Reklama

Nie rozumiałam, dlaczego Maciej Gdula dołącza do prawicowych krzykaczy zafiksowanych na refren o winach Tuska. Problemem na opozycji nie jest Donald Tusk. Problemem jest to, że opozycji nadal nie stać na to, by dostrzec, że to Tusk, czy chcą, czy nie, stwarza szansę na zjednoczenie opozycji tak, byśmy chcieli na nią zagłosować – mówi nam prof. Monika Płatek, prawniczka z Wydziału Prawa i Administracji UW, feministka. – Jedyną możliwość, by przerwać instytucjonalne i społeczne niszczenie państwa polskiego, widzę w tym, by cała opozycja, z wyłączeniem faszystów, stanęła zjednoczona do wyborów. Dopóki arytmetyka wyborcza się nie zmieni, nie ma innej drogi. Na dziś wszystko, co mogą partie opozycyjne, idąc do wyborów oddzielnie, to zagwarantować sobie rozparcie się w ławach opozycji – podkreśla

Jest porozumienie sprawie powołania sejmowej komisji śledczej ws. Pegasusa. Paweł Kukiz stwierdził, że to dla niego bardzo ważne i jest gotów dla powstania tej komisji zerwać porozumienie z PiS-em. Domaga się jednak, aby ani PiS, ani PO nie miały w niej większości. Czy ta komisja nie będzie sparaliżowana?

PROF. MONIKA PŁATEK: To pytanie do polityków. Ja widzę to tak, że powinny znaleźć się w niej osoby, które są w stanie zadawać merytoryczne pytania i w sposób maksymalnie obiektywny oceniać to, co się stało. Oficjalnie zakup tego specjalistycznego środka miał służyć zapobieganiu przestępczości i terroryzmowi. To, za jakie pieniądze i w jaki sposób system został zakupiony, a także to, jak jest wykorzystywany, wskazuje, że na każdym z tych etapów zostały popełnione poważne naruszenia przepisów, łącznie z przepisami prawa karnego.

Mamy zatem do czynienia z czymś, co jest co najmniej porównywalne z aferą Watergate, która w demokratycznym systemie zmiotła amerykańskiego prezydenta.

U nas na razie się na to nie zapowiada, zatem czy jesteśmy demokratycznym krajem?
Niestety żyjemy w kraju, który od dawna demokratyczny nie jest, w tym sensie, że ludzie, którzy demokratycznie doszli do władzy, od początku jej sprawowania świadomie, celowo zaczęli niszczyć konstytucyjne instytucje, które służą zabezpieczeniu demokratycznych rządów. Składa się na to m.in.: trójpodział władz, kontrolna funkcja polskiego ustawodawstwa wykonywana przez Trybunał Konstytucyjny, niezawisłość sądów, społeczna kontrola władzy także przez niezależne, różnorodne media. Konto rządzących obciąża także niszczenie samorządów, służby cywilnej i zdaje się, że i utrata kontroli nad służbami specjalnymi.

Reklama

Informacje, które do nas docierają, wskazują na to, że ośrodek decyzyjny wcale nie musi być na Nowogrodzkiej.

Trudno powiedzieć, gdzie w istocie jest umiejscowiony. I byłoby równie niedobrze, gdyby był w Waszyngtonie, Moskwie czy w Tel Awiwie; każda z tych opcji jest dla państwa polskiego niedobra.

Wracając do komisji, czy wierzy pani, że wyjaśni sprawę używania systemu Pegasus?
Nie wiem, jak będą wyglądały układy i zakulisowe gry w Sejmie. Nie wiem też, czy parlamentarzystów stać na to, by wznieść się ponad własny lub partyjny interes. Wiem, że kierując się prywatą rozdzierają kraj. Już tak było. To polski Sejm wyrażał zgodę na rozbiory. To polscy posłowie zasiadający w tamtym Sejmie za łapówki, obietnice stanowisk dla siebie, bliskich i znajomych królika godzili się na niszczenie obecności Polski na mapie cywilizowanej Europy.

Może czas sobie uświadomić, że to, co się dzieje w Polsce, nie jest przede wszystkim wynikiem zewnętrznych czynników geopolitycznych, lecz polityki wewnętrznej.

Rządzący, w imię utrzymania się przy władzy, zysków i stanowisk, które niekoniecznie idą w parze z kompetencjami, prowadzą do systemowego niszczenia dorobku demokratycznego państwa prawa.

Czarny scenariusz pani rysuje. Jak zatem możemy sobie z tym jako społeczeństwo poradzić?
Wiele zależy od tego, czy ci, od których zależy przyszłość wyborów i praworządności w kraju, wzniosą się ponad partykularyzm, żądzę władzy i własne ego. Politycy najczęściej nie ponoszą konsekwencji nawet za najpodlejsze rządy. Utrata stanowiska jest niczym wobec zniszczonych instytucji państwa prawa, nadmiarowych śmierci ludzi i rozbitej, stłamszonej solidarności społecznej. Nie wiem, czy o naszej przyszłości zadecyduje odpowiedzialność i rozsądek rządzących, czy także wśród nich demonstrowana paranoiczno-narcystyczna pogarda do ludzi. Pewna jestem natomiast, że zatrzymanie niszczenia instytucji państwowych i wdrożenie konstytucyjnych instrumentów państwa prawa możliwe jest w każdej chwili.

Wystarczy dobra wola?
Dobra wola jest ważna, ale nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć, excusez le mot, „jaja”, czyli odwagę cywilną i dojrzałość.

Czas przestać zarzucać Tuskowi, że prowadzi zbyt dużo sklepów monopolowych z winami.

Wciąż słyszę o winach Tuska; żadnego nie piłam. Czas zrozumieć, że jeżeli za wszystko, zdaniem rządzących, odpowiada Tusk, to znaczy, że oni sami za nic nie odpowiadają, czyli są bezradni. Nic nie mogą, nic nie potrafią. Pytanie zatem, co robią na swoich stanowiskach?

Na temat winy Tuska weszła pani w polemikę z prof. Maciejem Gdulą z Lewicy, który napisał, że opozycja ma problem z Tuskiem, pani mu odpowiedziała, że „to nie Tusk jest waszym problemem”. Skąd ta polemika, bo pamiętam, że niejednokrotnie była pani sama ostrą recenzentką rządów Donalda Tuska, jak i jego samego.
Oczywiście. I nic się w tym względzie nie zmieniło. Dalej uważam, że mógł mniej bufonowato współpracować z liderami innych partii. Mógł się podciągnąć i uwrażliwić na prawa kobiet. Mógł zamiast wykorzystywać politycznie grupy LGBTQ skutecznie narzucić ton niezgody na homofobię i transfobię. Wreszcie, mógł rozumieć, jak nieodpowiedzialne było wyznaczenie Gowina na ministra sprawiedliwości. Tylko co to ma do rzeczy z sytuacją, w której obecnie tkwimy?

My, ludzie, którzy nie głosują na PiS i spółkę, stanowimy większość wyborców. Nie mamy jednak wpływu na Kaczyńskiego, Ziobrę i kolegów z Nowogrodzkiej, bo oni już po raz drugi, dzięki koalicji, jaką stworzyli, mają w Sejmie większość. Jedyny wpływ, jaki mamy, jest na opozycję. A ta ma szansę przejąć władzę tylko wtedy, gdy odpowiedzialnie stanie razem do wyborów. Tak więc,

gdy w tych warunkach słyszę, jak wybitny profesor Maciej Gdula, autor „Nowego autorytaryzmu”, na głównego przeciwnika opozycji wskazuje Tuska, to budzi to, grzecznie mówiąc, moje zdziwienie.

Profesor Gdula chociażby z racji swojego wykształcenia zna się na arytmetyce wyborczej i sposobach kształtowania społecznych nastrojów. Czy wejście do polityki sprawia, że poseł Gdula oderwany został od realiów, także wyborczych?

Nie da rady wygrać z PiS-em i jego koalicjantami inaczej niż w dużej, najlepiej jednej koalicji. Obecny stan i wcześniejsza nieobecność lewicy w Sejmie są tego dowodem. Nie kwestionuję powagi pracy posłów i posłanek. Jednak niewiele mogą stanowiąc choćby i liczną, ale jednak bezradną mniejszość. Niech więc nie zasłaniają się nami i naszymi różnicami ideologicznymi. Na razie, od lat, na nic nie mają realnego wpływu; różnice więc między ich wyborcami też nie mają praktycznego, politycznego znaczenia.

Czy Tusk mógł się zachować inaczej? Pewnie, że mógł. Powinien, wzywając nas pod Pałac Królewski w Warszawie, zaprosić liderów tych wszystkich małych, a przez to słabych partii i stanąć z nimi na jednej scenie, aby podreperować ich wątłe ego. Szkoda, że tak się nie stało. Nie zmienia to obecnej sytuacji. Jedyną możliwość, by przerwać instytucjonalne i społeczne niszczenie państwa polskiego, widzę w tym, by cała opozycja, z wyłączeniem faszystów, stanęła zjednoczona do wyborów. Dopóki arytmetyka wyborcza się nie zmieni, nie ma innej drogi. Na dziś wszystko, co mogą partie opozycyjne, idąc do wyborów oddzielnie, to zagwarantować sobie rozparcie się w ławach opozycji.

Dla posłów wybranych z opozycji nadal oznaczać to będzie wygodne spanie do późna, spóźnianie się lub zatrzaśnięcie w toalecie w porze głosowania, obecność zaś, kiedy głosując z PiS-em szło będzie o to, by podnieść sobie zarobki. Dla nas oznacza to brak wpływu na nasz los i zgodę, by PiS z koalicjantami, mając większość, demolował kolejne wymiary cywilizowanego, nowoczesnego państwa.

Profesor Maciej Gdula o tym wie. Dlaczego więc rozpoczyna w takim momencie kampanię przeciw Tuskowi? Przecież wyręcza, a wręcz przebija tym samego Kaczyńskiego.

I dzieje się to w czasie, gdy rządzący okazują nam maksymalną wzgardę. Utrzymanie się przy władzy okazuje się ważniejsze, niż skuteczne zawalczenie z Covidem, sprzeciw wobec niszczenia nauczycieli, niezgodę na nielegalne podsłuchy. I raptem w tym wszystkim okazuje się, że największym problemem lewicowej opozycji jest znaczenie i popularność Tuska. To niemądre. Warto więc, aby tacy politycy zrozumieli – albo pójdą razem, albo na nich nie zagłosujemy. Nie przestraszą nas już PiS-em. Nie damy im ponownie szansy na kolejne 4 lata spokoju w parlamencie w roli bezradnej opozycji.

To mocne słowa, nie obawia się pani, że jednak zostaną zbagatelizowane?
To nie jest krzyk rozpaczy, ale trzeźwe trzymanie się tego, na co mamy wpływ, bo sytuacja jest dramatyczna. To my ponosimy skutki braku walki z pandemią, skutki inflacji, niszczenia samorządów, usług medycznych, edukacji i przedsiębiorczości w Polsce. Skutki odczuwamy już dziś, także materialnie. To mnie nie stać dziś coraz częściej na rzeczy, na które mogłam sobie pozwolić jeszcze kilka miesięcy temu. I nie chodzi o luksusy, i nadal uważam, że jestem w grupie uprzywilejowanej.

Mam mieszkanie, nie mam kredytów, długów, chorób, ani dzieci na utrzymaniu. Ale jak w takim razie wygląda życie równie zwykłych Polek i Polaków, którzy tak uprzywilejowani nie są?

Czy mówiąc w ten sposób lewica nie stawia się sama po stronie PiS-u? Czyli robi to, o czym próbuje nas przekonać, że nie robi.
To dobre pytanie i dlatego nie rozumiałam, dlaczego Maciej Gdula dołącza do prawicowych krzykaczy, zafiksowanych na refren o winach Tuska. Problemem na opozycji nie jest Donald Tusk. Problemem jest to, że opozycji nadal nie stać na to, by dostrzec, że to Tusk, czy chcą, czy nie, stwarza szansę na zjednoczenie opozycji tak, byśmy chcieli na nią zagłosować. To nie ma nic wspólnego z sympatią czy antypatią wobec Tuska czy każdego innego lidera nowych i starych ugrupowań. Chodzi o realną szansę dla nas, zwykłych ludzi.

Opozycja mogła się wcześniej dogadać, zanim nie było Tuska, ale – co odczuwamy każdego dnia – nie potrafiła skutecznie tego zrobić. Są w efekcie w Sejmie, w którym nie oni, ale oprych, który naciągał rodziców ciężko chorych dzieci, decyduje o kształcie prawa w Polsce.

Nie oni, ale robi to ktoś, kto wydaje polecenie, by dobić i poniżyć nauczycieli. Nie oni, ale ktoś, kto wybory organizował w pandemii i kto pozwala na śmierć i nieludzkie traktowanie ludzi na polskiej wschodniej granicy. Obecność dobrych, często świetnych ludzi na opozycji, którzy nie mają większości, nie chroni nas przed odbieraniem nam bezpieczeństwa i deptaniem naszej godności. Tym bowiem jest w istocie łamanie konstytucji, systemowe niszczenie niezawisłości sędziowskiej, niszczenie wolności mediów i kwestionowanie praw człowieka.

W obecnym stanie opozycja nie może skutecznie przerwać groźnej farsy kwestionowania wyroków TSUE i ETPCz. Władza stwarza pozory zgodności z prawem, uzyskując akceptację Trybunału mgr Przyłębskiej, w sprawach, w którym zgodnie z konstytucją Trybunał nie ma kompetencji do orzekania.

To nie tylko popis bezkarności władzy. To sygnał do nas, zwykłych ludzi – nie liczymy się z wami, bo możemy. Nie macie wystarczająco silnej reprezentacji. Jesteście masą, którą możemy zarządzać, jak chcemy. My się wyżywimy, dla was mamy miskę ryżu, a was i wasze życie w d****.

Trupy, których codzienna liczba przewyższa liczbę zgonów na Covid w większości krajów UE, są tego wiarygodnym dowodem. Chcemy więc reprezentacji, która nie tylko będzie w Sejmie, ale która będzie skutecznie chroniła i konstytucji z 1997 roku, i nas.

Czy bez wyjaśnienia Pegasusa następne wybory mają szansę być demokratyczne?
Obawiam się, że bez wyjaśnienia tego nie mają szansy być ani obiektywne, ani niezależne. Nadzieję widzę w postawie nadal wielu heroicznych sędziów, nieobojętnych na wiążącą ich konstytucję. Budzi ją również działanie Senatu, który dąży do wyjaśnienia sprawy Pegasusa. Także zasiadający w parlamencie członkowie PiS muszą liczyć się z tym, że byli podsłuchiwani. Zgromadzona wiedza wskazuje, że część osób znalazła się w rządzie lub na znaczących stanowiskach właśnie dlatego, że być może są na nich tzw. haki. Czy stąd i posłuszeństwo, i dziwne zwroty, i powroty na łono PiS? Powstaje pytanie, jak dane te ewentualnie uzyskano? Pomijam młodych na stanowiskach, którzy opowiadają brednie o konsolach do gier. Są ulegli, posłuszni i, co przy okazji Pegasusa również się ujawniło, traktowani pogardliwie. Prezes nie miał skrupułów, by wystawić ich na pośmiewisko.

Sprawy Pegasusa nie można więc zlekceważyć i zamieść pod dywan. Przyznam, że w tej sprawie liczę na Tuska i odpowiedzialność reszty także po prawej stronie sceny politycznej.

Dobrze przy tym pamiętać o istnieniu instytucji świadka koronnego. W procedurze karnej przewidziana jest dla osób współpracujących w ujawnieniu przestępstwa. Dla dobra kraju i nas zaoferowałabym na to podobieństwo, współpracującym w dojściu do prawdy i przeciwdziałaniu dalszemu niszczeniu demokratycznego państwa prawa, nawet bezkarność.

(JK)


Zdjęcie główne: Monika Płatek, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons

Reklama