Reklama

Już samo powołanie komisji ds. pedofilii odbyło się w dość osobliwym trybie. Jednym z kandydatów do komisji był bardzo zasłużony, jeśli chodzi o ujawnianie przypadków pedofilii i ich tuszowania w Kościele, ks. Isakowicz-Zaleski z Krakowa. Niestety nie został powołany do komisji tylko dlatego, że był sygnał z Krakowa, czyli od abp. Jędraszewskiego, aby go nie wybierać. To oznacza, że nawet na poziomie ustalania składu osobowego tej komisji doszło do wyraźnej uległości naciskom kościelnym – mówi nam prof. Stanisław Obirek, filozof, teolog, antropolog kultury, były jezuita. I dodaje: – Prymas jest odpowiedzialny za to, bo podlegają mu struktury we wszystkich diecezjach. Rok temu zabierał głos w świetle reflektorów i zapowiedział, że oddaje sprawę do Watykanu; teraz, gdy wiadomo, że spotkał się z ofiarami i prawnikami ofiar ponad rok wcześniej, mówi, że nic nie może zrobić, to oznacza, że nie potrafi spełniać swojej roli w episkopacie i powinien się podać do dymisji. Była taka praktyka w Kościele, że nawet papieże chronili się do eremu, bo uznali, że świat ich przerasta. Tutaj nie widzę żadnych gestów poza pustymi deklaracjami, za którymi nie idą żadne czyny.

JUSTYNA KOĆ: Sprawa ks. Dymera to kolejna odsłona tuszowania pedofilii w Kościele. Jest pan zaskoczony?

STANISŁAW OBIREK: Nie, ponieważ wiedziałem o reportażu, a samą sprawę ks. Dymera śledziłem od 20 lat. Jedyne, co mogło mnie zaskoczyć, to że tak późno pojawił się reportaż, bo sprawa była i medialnie, i w środowisku znana od dawna. Zamieszane były w nią osoby bardzo znaczące w Kościele, jak śp. ojciec Maciej Zięba czy dzisiejszy wicepremier Jarosław Gowin. To, że tak długo ta sprawa się ciągnęła, mnie dziwi. Niestety trochę już się przyzwyczailiśmy do tego, że Kościół i prymas Polak reagują, jakby dowiedzieli się po raz pierwszy o całej historii.

Prymas Polak zareagował tak, jak przy poprzednich sprawach, jak np. filmie braci Sekielskich, z oburzeniem, był zasmucony i było mu przykro. Ta skala odczuć ks. prymasa jest coraz szersza, tylko że za tym nie idą żadne czyny i to jest smutne.

Prymas tłumaczy, że niewiele mógł w tej sprawie zrobić.
Gdybym ja powiedział, że nie mogę nic zrobić, albo pani, to miałoby to jakieś wytłumaczenie, bo faktycznie niewiele możemy zrobić. Jeżeli to mówi prymas, to jest to groteskowe, bo jeżeli nie on, to kto. Pytanie, czy – odwołując się do znanych pojęć w psychologii – nie jest to ucieczka od odpowiedzialności. Prymas jest koordynującym z ramienia, jak rozumiem, episkopatu wszelkie działania mające przeciwdziałać pedofilii, jej tuszowaniu itd.

Reklama

Prymas jest odpowiedzialny za to, bo podlegają mu struktury we wszystkich diecezjach. Rok temu zabierał głos w świetle reflektorów i zapowiedział, że oddaje sprawę do Watykanu; teraz, gdy wiadomo, że spotkał się z ofiarami i prawnikami ofiar ponad rok wcześniej, mówi, że nic nie może zrobić, to oznacza, że nie potrafi spełniać swojej roli w episkopacie i powinien się podać do dymisji. Była taka praktyka w Kościele, że nawet papieże chronili się do eremu, bo uznali, że świat ich przerasta. Tutaj nie widzę żadnych gestów poza pustymi deklaracjami, za którymi nie idą żadne czyny. Krótko mówiąc, nie kupuję tej wersji i wydaje mi się, że rzucone jest to na użytek mediów.

Jeżeli rzeczywiście tak jest, to znaczy, że ta struktura jest dysfunkcyjna i nie potrafi usuwać wrzodów, grzechów, jakkolwiek to nazwiemy. Albo trzeba zmienić ludzi, albo strukturę, albo zadziałać w taki sposób, aby zaczęło to dobrze działać.

Czy to nie jest czas, że powinien zadziałać nuncjusz apostolski albo wręcz Watykan?
Skuteczność nuncjatury jest jak każdy widzi. Była naprawdę bardzo bulwersująca sprawa biskupa Jana Szkodonia, biskupa pomocniczego z Krakowa, było spotkanie prawnika i ofiary w nuncjaturze, sprawa została przekazana do Watykanu i nic się nie dzieje, a minął już rok. Wygląda na to, że nuncjatura nie spełnia także swojej funkcji. Wydaje się, że nuncjusz jest tylko do tego, aby uświetniać kościelne uroczystości i, jak rozumiem, współkonsekrować kolejnych biskupów, natomiast absolutnie nie pomaga rozwiązywać problemów społecznych, których źródłem jest Kościół.

To kolejny kamyczek do ogródka dysfunkcyjnego systemu kościelnego, który działa tylko wtedy, gdy trzeba zabezpieczyć prawa i przywileje Kościoła, natomiast w momencie, kiedy trzeba wziąć odpowiedzialność za to, co się dzieje w Kościele, nuncjusz zasłania się wolnymi młynami kościelnymi, że zostało to przekazane do takiej czy innej kongregacji i tam to drzemie. Jak rozumiem, te kongregacje są bardzo obciążone i nie są w stanie działać szybciej, dlatego te sprawy ciągną się latami.

Mam wrażenie, że jeżeli system prawny nie zacznie postępować tak, jak wobec wszystkich przestępców z innych grup społecznych, to nic się nie będzie działo.

Zresztą stara zasada mówi, że nikt nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie. Muszą to być niezależne gremia, mechanizmy, jak to robić, są znane na świecie, myślę o raportach, które były sporządzane czy w Irlandii, czy w Ameryce, w tej chwili jest proces publikowania kolejnych w Niemczech. To są komisje niezależne od Kościoła. Te raporty pokazują jeden schemat, że najtrudniej tym komisjom rozmawia się z biskupami, najtrudniej dotrzeć do archiwów kościelnych, co gorsza trudno jest dotrzeć również do Watykanu. Nie było tak tylko za Jana Pawła II, bo mechanizm utrudniania działalności lokalnym prokuratorom, obrońcom ofiar, trwa.

To musi się zmienić i jak długo będziemy tylko słyszeć godne ubolewania listy, jak to było w przypadku Benedykta XVI czy Franciszka, wyrazy współczucia czy zapewnienia o modlitwie, tak długo nic się nie zmieni. Ja też współczuję i nic z tego nie wynika. Papież, nuncjusze lokalni powinni zadziałać, jeżeli oczywiście nie działa tu jakaś zasłona dymna i udawanie, że chce się zmienić.

Na razie moje wątpliwości są duże, czy jest dobra wola i chęć współpracy z organami państwowymi. W Polsce jest dodatkowa trudność, jakie te organy są, jak traktują Kościół.

Przedstawiciele państwowej komisja ds. pedofili stwierdzili, że skoro ks. Dymer nie żyje, to sprawa jest zakończona. Jak pan to ocenia?
To jest tak bulwersujące, że aż wierzyć się nie chce, że ludzie, którzy zostali w starannym procesie wyboru do tej komisji zatwierdzeni przez parlament i solidnie uposażeni, w momencie, kiedy sprawa właściwie dopiero się zaczęła, bo zakończył się proces kościelny, sprawca umiera, a komisja nie widzi potrzeby wyjaśnienia sprawy. Są przecież ofiary, które nie przestały cierpieć, a ks. Dymer funkcjonował i krzywdził jako przedstawiciel konkretnej instytucji, która go chroniła. Znamy przecież nazwiska biskupów, polityków.

To wszystko powinno zostać dogłębnie wyjaśnione, jak to możliwe, że doszło do tego, dlaczego mimo nacisków ze strony autorytetów kościelnych i katolików świeckich to nie zadziało się przez 25 lat. Przecież ta komisja została powołana właśnie po to, aby takie przypadki się nie powtarzały. Tymczasem komisja uznała, że śmierć sprawcy oznacza koniec sprawy.

To bardzo bulwersujące, niepokojące i w ogóle sprzeczne z tym, po co ta komisja została powołana. Zdaje się, że po wstępnej deklaracji, po naciskach i oburzeniu społecznym ma wrócić do sprawy i się nią zająć, ale jak to będzie wyglądać, przyznam, że rokowania są słabe. Nie widzę tam dobrej woli, aby do sprawy podejść profesjonalnie, aby sprawa była załatwiona.

W centrum działań komisji powinny stanąć ofiary i ich krzywda. Uważam, że sprawa nie została przedawniona i w ogóle uważam, że tego typu przestępstwa są tak bulwersujące, że nie powinny ulegać przedawnieniu, podobnie jak tortury.

Komisja nie chce też wpuścić posłów opozycji z kontrolą poselską. Czego komisja się boi albo co chce ukryć?
To dokładnie wpisuje się w ten ciąg działań uniemożliwiających przejrzystość w działaniu komisji. Już samo jej powołanie odbyło się w dość osobliwym trybie. Mamy parlament, gdzie większość jest mocno sprzyjająca Kościołowi, ale wiemy też, że nie całemu. Jednym z kandydatów do komisji był bardzo zasłużony, jeśli chodzi o ujawnianie przypadków pedofilii i ich tuszowania, ks. Isakowicz-Zaleski z Krakowa. Niestety nie został powołany do komisji tylko dlatego, że był sygnał z Krakowa, czyli od abp. Jędraszewskiego, aby go nie wybierać. To oznacza, że nawet na poziomie ustalania składu osobowego tej komisji doszło do wyraźnej uległości naciskom kościelnym.

Rozumiem, że członkowie komisji uważają, że są nawet ponad parlamentem, skoro tłumaczą, że posłowie nie mogą ich kontrolować. Była już taka komisja państwowo-kościelna, od której decyzji nie można było się odwoływać, co było najlepszą drogą do ogromnych nadużyć. Tu mamy podobną patologię. Komisja, która jest opłacana suto z pieniędzy podatnika, sama wzbrania się przed kontrolą społeczną, to pokazuje, że coś niepokojącego się dzieje, albo się czegoś boją, albo mają coś do ukrycia.

Podejrzewam, że biorą pieniądze i nie wywiązują się ze swoich statutowych działań.

Czy sprawy pedofilii i jej tuszowania w Kościele zostaną wyjaśnione przez komisję i prokuraturę dopiero po wyborach i zmianie rządzącej większości?
To te sprawy powinny przyśpieszyć zmiany polityczne. Na tylu obszarach dochodzi do rzeczy strasznych, sam ostatnio podpisywałem listy protestujące w sprawie nominacji dyrektora IPN we Wrocławiu. Na szczęście protesty środowiskowe przyniosły skutek i prezes IPN wycofał się z nominacji. To pokazuje, że presja społeczna stała się bardzo istotnym elementem wpływania na decyzje już teraz. Nie czekałbym tak bardzo na zmiany polityczne, także dlatego, że pamiętam, co działo się w Polsce przed PiS-em.

Wierzę w obudzenie się społeczeństwa obywatelskiego, siłę protestów ulicznych, które nie bez powodu są ostro tłumione przez obecną władzę i mam nadzieję, że ta dobra strona naszego społeczeństwa potrafi okazać swoją siłę na sprzeciwie wobec narzuconych nam kwestii. Bardzo się cieszę, że pod wpływem protestów społecznych po niechlubnym orzeczeniu Trybunału Julii Przyłębskiej coś się zadziało. Sam prezes wyraził zaskoczenie, że protesty były tak duże. Tutaj szukałbym nadziei, do polityków, jak i do kleru mam coraz mniej zaufania.


Zdjęcie główne: Stanisław Obirek, fot. Adam Walanus/www.adamwalanus.pl

Reklama