Reklama

To jest domek z kart, który w każdej chwili może runąć, wystarczy, by opozycja potrafiła zmobilizować swoich i połączyć siły. Pałeczka jest teraz po stronie demokratyczno-liberalno-cywilizowanych sił, które chcą obrony demokracji i przywrócenia konstytucyjnego porządku. Jako obywatel uważam, że PiS nie może przegrać o włos, musi przegrać w końcu z kretesem. Tak, żeby można było wziąć gumki i wykasować to, co się działo – mówi w rozmowie z nami prof. Radosław Markowski, politolog. I dodaje: – W Jarosławie Kaczyńskim nie ma żadnej politycznej mądrości, on jest natomiast politycznym spryciarzem. Nie można tego mylić. Ma spryt rozstawiania swoich w różnych gierkach, jak ktoś chce coś zrobić nie po jego myśli. Ale nie ma wizji tego, jak Polska powinna wyglądać w 2050 roku. Jego wizja polityki i świata jest taka, jak na początku XX wieku – państwo, granice, zbrojenia, polska ziemia, polski przemysł etc., etc. A tymczasem na świecie wiele krajów rozwija się z powodzeniem wbrew takiemu izolacjonizmowi. UE ma problemy, ale wyjdzie z tego wzmocniona, tylko bez nas.

KAMILA TERPIAŁ: PiS straciło wyczucie? Ostatnio chyba trochę się pogubili. I widać to w sondażach.

RADOSŁAW MARKOWSKI: Od wielu miesięcy epatowani byliśmy błędnymi, źle robionymi badaniami. One pokazywały niebotyczne poparcie dla PiS-u, a to nie jest prawda. Od dawna przekonuję, że PiS w liczbach bezwzględnych traci. Żyjemy więc w świecie pewnej iluzji. Myślę, że Jarosław Kaczyński ma wokół siebie ludzi, którzy o tym wiedzą i dlatego wydają się zdecydowani na manipulacje przy ordynacji wyborczej. Natomiast większość aparatu PiS nie zna się na zawiłościach badania opinii publicznej i tym te wysokie procenty zaszumiały w głowie, stąd ostatnio rzeczywiście popełniają więcej błędów. To w większości nuworysze, których kariery w domenie publicznej mają niewiele wspólnego z fachowością, są nominatami politycznymi. Na stanowiska przychodzą często ludzie niekompetentni, w wielu przypadkach dość niewyrafinowane osobniki z nepotycznego rozdania, nienadający się do niczego poza wykonywaniem partyjnych rozkazów. Tacy chcą jak najszybciej zapełnić sobie kieszenie, bo wiedzą, że taka niemerytokratyczna rekrutacja na wysokie stanowiska długo może się nie powtórzyć.

Reklama

Nie chodzi tylko o nagrody, ale w ogóle o styl sprawowania władzy i różne personalne kombinacje. Koszt takiego rządzenia i rotacji kadr jest ogromny. To wcześniej czy później musi się skończyć tragicznie. W żadnym dwuleciu rządzenia nie było nagromadzenia takich patologii jak obecnie. Wielu osobom, także z ich elektoratu, ma prawo się to nie podobać.

To przebija się do elektoratu PiS-u?
Dla części tego elektoratu jest jasne, że jak ktoś oderwany od krzątania się w domu i postawiony na stanowisku premiera kraju uważa sobie subiektywnie, że dobrze nim rządził i bezczelnie publicznie ogłasza, że “się należało”, to musi to razić. Zresztą później przychodzi ktoś inny z tego samego ugrupowania i twierdzi, że to było jednak złe rządzenie. Część elektoratu PiS-u na pewno cieszy się, że to “nasi biorą”, ale dla części może być jednak bulwersujące. Przyznawanie tak wysokich nagród, nawet samemu sobie, jest, łagodnie mówiąc, nieestetyczne. Co więcej, to nie tylko demobilizuje własny elektorat, to przede wszystkim mobilizuje do tej pory zdemobilizowany elektorat partii opozycyjnych. Bo z ostatniego pomiaru preferencji wyborczych Polaków nie wiadomo, czy to PiS stracił w liczbach bezwzględnych wielu zwolenników, czy partie opozycyjne zyskały.

Jarosław Kaczyński twierdzi, że Beata Szydło ostatnio w Sejmie “pokazała pazurki”.
Pomińmy to milczeniem. To nie jest jedyny z gatunku homo sapiens, który zawędrował tam, gdzie nie powinien i nie potrafi sobie dać z tym rady…

Mateusz Morawiecki okazał się prawicowym ekstremistą?
Tak,

wydaje mi się, że jest fundamentalistą religijnym i to bardzo źle wróży. Jesteśmy krajem, który kilkadziesiąt lat temu miał 35 proc. takiego bogactwa jak w UE, a dzisiaj ma prawie 70 proc. i to właśnie dzięki Unii. Premier w jednym z pierwszych wywiadów twierdzi, że ma pomysł, jak zmienić i rechrystianizować dawców. Europa nie oczekuje tego od premiera Polski.

Poza tym domniemane związki z takimi organizacjami, jak Opus Dei, to nie jest dobra kwalifikacja do rządzenia 40-milionowym krajem, nawet jeżeli potrafi trochę lepiej niż reszta własnego obozu władać językiem angielskim. Chociaż nie do końca czuje ten język.

Przykładem może być jego wystąpienie podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium, gdzie mówił o “żydowskich sprawcach” Holocaustu?
Przykro było na to patrzeć i tego słuchać. Na to spotkanie zaproszony był także premier niezdenazyfikowanej Austrii, a to premier Polski, kraju, który stracił 6,2 mln osób, musiał się tłumaczyć z antysemityzmu. Nie wiem, dlaczego powiedział to, co powiedział. Należało inaczej dobierać słowa. Nie można tym samym słowem nazywać Ukraińców czy Polaków, którzy donosili, zdradzali i sami mordowali i Żydów, którzy zmuszani byli w obozach do pełnienia pewnych funkcji administracyjnych. Nie wiem, czy jest to wynikiem socjalizacji, czy wpojone nieuświadamiane przekonanie, czy nieznajomość języka. Ale wynik był fatalny.

Zdziwiło pana to, co działo się wokół ustawy o IPN? Pytam nie tylko o reakcje Izraela i USA, ale także o to, co działo się w Polsce. Powróciła retoryka nacjonalistyczna i antysemicka.
Nie zdziwiło mnie.

Uważam, że Polacy w ogóle nie przeszli procesu uporania się z częścią własnej przeszłości. Nawet sprawa Jedwabnego jest przez część społeczeństwa odrzucana! Mamy wiele pięknych kart, ale także szaleńczych, głupich akcji wojskowych i niechlubnych zachowań.

Mamy tradycję pobrzękiwania szabelką, a to nie zawsze się dobrze kończy. W II wojnie światowej nie chodziło o los Polski, a tak prowadziliśmy w późnych lach 30. politykę, że staliśmy się – procentowo – największą ofiarą tej wojny. A można było brać przykład z Czechów… Dziś ponownie ochoczo zadzieramy ze znacznie silniejszymi, znów – jak w 1939 – liczymy na alianse. A ja mówię tak: owszem, jest art. 5 w traktacie NATO, tylko pytanie, jak nasi sojusznicy w razie konieczności zareagują: czy szybko, czy wolno, z przekonaniem, czy nie… Rządzący nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co jest na papierze, jest tylko na papierze. A

my jesteśmy zdefiniowani obecnie jako ci, którzy nie mają poczucia solidarności z innymi krajami, to dlaczego te kraje miałyby ochoczo ratować Polskę? Czy przypadkiem nie podobnie zakładaliśmy w 1939?

W Jarosławie Kaczyńskim nie ma żadnej politycznej mądrości, on jest natomiast politycznym spryciarzem. Nie można tego mylić. Ma spryt rozstawiania swoich w różnych gierkach, jak ktoś chce coś zrobić nie po jego myśli. Ale nie ma wizji tego, jak Polska powinna wyglądać w 2050 roku. Jego wizja polityki i świata jest taka, jak na początku XX wieku – państwo, granice, zbrojenia, polska ziemia, polski przemysł etc., etc. A tymczasem na świecie wiele krajów rozwija się z powodzeniem wbrew takiemu izolacjonizmowi. UE ma problemy, ale wyjdzie z tego wzmocniona, tylko bez nas.

Czyli jesteśmy narodem zakompleksionym, a Jarosław Kaczyński to sprytnie wykorzystuje?
Przede wszystkim

nie możemy mówić o Polsce i Polakach, bo PiS to nie Polska, a Polacy są bardzo różni. Na tę partię głosowało 5,7 mln osób i oni mają swoje poglądy na katastrofę smoleńską, w razie choroby chcą leżeć krzyżem w Kościele i niech tak robią. Ale są inni Polacy, którzy widzą swoją przyszłość w Europie, chcą zrównania praw kobiet i mężczyzn itp.

Propaganda PiS-u wykreowała złego na cały świat i nienawidzącego innych Polaka. Ale zaraz pojawi się reakcja. Proszę się liczyć z tym, że jak pani wyjedzie gdzieś za granicę na wakacje, to mogą panią traktować mniej przyjacielsko niż jeszcze kilka lat temu. Hiszpan czy Włoch nie musi wiedzieć, że na PiS zagłosowało tylko 18 proc. Polaków, on widzi, co robi ten rząd i identyfikuje to – niesłusznie – z preferencjami wszystkich Polaków.

Lepiej nie wyjeżdżać?
Niech pani udaje Czeszkę… Mówiąc poważnie, często jestem za granicą i tam nawet ludzie, którzy mnie znają, często pytają: co wy tam robicie?

Powtarza się też pytanie: dlaczego to robicie? Bułgaria czy Rumunia nie miały skonsolidowanej demokracji, Węgry też mogły odpłynąć, bo bardzo wolno się rozwijali, a korupcja była astronomiczna, ale Polska dokonała przez 25 lat cudu i skoku cywilizacyjnego i gospodarczego. Oni nie rozumieją, dlaczego jesteśmy tacy nierozsądni i nielogiczni.

I co im pan odpowiada?
Przede wszystkim staram się przekonywać, że to nie jest Polska i wszyscy Polacy. Mamy poważny konflikt i grupę polityków, która zdecydowała się łamać wszelkie demokratyczne reguły. Wskazuję na skalę protestów, mówię o tym, że Polacy są euroentuzjastyczni. Polacy są do demokracji przywiązani, ale część z nich dała się PiS-owi uwieść. Jasne jest to, że w Polsce żaden autorytarny reżim się nie utrzyma. Pytanie, jaki będzie tego koszt i ile czasu zajmie odkręcanie tego wszystkiego.

A co będzie, jak wygrają kolejne wybory?
Wcale nie jestem tego taki pewien. Moim zdaniem, to jest domek z kart, który w każdej chwili może runąć, wystarczy, by opozycja potrafiła zmobilizować swoich i połączyć siły. A nawet jeżeli tak się stanie, to nie będą mieli już większości parlamentarnej. Pałeczka jest teraz po stronie demokratyczno-liberalno-cywilizowanych sił, które chcą obrony demokracji i przywrócenia konstytucyjnego porządku. Po tej stronie powinny powstać dwa bloki: lewicowo-socjalistyczny i centrowo-demokratyczny. Prywatnie, jako obywatel uważam, że PiS nie może przegrać o włos, musi przegrać w końcu z kretesem. Tak, żeby można było wziąć gumki i wykasować to, co się działo. Obawiam się też scenariusza, że PiS może przegrać dlatego, że pogorszy się sytuacja gospodarcza, a tego bym nie chciał.

Chciałbym, żeby padł za to, za co powinien, czyli łamanie polskiej konstytucji i obowiązującego porządku prawnego.

Wszystko wskazuje na to, że czarny protest znowu powstrzymał Jarosława Kaczyńskiego. Na razie wycofał się z prac nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Prezes jednak czegoś się boi?
On się boi kobiet – mówię bardzo poważnie i bez podtekstów. Cała kasta prawicowych chłopaczków łatwo radzi sobie z innymi chłopakami i walką o władzę, ale mają wpojony szacunek do płci pięknej, co nie pozwala im na dokonanie pewnych drastycznych ruchów. Dlatego uważam, że wielką zmianę i odsunięcie zamachowców politycznych od władzy powinny nam teraz zafundować kobiety. Gdyby parasolkami przegoniły politycznych uzurpatorów, to byłoby też zdrowe dla nas wszystkich i dla cywilizowanej wizji naszego kraju. Byłoby też genderową sprawiedliwością po zdominowanej przez mężczyzn “solidarnościowej” rewolcie lat 80.


Zdjęcie główne: Radosław Markowski, Fot. YouTube/Sebastian Sznauder

Reklama

Comments are closed.