowników”, to obraża, gdyż kłamie. Ale gdy obrażany w odpowiedzi posłuży się figurą “chama”, opisuje rzeczywistość. Nie ma tu żadnej symetrii. Nazywanie bijącego za kolor skóry bandytą i ksenofobem, wroga in vitro – ciemnogrodzianinem, niosącego transparent “Biała Europa” – rasistą nie jest niczym więcej niż nazywaniem spraw po imieniu przy użyciu dobrze znanych pojęć, a nie wywyższaniem się dumnych jajogłowych. Nie rozumiem oburzenia etycznego, choć jestem w stanie przyjąć estetyczne: być może Boy, gdy kierował reflektor w mrok, robił to bardziej elegancko niż wzburzony bezczelnością PiS-u “element animalny”.

Przestańcie gardzić inteligencją

Kłopot z diagnozami Sroczyńskiego, Galopującego Majora i Wosia jest taki, że oceniane przez nich zjawisko nie jest ani nowe, ani masowe, ani odwołujące się do kompleksu chłopa pańszczyźnianego, ani nawet nie może posłużyć jako wskazówka dla opozycji, bo nie ma chyba po jej stronie polityka, może poza Stefanem Niesiołowskim, swobodnie posługującego się tego typu retoryką. Najmniej jednak rozumiem przeświadczenie, że osoby, które swą miłość do “dobrej zmiany” ufundowały na nienawiści do III RP, można przeciągnąć na stronę obozu demokratycznego na zasadzie – uwaga, przenośnia! – “przepraszam cię, złodzieju, że mnie okradłeś”. Są na to lepsze sposoby, choć najwłaściwsze byłoby jednak przekonanie tych wyborców, którzy po prostu na wybory nie chodzą, by jednak tym razem poszli, przez uświadomienie im, że te wszystkie wyświechtane hasła o końcu demokracji, upadku państwa prawa i zgwałconej konstytucji są, by tak rzec, naprawdę prawdziwe.

Jeśli w tym kawiarnianym z ducha sporze tak bardzo przeszkadza wspomnianym publicystom rzekoma pogarda inteligencji dla “polskiego chama”, niech sami – że powiem symetrycznie – nie gardzą inteligencją. Może im się jeszcze przydać.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu gazeta.pl


Zdjęcie główne: “Grający w karty”, obraz Caravaggia, Kimbell Art Museum

Reklama

Comments are closed.