Reklama

Prezydent Stanów Zjednoczonych był w Polsce 16 godzin. Spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą, wziął udział w inauguracji Szczytu Inicjatywy Trójmorza. Kulminacyjnym punktem wizyty amerykańskiego prezydenta w Polsce było jednak długo oczekiwane przemówienie wygłoszone na warszawskim placu Krasińskich. Dużo było o polskiej historii i wzajemnym partnerstwie. – Ameryka kocha Polskę i Polaków. (…) Wbrew wszelkim próbom zmiany was, ucisku albo zniszczenia przetrwaliście i zwyciężyliście, jesteście dumnym narodem – mówił Donald Trump. Zapewnił też, że “stajemy ramię w ramię, broniąc artykułu 5”. Czy to było przełomowe wystąpienie? – Niestety, chyba nie było. To było raczej leczenie naszej duszy. Było odniesienie do historii Polski, do trudnych momentów naszej historii, ale nie było przekazu, że Polska odniosła sukces – mówi w rozmowie z wiadomo.co Ryszard Schnepf, były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych.

Najmocniejsza deklaracja między słowami

– USA zademonstrowały nie tylko poprzez słowa, ale też poprzez działania, że stajemy ramię w ramię, broniąc artykułu 5 (Paktu Północnoatlantyckiego) dla wspólnego zobowiązania do obrony kolektywnej – mówił na pl. Krasińskich prezydent USA.

Donald Trump podziękował Polsce za to, że jest jednym z tych krajów NATO, które “osiągnęły oczekiwany poziom inwestycji we wspólną obronę”: – Dziękuję wam, dziękuję ci, Polsko. Muszę powiedzieć, że przykład, który pokazaliście, jest naprawdę wspaniały.

– Musimy pamiętać, że nasza obrona to nie tylko zaangażowanie pieniężne, ale to zaangażowanie gotowości. (…) Możemy mieć największe gospodarki i najbardziej śmiercionośną broń na ziemi, natomiast jeżeli nie będziemy mieli silnej rodziny, silnych wartości, to wtedy będziemy słabi i wtedy nie przetrwamy. Jeżeli ktokolwiek zapomni o wadze tych rzeczy, niech przybędzie do jednego kraju, który nigdy o tym nie zapomniał, niech przybędzie do Polski – mówił amerykański prezydent.

Reklama

Szczyt Inicjatywy Trójmorza

– To historyczne zgromadzenie ma uruchomić nową przyszłość dla otwartego rynku taniej energii, który przyniesie większe bezpieczeństwo i dobrobyt wszystkim naszym obywatelom. Siedzimy na ogromnych zasobach energetycznych, w tej chwili jesteśmy eksporterami energii, dlatego też niezależnie od tego, kiedy jej będziecie potrzebować – po prostu do nas dzwońcie. Stoimy ramię w ramię z krajami Trójmorza – mówił Donald Trump podczas otwarcia szczytu.

Ocenił, że kraje Trójmorza staną się silniejsze niż kiedykolwiek były wcześniej: – Kiedy wasze kraje będą silne, wszystkie wolne kraje Europy są silniejsze, zaś Zachód staje się również silniejszy razem. Nasze i wasze kraje mogą przynieść więcej bezpieczeństwa, pokoju i dobrobytu wszystkim naszym ludziom.

Donald Trump jest już w Hamburgu, gdzie będzie uczestniczył w szczycie G20.

Komentarz Donalda Tuska

– Sukces dyplomatyczny jest bezdyskusyjny, przyjeżdża prezydent najpotężniejszego państwa na świecie i mówi fajne rzeczy o Polsce i o rządzących; nie dziwię, że to jest akurat ten dzień, w którym władze w Polsce mogą odczuwać satysfakcję – powiedział w Brukseli szef Rady Europejskiej, były premier Donald Tusk.

PiS triumfuje

Według premier Beaty Szydło, wizyta Donalda Trumpa w Polsce to sygnał, że nasz kraj jest ważnym partnerem USA. – Jako polski premier i Polka jestem dumna, że przeżywamy takie chwile – mówiła premier Szydło po przemówieniu Donalda Trumpa na pl. Krasińskich.

– To, że Donald Trump rozmawiał z prezydentem Dudą na temat bezpieczeństwa i gospodarki, świadczy, że Polska jest dla USA ważnym partnerem – oceniła Beata Szydło.

– Sojusz polsko-amerykański został umocniony jak nigdy w ciągu ostatnich dwustu lat – ocenił za to szef MON Antoni Macierewicz. Jak stwierdził, “to wspaniały dzień dla Polski i całej Europy”.

Gwizdy i krzyki – wizytówka Polski

Posłowie opozycji zostali dzisiaj na Placu Krasińskich wygwizdani. Co mogliśmy zobaczyć i usłyszeć w relacjach na Twitterze:

To nie wszystko. Podczas powitania Lecha Wałęsy przez prezydenta Stanów Zjednoczonych także słuchać było gwizdy i okrzyki “zdrajca”.

Wizyta zapoznawcza

Kamila Terpiał: Dużo emocji i historii, mniej wizji? Czy to jednak było przełomowe wystąpienie Donalda Trumpa?
Ryszard Schnepf
: Niestety, chyba nie było. To było raczej leczenie naszej duszy. Było odniesienie do historii Polski, do trudnych momentów naszej historii, ale nie było przekazu, że Polska odniosła sukces. Dobrze byłoby wspomnieć o tym, że to nasz kraj podczas transformacji był liderem, a zmiany gospodarcze przyniosły kolosalne zmiany.

Czyli zabrakło odniesienia do tej nowszej historii po 1989 roku?
Tak, bo to jest kluczowy element nie tylko naszej historii, ale także stosunków ze Stanami Zjednoczonymi.

Warto byłoby przypomnieć, że ważnym i symbolicznym momentem w tej historii było wystąpienie Lecha Wałęsy w amerykańskim Kongresie i jego słowa: “My, naród!” – to był przecież początek przyjaźni i sojuszu dwóch suwerennych państw.

Było za to powitanie Lecha Wałęsy.
To było ważne, ale niewystarczające.

Ważne były sprawy polityczno-militarne. Wszyscy czekali na potwierdzenie art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Między wierszami, ale jednak, podczas wystąpienia na pl. Krasińskich się doczekaliśmy.
Tak było, i to dobrze. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tym kontekście padły słowa o tym, że musimy razem bronić art. 5 “ramię w ramię”. Myślę, że musimy stosować ten artykuł, a nie go bronić, bo on już jest i obowiązuje wszystkich członków NATO. Zaniepokojenie musi budzić za to wcześniejsza wypowiedź Donalda Trumpa (podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą), podczas którego nie było jasnego potwierdzenia, że gdyby nadszedł trudny moment, Stany Zjednoczone będą stały u boku Polski.

Mówimy o słowach Donalda Trumpa, który przyznał, że nie było mowy o gwarancji obecności wojsk amerykańskich w Polsce?
Czyli de facto, że nie ma gwarancji bezpieczeństwa… I to powinno nas zaniepokoić.

Jeżeli to zobowiązanie nie mogło paść teraz w Polsce, to czy w sytuacji agresji moglibyśmy liczyć na najważniejszego sojusznika? Mam nadzieję, że to tylko chybiona retoryka i że tak naprawdę Ameryka jest z nami na dobre i na złe.

Mowa była o wspólnych sojuszniczych wartościach: wolności i praworządności – jak należy odbierać te słowa?
Myślę, że każdy będzie rozumiał te słowa tak, jak będzie chciał. Ja rozumiem je jako podkreślenie poszanowania zasad demokracji i konstytucji, a także praw jednostki i wolności. To chyba nie jest przypadek, że te słowa w przemówieniu prezydenta Trumpa się znalazły, a dotyczyły fundamentu współpracy sojuszniczej.

Należy je odnosić do sytuacji politycznej w Polsce?
To zapewne byłaby nadinterpretacja. Nie jestem w stanie zgadnąć, kogo prezydent Stanów Zjednoczonych miał na myśli. Ale każdy powinien wziąć to do siebie – o te sprawy trzeba dbać.

Przed wizytą wielu ekspertów obawiało się, że to może być początek dzielenia Europy, że taki polityczny plan ma Donald Trump. Tak chyba nie było?
Jestem mile zaskoczony tym, że prezydent Trump mówił dużo o potrzebie łączenia się i współdziałania. Podczas inauguracji szczytu Trójmorza mówił o tym, że ten projekt – który on osobiście i administracja amerykańska wspierają – powinien łączyć nasz region jeszcze silniejszymi więzami z całą Europą. To jest jednoznaczne, mamy do czynienia z proeuropejskim nastawieniem.

Wydaje się, że prezydent Trump zaczyna w większym stopniu doceniać, jak ważne dla Ameryki jest posiadanie silnego partnera w postaci Unii Europejskiej,

która powinna być zwarta i gotowa do współdziałania w każdym zakresie: obronności, bezpieczeństwa, gospodarczym, ochrony przed terroryzmem, cyberatakami i tak dalej…

Czyli zobaczyliśmy trochę innego Donalda Trumpa? Na pewno innego niż w kampanii wyborczej.
Najważniejsza zmiana jest taka, że prezydent Trump udowodnił, że wszystkie wcześniejsze wypowiedzi, które mogłyby świadczyć o tym, że Ameryka chce się izolować, nie pokrywają się z rzeczywistością. Słowa wypowiedziane w Warszawie wskazują na to, że Stany Zjednoczone będą kontynuowały politykę globalnego przywództwa, i to jest pozytywny sygnał.

Jak ważna jest ta wizyta w kontekście stosunków polsko-amerykańskich?
To była wizyta zapoznawcza, tak naprawdę pierwszy szerszy kontakt władz polskich z nową administracją amerykańską. Określiłbym to jako kapitał założycielski, który daje szansę i nadzieję na to, że powstaną z niego konkretne inicjatywy i projekty, nie tylko gospodarcze. Czy to zostanie dobrze wykorzystane? Zobaczymy. Na pewno

przestrzegałbym przed myśleniem, że budowanie dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi może być czymś w rodzaju zastępczego projektu wobec projektu europejskiego.

To się nie powiedzie, tym bardziej, że jeśli chodzi o Trójmorze, mamy do czynienia z państwami, z których część to europejskie prymusy i dla nich jakiekolwiek odejście od idei wspólnotowej jest nie do pomyślenia.

Sama idea Trójmorza została wzmocniona tą wizytą Donalda Trumpa i jego publicznym wsparciem?
To daje tej inicjatywie nowego ducha. Ale, jak zawsze, diabeł tkwi w szczegółach. Pytanie, czy rządy w krajach zaangażowanych zechcą zainwestować pieniądze i zbudować połączenia gazowe, czy zechcą utrzymywać infrastrukturę oraz importowany z USA gaz nawet wówczas, gdy jego cena będzie wyższa niż z innych źródeł. Amerykański przemysł nie wykona przecież tego za nas, ani za darmo. Najważniejsze więc będzie zaangażowanie finansowe rządów tego regionu i ich determinacja.

Prezydent Trump raz pochwalił Polskę. Chodzi o wywiązywanie się z sojuszniczych zobowiązań i przeznaczanie 2 proc. PKB na obronność.
Bardzo dobrze, że to kryterium spełniamy, ale ważne jest też, w jaki sposób te pieniądze wydajemy.

Nie tak jak powinniśmy?
Można mieć wątpliwości.

Dużo emocji wzbudziło też zachowanie osób zebranych na pl. Krasińskich. W momencie, gdy na miejsce przybyli politycy opozycji, słychać było krzyki i gwizdy, podobnie podczas powitania przez Donalda Trumpa byłego prezydenta Lecha Wałęsy… Polska polityka.
To bardzo przykre i źle świadczy o poziomie kultury politycznej części zgromadzonych.

Epitety i agresja zastępują normalną rozmowę i debatę. Na ogół dzieje się tak, kiedy brakuje argumentów.

W krajach demokratycznych jest czymś normalnym, że opozycja istnieje i że szanuje się słabszych. Jeden ze znanych polityków amerykańskich, Robert Gates, powiedział, że po to, aby dać świadectwo demokratycznemu systemowi, nie wystarczy wygrać wybory w sposób transparentny. Będąc u władzy, trzeba szanować instytucje demokratyczne, konstytucję i opozycję – zapewnić jej właściwe miejsce w debacie i komfort działania.


Zdjęcie główne: Donald Trump, Fot. Flickr/Gage Skidmore, licencja Creative Commons

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklama