Reklama

Patrzę chociażby na sędzię Przyłębską i widzę, że ona nie kryje swojej przychylności dla politycznej większości w parlamencie. Mogę sobie wyobrazić na przykład zmianę prawa wyborczego na takie, które będzie gwarantowało premię dla dotychczasowej większości – mówi wiadomo.co prof. Tomasz Słomka, konstytucjonalista i politolog z Instytutu Nauk Politycznych UW

Kamila Terpiał: Sejm przyjął 13 grudnia projekt ustawy wprowadzający przepisy wcześniej przyjętych ustaw o Trybunale Konstytucyjnym. To kolejny niekonstytucyjny krok finalizujący przejęcie Trybunału?
Prof. Tomasz Słomka:
Jest kilka takich rozstrzygnięć, które rzeczywiście mogą stwarzać problem konstytucyjny. Dla mnie podstawową kwestią jest zastępstwo prezesa TK. Konstytucja określa wyraźnie, że istnieje urząd prezesa i wiceprezesa Trybunału, a zatem jedyną osobą, która mogłaby zastąpić prezesa w przypadku zakończenia kadencji jest właśnie wiceprezes. Niezwykle kontrowersyjny jest przepis, który mówi o tym, że zastępstwo należy do sędziego, który ma najdłuższy staż pracy w sądownictwie lub w administracji, w pracy związanej ze stosowaniem prawa. Jedyną rzeczą, którą można zrobić zgodnie z konstytucją, to doprecyzować kompetencje wiceprezesa w czasie swoistego interregnum, czyli oczekiwania na powołanie nowego prezesa. Drugą kwestią jest ustawowe wprowadzenie do orzekania 3 sędziów, którzy zostali wybrani przez Sejm obecnej kadencji niezgodnie z prawem. Oni nie powinni być nawet uznani sędziami. Ja to odbieram jako stosowanie subtelnej siły normatywnej – priorytetowe nie są względy konstytucyjne, czy poczucie legalizmu, tylko siła. Nie duch konstytucyjny, tylko naga siła arytmetyczna większości parlamentarnej.

Do czego to może w konsekwencji doprowadzić?
To jest przejęcie politycznej kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym. Oddanie określonej osobie przewodnictwa w okresie oczekiwania na powołania nowego prezesa i wprowadzenie 3 przychylnych większości sędziów powoduje, że większość rządząca uzyskuje kontrolę nad tą instytucją. Może na przykład przeprowadzić Zgromadzenie Ogólne sędziów TK tak, aby wskazało wygodnych dla większości kandydatów na prezesa TK. Przynajmniej jednego, a prezydent i tak będzie mógł już swobodnie wybrać.

Reklama

Przyszły Trybunał Konstytucyjny musiałby zacząć proces misternego albo brutalnego obalania dorobku swoich poprzedników. Nie wyobrażam sobie w demokratycznym państwie prawnym takiej sytuacji. Ona przekracza wyobraźnię przeciętnego znawcy konstytucji.

Trybunał Konstytucyjny będzie zatem działał niezgodnie z konstytucją. Czy w przyszłości będzie można zakwestionować jego pracę i orzeczenia?
Powstaje właśnie pytanie, co w przyszłości można będzie zrobić z potencjalnymi skutkami działalności tak funkcjonującego Trybunału. Takie zorganizowanie jego funkcjonowania może powodować już od początku dylemat, czy skutki jego pracy nie będą z gruntu niezgodne z konstytucją. Ale kto to stwierdzi? Kto będzie w stanie to podważyć?

No właśnie kto? Może następny sąd konstytucyjny?
To by oznaczało, że przyszły Trybunał Konstytucyjny musiałby zacząć proces misternego albo brutalnego obalania dorobku swoich poprzedników. Nie wyobrażam sobie w demokratycznym państwie prawnym takiej sytuacji. Ona przekracza wyobraźnię przeciętnego znawcy konstytucji. Chociaż życie pisze ostatnio  różne scenariusze… Jedyną konsekwencją, jaka może się pojawić, to jest Trybunał Stanu. Na przykład dla prezydenta, który zgodził się na powołanie prezesa Trybunału wskazanego w tej sytuacji przez Zgromadzenie Ogólne.

Odebranie przez prezydenta przysięgi od 3 wybranych niezgodnie z konstytucją sędziów też byłoby podstawą do procedury postawienia przed Trybunałem Stanu. Gdybyśmy porządnie to wszystko przejrzeli, to przez ostatni rok znaleźlibyśmy całkiem niezłą listę.

A Trybunał Stanu dla premiera, który nie publikuje wyroków Trybunału?
To jest dla mnie rzecz absolutna i myślę, że prędzej czy później dojdzie do takiej refleksji: czy pani premier, która odmówiła publikowania wyroków, złamała konstytucję. Moim zdaniem złamała i to może być podstawa do postawienia jej przed Trybunałem Stanu. Oczywiście nie jestem Trybunałem Stanu, ale idąc dalej tym tropem rozumowania, mogę przypuszczać, że odebranie przez prezydenta przysięgi od 3 wybranych niezgodnie z konstytucją sędziów, też byłoby podstawą do procedury postawienia przed Trybunałem Stanu. Gdybyśmy porządnie to wszystko przejrzeli, to przez ostatni rok znaleźlibyśmy całkiem niezłą listę.

Na razie PiS będzie miał to, co chciał: podległy Trybunał, swojego prezesa. To będzie instytucja wydmuszka?
Teraz skończy się etap paraliżu Trybunału, bo będzie mógł podjąć dość regularną pracę. Będzie wprowadzonych 3 nowych sędziów, za chwilę wybrany kolejny sędzia w miejsce Andrzeja Rzeplińskiego, wybrany pod właściwą kontrolą prezes… Proszę jeszcze zauważyć, że prezes w świetle tych przepisów uzyskuje władzę absolutną nad administracją Trybunału, czyli nową kancelarią. Może właściwie sterować pracą sędziów, na przykład w takim zakresie, jak przydzielanie asystentów. Kontrola na pewno będzie. Trybunał będzie skutecznie funkcjonował, tylko pytanie, jakie będzie jego orzecznictwo

W tej chwili możemy się spodziewać, że Trybunał będzie mógł bez problemu procedować tak, aby nie naruszać woli większości parlamentarnej.

Chyba nie trudno sobie wyobrazić…
Pamiętam fragment uzasadnienia do lipcowej ustawy o TK. Większość składająca ten projekt napisała wprost: zmiany są konieczne, ponieważ mają wyeliminować sytuację, w której Trybunał chciałby występować przeciwko propozycjom większości parlamentarnej. To jest właśnie odpowiedź na wszystkie dylematy. W tej chwili możemy się spodziewać, że Trybunał będzie mógł bez problemu procedować tak, aby nie naruszać woli większości parlamentarnej.

Czyli większość parlamentarna, która nie ma jednak większości konstytucyjnej, może zmienić konstytucję de facto jej nie zmieniając? Już nic ich nie powstrzyma?
Zbliżyliśmy się właśnie do takiego momentu. Po pierwsze, należy zwrócić uwagę, że już od roku jesteśmy świadkami zmiany konstytucji na takiej zasadzie, która nazywa się “okrążaniem konstytucji” – tzn. obudowujemy konstytucję ustawami, które nie są z nią zgodne, ale nie ma siły, żeby te ustawy zakwestionować. Teraz mamy sytuację, kiedy ustawiamy wnioski do TK w kolejce, bardzo możliwe, że wieloletniej, kiedy mamy większość, która prawdopodobnie nie będzie się kryła ze swoimi sposobami działania… Patrzę chociażby na sędzię Przyłębską i widzę, że ona nie kryje swojej przychylności dla politycznej większości w parlamencie. Teraz nastąpiła taka era, że większość nawet minimalnie przekraczająca większość bezwzględną, będzie mogła sobie tworzyć prawo, które nie będzie kwestionowane. Albo zostanie zakwestionowane po 4 czy 5 latach, w sytuacji, kiedy przysłowiowe mleko już się wylało. Mogę sobie wyobrazić na przykład zmianę prawa wyborczego na takie, które będzie gwarantowało premię dla dotychczasowej większości. Ta zmiana z 13 grudnia, wpisująca się w ogół zmian dotyczących TK, otwiera zupełnie nowy kształt polskiego porządku konstytucyjnego.

Przechodzimy krok po kroku do modelu, który ja nazywam modelem demokracji większościowej lub totalnej.

Jakby pan miał określić ten kształt, to co by to było?
Teraz jest taki okres “siłowania” się dwóch porządków i wizji. Dotychczasowej wizji demokracji liberalnej, w której obóz, który legalnie w wyborach zdobył większość, mógł być ograniczany przez instytucje ochrony prawnej, czyli przede wszystkim TK. Zasada była taka, że żadna władza nie może czynić wszystkiego. A teraz przechodzimy krok po kroku do modelu, który ja nazywam modelem demokracji większościowej lub totalnej. Oczywiście jest legitymizacja demokratyczna, ale ona uzyskuje pierwszoplanową rolę – ten obóz, który zdobył większość, uważa, że może zrobić wszystko. Według nich, legitymizacja płynąca od suwerena, jest ważniejsza niż ograniczenia, które stawia konstytucja wobec władzy.

Czyli nie ma żadnych ograniczeń?
Mamy pewne doświadczenia węgierskie, które pokazują, jak może wyglądać zmierzanie do demokracji totalnej. Wiktor Orban miał nieco lepszą sytuację, on uzyskał większość konstytucyjną, która pozwoliła mu bez wchodzenia w niuanse zmienić konstytucję w 2011 roku. On nie musiał się bawić w okrążanie konstytucji, przynajmniej od przyjęcia nowej ustawy zasadniczej. U nas ten brak większości konstytucyjnej powoduje, że nie można wprost tego zrobić. Ale można, tak jak przez ostatni rok, skutecznie konstytucję okrążać i okopywać.

Demonstracje cykliczne mogą spowodować monopolizację przestrzeni publicznej przez określoną opcję, która nie dopuści innych podmiotów do swobodnego funkcjonowania.

Kolejny przykład – Sejm przyjął też poprawki Senatu do ustawy o zgromadzeniach, ale nawet w tej lekko zmienionej wersji ta ustawa jest zagrożeniem dla konstytucyjnych wolności – mówi opozycja. Rzeczywiście jest?
Każda ingerencja tego typu budzi niepokój, bo jeśli chodzi o pokojowe zgromadzenia i sposób organizowania się, to jest jeden z kamieni węgielnych współczesnej demokracji. Jakiekolwiek ograniczenia muszą budzić niepokój, chociaż Sejm zdecydował się wyeliminować element najbardziej sporny, czyli pierwszeństwo władzy i kościołów w organizowaniu demonstracji. Natomiast nie zmienia to faktu, że demonstracje cykliczne mogą spowodować monopolizację przestrzeni publicznej przez określoną opcję, która nie dopuści innych podmiotów do swobodnego funkcjonowania.

Jest realnie takie zagrożenie?
Jest… Często pisze się przepisy dla kogoś albo przeciwko komuś. Na przykład konstytucja 1935 roku pisana dla Piłsudskiego czy uchwalenie konstytucji z 1997 roku poniekąd przeciwko doświadczeniom “wałęsizmu” dowodzą, że można to czynić. A teraz pewne przepisy w ustawie o zgromadzeniach można wyraźnie określić jako pisanie na rzecz danego obozu politycznego. Bo któż tak naprawdę w obecnych czasach najlepiej co miesiąc korzysta z możliwości zwoływania swoich zgromadzeń?


pap-maly Zdjęcie główne: PAP/Radek Pietruszka

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklama

Comments are closed.