Reklama

Jeśli ktoś miał hipotezę, że władza coś ukrywa w przypadku katastrofy na Odrze, to konferencja Anny Moskwy potwierdziła takie przypuszczenia.

Rządowi urlopowicze wrócili na stanowiska i chcą sprawiać wrażenie, że zajmują się wyjaśnianiem katastrofy ekologicznej. Opozycja jest zgodna w ocenie i mówi o drugim Czarnobylu. Nie chodzi o skalę niebezpieczeństwa, ale o ukrywanie informacji. Po wczorajszej konferencji Anny Moskwy, szefowej resortu środowiska, skojarzenia z Czarnobylem same się nasuwają.

Rządowe hipotezy

Wczoraj późnym popołudniem odbyła się konferencja prasowa Anny Moskwy i ministra infrastruktury Piotra Adamczyka. Minister środowiska mówiła o analizowanych hipotezach dotyczących dramatu na rzece.

Pierwsza hipoteza to hipoteza potencjalnego przedostania się substancji toksycznej, czy to w wyniku działalności przedsiębiorstw, które funkcjonują nad Odrą, czy to w wyniku nielegalnych zrzutów poza działalnością przedsiębiorstw. W tym kierunku GIOŚ przeanalizował próbki. Żadna z tych próbek na dziś nie wykazała obecności substancji toksycznych – mówiła.

Drugą przyczyną braną pod uwagę są warunki naturalne: niski poziom wody w Odrze, wysoka temperatura, czy kumulacja stężeń, które występowały w rzece podczas niskiego stanu wód. Analizowane jest także odprowadzenie wód przemysłowych, które mogły spowodować ponadstandardowe zasolenie Odry.

Reklama

W wodach przemysłowych jest dużo chloru, który jest aktywnym pierwiastkiem i mógł potencjalnie uruchomić zanieczyszczenia z osadów dennych – wyjaśniała.

Gdy przyszło do zadawania pytań, spokój Anny Moskwy został zmącony przez dziennikarza TVN24 zadającego niewygodne dla władzy pytania.

Kiedy? Wtedy

Jeżeli ktoś miał przypuszczenia, że władza ma coś do ukrycia w sprawie katastrofy na Odrze, to po konferencji minister Moskwy może mieć uzasadnione przekonanie, że jego tok myślenia idzie w dobrym kierunku.

Dziennikarz TVN24 zapytał o to, kiedy oboje dowiedzieli się o tym, co się dzieje w Odrze. To pytanie okazało się zbyt trudne dla Moskwy oraz Adamczyka i nie potrafili na nie odpowiedzieć przed dobre 10 minut. Nie potrafili? Po prostu nie chcieli, bowiem daty są tutaj fundamentalnie kluczowe.

My przystąpiliśmy do działań, kiedy pojawił się element ponadwojewódzki, więcej niż jedno województwo. Wtedy został powołany sztab antykryzysowy i obydwoje, razem z panem ministrem, uczestniczyliśmy w pracach tego sztabu od samego początku – odpowiedziała szefowa resoru środowiska.

Dziennikarz wskazał, że już 27 lipca pierwsze informacje na ten temat trafiły do inspekcji ochrony środowiska i dopytywał, kiedy dotarły one do ministerstwa. Wtedy z odsieczą przybył jej rzecznik. – Wydaje mi się, że pani minister już odpowiedziała, na jakim etapie ministerstwo było zaangażowane w cały proces – mówił.

Reporter nie odpuszczał i dopytywał, kiedy się to wydarzyło i czy minister Moskwa pamięta konkretną datę.

Nie jest istotne, żeby trzymać się konkretnych dat. Wtedy ministerstwo podjęło działanie, kiedy sprawa stałą się ponadregionalna, ponad jedno województwo – odpowiedział rzecznik

Kiedy to się stało? – nie dawał za wygraną dziennikarz. – Wtedy, kiedy instytucje podjęły działania – odparł rzecznik.

Taj wyglądają odpowiedzi na konkretne pytania. W sieci już krąży żart – Kiedy? Wtedy!

Źródło: TVN24.pl

Reklama