Reklama

Nie byłem zaskoczony, że wśród poruszonych tematów był Afganistan i próżnia, która się wytworzy po wyjściu wojsk amerykańskich, to także Arktyka, której znaczenia nie doceniamy z punktu widzenia wschodniej flanki NATO i Polski, to także kwestia klimatyczna i porozumienie z Iranem. Wiadomo, że bez wsparcia Rosji powrót do porozumienia genewskiego byłby trudny, chociażby przez utrudnioną kontrolę dostaw materiałów rozszczepialnych do Iranu. Sądzę, że są tu pewne podstawy do optymizmu, że ta współpraca będzie miała miejsce, szczególnie gdy dodamy do tego porozumienia rozbrojeniowe, to w przyszłości być może uda się ją poszerzyć o kwestie gospodarcze. Na razie nie ma mowy o zdjęciu sankcji i o przyjaznym traktowaniu – mówi nam Ryszard Schnepf, dyplomata, były ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych.

JUSTYNA KOĆ: Co zostało po spotkaniu Biden-Putin? Jaka była jego waga, bo mówi się, że od dawna nie było tak złych stosunków między Ameryką a Rosją?

RYSZARD SCHNEPF: To prawda, że te relacje są usytuowane dość nisko, ale tym bardziej cenna jest ta inicjatywa spotkania, bo tylko w komunikacji i dialogu można wypracować jakieś punkty porozumienia, a jest ich dziś sporo, choć niepewności jeszcze więcej; obaj rozmówcy byli co do tego zgodni.

Wrażenia po konferencjach są takie, że bez wątpienia prezydent Putin jest sprawnym „komunikatorem”, co wynika z jego doświadczenia w stałych konferencjach publicznych, które od lat urządza. Jest przekorny i trzeba powiedzieć uczciwie, że inteligentny, bo potrafił wybrnąć z trudnych pytań, odwracając sytuację.

Reklama

Ten, kto zna sytuację, interesuje się światem, wie, ile w tym było przekłamań i manipulacji, ale jako prezydent własnego kraju i obrońca interesów Rosji sprawdza się. Natomiast chyba nie o to chodziło, aby te osiągnięcia były jakieś spektakularne, więc o rozczarowaniu nie ma tu mowy.

Najważniejsze, że obie strony przedstawiły swoje listy oczekiwań, także te czerwone, nieprzekraczalne linie.

Istotne, że Joe Biden miał okazję przedstawić swoją politykę i jej nowe zasady, którymi będzie się kierowała administracja amerykańska. Na pewno zrobił to w sposób tak przekonywujący jak jego słowa, które padły o wartościach i o tym, jaka miałaby być Ameryka, jeżeli nie broniłaby wartości, praw człowieka i praworządności. To jest w DNA Ameryki od jej powstania i sądzę, że Putin miał okazję się przekonać, że są kwestie, w których Joe Biden będzie twardym zawodnikiem na światowym ringu, ale są też obszary, gdzie dla dobra globalnego i obu partnerów warto się porozumiewać.

Nie byłem zaskoczony, że wśród poruszonych tematów był Afganistan i próżnia, która się wytworzy po wyjściu wojsk amerykańskich, to także Arktyka, której znaczenia nie doceniamy z punktu widzenia wschodniej flanki NATO i Polski, to także kwestia klimatyczna i porozumienie z Iranem. Wiadomo, że bez wsparcia Rosji powrót do porozumienia genewskiego byłby trudny, chociażby przez utrudnioną kontrolę dostaw materiałów rozszczepialnych do Iranu. Sadzę, że są tu pewne podstawy do optymizmu, że ta współpraca będzie miała miejsce, szczególnie gdy dodamy do tego porozumienia rozbrojeniowe, to w przyszłości być może uda się ją poszerzyć o kwestie gospodarcze. Na razie nie ma mowy o zdjęciu sankcji i o przyjaznym traktowaniu. Zresztą te dwie odrębne konferencje coś też nam mówią o relacjach tych państw. Natomiast myślę, że

powstały zręby współpracy w tych obszarach, gdzie jest to możliwe.

Prezydent Biden mówił à propos Afganistanu, że w interesie Rosji jest to, aby terroryzm tam nie wrócił, mówił też, że sygnalizował wyraźnie wsparcie dla niezależności terytorialnej Ukrainy. Zabrakło natomiast Białorusi.
Tak, i to mnie też zaskoczyło. Oczekiwałem, że oprócz sprawy uwolnienia czy wymiany amerykańskich obywateli będzie też apel do Putina o wsparcie w staraniu o uwolnienie więźniów politycznych Białorusi. Nie słyszeliśmy o tym, ale to nie znaczy, że ta kwestia została całkowicie pominięta, mam wrażenie, że na żadnej konferencji nie padło pytanie w tej sprawie. Rozumiem, że w obliczu tak wielu problemów, bo musimy pamiętać, że interes Polski czy naszego regionu nie zawsze oznacza zainteresowanie największych mocarstw, zeszło to na dalszy plan, bo tych kwestii do rozwiązania jest dużo więcej.

Nie wspomnieliśmy jeszcze o kwestii cyberbezpieczeństwa, a to jest obecnie jedno z największych zmartwień, przede wszystkim Amerykanów, a próba uwrażliwienia Putina na ten temat, że są przecież możliwe ataki w drugą stronę, czyli na Rosję, nie brzmiały wprawdzie jako pogróżka, ale myślę, że prezydent Putin zrozumiał, o co chodzi.

Pierwsza wizyta zagraniczna amerykańskiego prezydenta to właśnie Europa, jak powinniśmy to odczytywać?
Joe Biden gościł w Białym Domu prezydenta Korei Południowej i premiera Japonii, a więc obszaru Pacyfiku. W nas to budzi złe wrażenia, że to nie Europa, ale pamiętajmy, że Stany Zjednoczone leżą właśnie nad Pacyfikiem. Ta pierwsza osobista wizyta Bidena rzeczywiście jest skierowana na Europę i to jest bardzo mocny sygnał, że Europa, po okresie Trumpa, jest najważniejszym partnerem dla Stanów Zjednoczonych. To niezwykle ważna wiadomość, atmosfera całej wizyty była co najmniej dobra, jeśli nie znakomita. Sądzę, że większość liderów europejskich odetchnęła z ulgą, zresztą niektórzy dawali temu wyraz, np. Ursula von der Leyen mówiła o tym niemalże wprost, podobnie sekretarz generalny NATO, który mówił, że wcześniej sojusz niemalże się chwiał.

Wszyscy powinniśmy przyjąć to z ulgą i trzymać kciuki za sukces Bidena, bo to jest dla niego, jak i dla Europy ożywcze.

Co zostało po tym spotkaniu i kto wygrał?
Odpowiedz na to pytanie już padła podczas konferencji Putina, że to nie są zawody i trudno tu ważyć, kto wygrał. Myślę, że w jakimś stopniu obie strony powinny być usatysfakcjonowane. Putin był potraktowany jako równorzędny partner i myślę, że dla niego to jest niezwykle ważne. Proszę pamiętać, że przyjął zaproszenie od razu i po bardzo kłopotliwych dla niego słowach Bidena. To świadczy o tym, że Putinowi zależało na tym spotkaniu. Symbolem zadowolenia jest też fakt, że po raz pierwszy od dawna nie spóźnił się na to spotkanie i wypełnił uzgodnienia.


Zdjęcie główne: Ryszard Schnepf, Fot. Flickr/CSIS | Center for Strategic & International Studies, licencja Creative Commons

Reklama