Reklama

Żal mi “Wiadomości”. Znam szefową tego programu, panią Marzenę Paczuską, kiedyś nawet zapraszałem ją na zajęcia ze studentami, i nie mogę zrozumieć, dlaczego osoba tak inteligentna i elokwentna postradała rozum. Może to jakaś wersja dylematu Fausta, bo raczej nie Faustyny, tylko znacznie mniejszego formatu. Albo już prędzej psychologiczne odreagowanie zadawnionych urazów lub ekonomiczna kalkulacja – mówi prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z Uniwersytetu SWPS

Kamila Terpiał: Czy po mediach publicznych przyjdzie czas na media komercyjne? W przyszłym tygodniu na posiedzeniu komisji kultury rząd przedstawi informację o “zagranicznym kapitale na rynku medialnym w Polsce”. To brzmi jak pierwszy krok.
Maciej Mrozowski: To może być pierwszy krok, ale drugiego, ani trzeciego raczej nie będzie. A nawet jeżeli będzie, to z bardzo niekorzystnymi skutkami dla tych, którzy kroczą. W tym wypadku to byłoby “zadarcie” nie z narodową instytucją, ale z zasadami wspólnego rynku europejskiego. To już byłoby bezpośrednio wrzucenie rudego włosa do unijnej zupy. UE tego nie zdzierży w żadnym wypadku. Żaden kraj unijny nie wprowadził jeszcze takiej dyskryminacji w stosunku do krajów unijnych.

PiS wycofa się rakiem ze swojego, lansowanego od dawna, pomysłu repolonizacji mediów?
Oczywiście, że się wycofa, nic z tego nie będzie.

Rządzący nie zaryzykują wstrzymania dotacji czy nałożenia jakichś kar. To jest dla Unii kluczowa sprawa – wolność przepływu kapitału. I PiS miałby podważyć jeden z czterech fundamentów Unii?! Przecież rozjadą Kaczyńskiego, to będzie pośmiewisko.

I tym razem jednak przestraszy się Unii?
Tak uważam. To jest w końcu realna władza, która ma prawo nakładać sankcje finansowe. A Polska przecież jak kania dżdżu potrzebuje teraz każdego euro. Rządzący nie zaryzykują wstrzymania dotacji czy nałożenia jakichś kar. To jest dla Unii kluczowa sprawa – wolność przepływu kapitału. I PiS miałby podważyć jeden z czterech fundamentów Unii?! Przecież rozjadą Kaczyńskiego, to będzie pośmiewisko. To będzie tylko takie bicie piany, z którego nic nie wyniknie. Teoretycznie można by stworzyć fundusz, który będzie wspierał wykup polskich mediów przez polski kapitał. Ale po pierwsze, polski kapitał nie wierzy PiS-owi, a po drugie, to i tak byłaby pomoc publiczna, a do tego niezbędna jest zgoda unijnych instytucji. W tej atmosferze niekorzystnej dla PiS-u już same pomruki zostaną ośmieszone i nie odbędzie się żadna poważna akcja. Przecież to byłoby uderzenie w wolną przedsiębiorczość. To tak, jakby powiedzieć, że będzie repolonizacja obuwia, że będziemy nosić tylko polskie, a nie np. francuskie czy włoskie, bo to nam ubliża. Wiem, że media to nie buty i dlatego wprowadzono w Unii system kwot chroniących krajową twórczość audiowizualną. Jeśli się ich przestrzega, narodowe interesy są zabezpieczone, więc PiS się zapędziło. Ale szybko się zorientuje, że rzeczywistość to nie plastelina, którą można naginać jak się chce, że jednak są pewne zależności. Krótko mówiąc, to, o czym mówimy, byłoby uderzeniem w serce Unii, a to już nie wchodzi w grę. Chyba że władza przygotowuje nam Polexit…

Reklama

Mówi pan poważnie?
Trochę żartuję. Nie biorę tego pod uwagę. Ci, którzy mówią o tym na poważnie, to głupcy, którzy sądzą, że pieniądze płyną z nieba, a Jezus Król Polski sprawi cud. To jest myślenie życzeniowe na granicy idiotyzmu, czyli wyłączenia logicznego rozumowania.

Dopóki jesteśmy w Unii, obowiązują reguły wspólnego rynku i one są nadrzędne. Oczywiście nie warto się kłócić z władzą bezsensownie i każdy prywatny wydawca to wie. Przecież “oni” mogą zaszkodzić na różnych płaszczyznach, nie tylko jeżeli chodzi o wolność słowa.

To po co taka informacja w Sejmie? PiS przynajmniej na poziomie werbalnym na razie się z niczego nie wycofuje. Krytykuje “niepolskie” media.
Czysta ideologia, co najwyżej grożenie palcem. To zawsze trochę działa, ponieważ obcy kapitał nie lubi kontrowersji. Proszę zauważyć, że najwięcej obcego kapitału mamy w prasie i na przykład dzienniki lokalne będą co najwyżej ostrożnie informować, nie będą opozycyjne, nie będą szydzić z władzy, będą starały się być neutralne. To jest chyba jedyny cel, jaki można osiągnąć. Bardziej poważny, jak sądzę, nie wchodzi w grę. Nie jestem optymistą w tym sensie, że wierzę w rozsądek władzy, tej władzy, tylko znam pewne mechanizmy i wiem, że taki numer nie przejdzie.

Czyli takie pomysły i zapowiedzi to tylko grożenie palcem i straszenie?
W przypadku prasy, tak.

A w przypadku telewizji i radia?
Im można pogrozić właściwie tylko w przypadku postępowania koncesyjnego, czyli dać do zrozumienia, że przy najbliższym odnawianiu koncesji będzie się preferować polski kapitał. Ale jeżeli to dojdzie do Unii, to przecież ona też nie odpuści. Koncesja nie może być wyłącznie narodowa.

Kaczyński gdyby chciał naprawdę je zreformować, to już by to dawno zrobił, tylko wtedy telewizją nie rządziłby Kurski. PiS nie wypuści tych mediów z rąk, boi się tego jak diabeł święconej wody.

Media komercyjne nie powinny się szczególnie bać, bo ich obrońcą będzie Unia?
Tak, dopóki jesteśmy w Unii, obowiązują reguły wspólnego rynku i one są nadrzędne. Oczywiście nie warto się kłócić z władzą bezsensownie i każdy prywatny wydawca to wie. Przecież “oni” mogą zaszkodzić na różnych płaszczyznach, nie tylko jeżeli chodzi o wolność słowa. Mam na myśli między innymi kontrole finansowe, restrykcje administracyjne, reklamy. Także rząd ma jakieś formy nacisku. Ale to są tylko kuksańce, szarpanie po bokach, to nie jest generalna zmiana zasad gry.

A zdecydują się wprowadzić zapisy o zakazie tzw. koncentracji krzyżowej, czyli posiadania w jednym ręku różnego rodzaju mediów? Posłowie PiS przygotowują już odpowiedni projekt ustawy.
Pamiętam, że była taka wielka akcja Unii w latach 90., aby właśnie wprowadzić regulacje ograniczające koncentrację mediów. Tyle że wtedy Unia doszła do wniosku, że koncentracja to nie jest to, co widać na zewnątrz, tylko to są bardzo głębokie powiązania kapitałowe i należałoby je badać wręcz w sposób inwigilacyjny. Na zewnątrz można oczywiście sprawdzić, że spółka amerykańska ma za duży udział w rynku medialnym, ale ona wtedy stworzy dwie spółki, podzieli swój stan posiadania i będzie po wszystkim. A więc Unia doszła do wniosku, że takie rozwiązania są nieopłacalne i że bardzo trudno je wprowadzić w życie. Jedyne, co można w tej sprawie zrobić, to namieszać na naszym małym polskim ryneczku i sprawić, że będzie słabszy.

Jeden minister niedawno potknął się o własny zegarek, a teraz władza może “przejechać się” na równowartości dwóch paczek papierosów, tyle że przemnożonych przez miliony.

Jak i czy w ogóle PiS ureguluje finansowanie mediów narodowych?
To jest właśnie kość niezgody, bo wszystko, co PiS w tej sprawie zrobi, podlega notyfikacji Unii. A Unia mówi, że w obecnym kształcie i bez względu na nazwę, to nie są media publiczne, ponieważ nie przyczyniają się do demokratyzacji, nie spełniają standardów służby społecznej, tylko są narzędziem propagandy. Kaczyński gdyby chciał naprawdę je zreformować, to już by to dawno zrobił, tylko wtedy telewizją nie rządziłby Kurski. PiS nie wypuścić tych mediów z rąk, boi się tego jak diabeł święconej wody.

Czyli i tego nie zaryzykuje PiS? Nie rozwiąże finansowania, nie dosypie “swoim mediom” pieniędzy? Ważniejsze, żeby trzymać je w garści?
Jak wchodziliśmy do UE, to przyjęła nas z dobrodziejstwem inwentarza. Teraz wszystkie zmiany sposobu działania mediów publicznych, a zwłaszcza ich finansowania, Unia musi kontrolować z urzędu. Dotychczasowy sposób finansowania ich z abonamentu co do zasady nie jest zły, sprawdza się w wielu krajach. Polska ma natomiast problem z jego ściągalnością. Możemy stworzyć nowe mechanizmy w ramach legalnie działających struktur, nie ma problemu. Ale z każdej strony, z której władza się do tego zabierze, pojawiają się jakieś problemy. Gdyby wszyscy płacili abonament, to Kurski by jeździł… W sumie nie wiem, czym, ale na pewno wożono by go elegancko.

To w czym problem?
To jest przecież parapodatek, więc można go ściągać metodami administracyjnymi, tylko to tak wkurzy naród, że PiS się boi. Tu damy 500 Plus, a za chwilę przyjdzie listonosz, żeby sprawdzić, czy w domu jest telewizor, i czar pryśnie. A ponieważ telewizję teraz można oglądać na wielu różnych urządzeniach i niemal każdy ma jakieś do tego się nadające, to płacić będą musieli wszyscy. A to przecież łatwo nie przejdzie. Gdyby jeszcze TVP ewoluowała rzeczywiście w kierunku telewizji publicznej, to może duża część by to poparła. Ale ona jest tak jawnie PiS-owska, że ludzie powiedzą: o nie, nie będziemy na nich płacić. Takie czasy. Jeden minister niedawno potknął się o własny zegarek, a teraz władza może “przejechać się” na równowartości dwóch paczek papierosów, tyle że przemnożonych przez miliony.

Zastanawia mnie też atmosfera w redakcji “Wiadomości”, bo trudno uwierzyć, że pracujący tam dziennikarze nie wiedzą, że naciągają rzeczywistość, a niekiedy ją po prostu zakłamują. Przecież zostanie im to zapamiętane!

Ogląda pan “Wiadomości”, czy, jak mówią niektórzy, “Dziennik Telewizyjny”?
Czasami tak… Należę do pokolenia, które dojrzewało z TVP, współpracowałem z tą firmą wielokrotnie, a nawet krótko w niej dyrektorowałem, mam więc wobec niej sentyment i niespełnione nadzieje. Ale już mi to przechodzi. Okazuje się, że można żyć bez TVP, bo jest tyle innych kanałów i jest z czego wybierać. Mimo to żal mi “Wiadomości”. Znam szefową tego programu, panią Marzenę Paczuską, kiedyś nawet zapraszałem ją na zajęcia ze studentami, i nie mogę zrozumieć, dlaczego osoba tak inteligentna i elokwentna postradała rozum. Może to jakaś wersja dylematu Fausta, bo raczej nie Faustyny, tylko znacznie mniejszego formatu. Albo już prędzej psychologiczne odreagowanie zadawnionych urazów lub ekonomiczna kalkulacja. Zastanawia mnie też atmosfera w redakcji, bo trudno uwierzyć, że pracujący tam dziennikarze nie wiedzą, że naciągają rzeczywistość, a niekiedy ją po prostu zakłamują. Przecież zostanie im to zapamiętane!

Ale to jednak idzie w świat.
TVP1 w ogóle, a “Wiadomości” zwłaszcza ogląda głównie widownia starsza, Polacy 60+, oraz sympatycy PiS. Im taka wizja świata zapewne odpowiada, bo jest tak prosta i wyrazista, jak „za Gierka”, kiedy to Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatnio. A młodzi i “wykształciuchy” mają inne źródła informacji i jest ich dużo.

Karmiono nas brazylijskimi serialami, ale socjalizm się od tego nie uratował. Teraz karmią nas tureckimi, ale telewizja się od tego nie uratuje.

Jaką przyszłość wróży pan mediom narodowym?
To nie jest wbrew pozorom łatwe pytanie. Bo można powiedzieć na pohybel im, że im gorzej, tym lepiej. Na dłuższą metę będzie to marginalizacja i to programowa przede wszystkim. Jak spojrzy pani na flagowy kanał TVP1 to on żyje z seriali tureckich i tego, co zaczęli poprzednicy. Nowych produkcji, którymi mógłby się poszczycić, obecny prezes nie ma. Tak naprawdę media narodowe mają sens, kiedy tworzą kulturę narodową. A takich produkcji jak na lekarstwo. To jest tak, jak kiedyś z “Isaurą”, historia się trochę powtarza. Karmiono nas brazylijskimi serialami, ale socjalizm się od tego nie uratował. Teraz karmią nas tureckimi, ale telewizja się od tego nie uratuje. Paradoks polega na tym, że media narodowe są coraz mnie narodowe od tej podstawowej strony.


Zdjęcie główne: Pixabay.com, www.pixabay.com/pl/wz%C3%B3r-testowy-tv-wz%C3%B3r-testowy-tv-152459/

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklama