Reklama

Mam jak najgorsze skojarzenia, bo władza nawołująca aktyw robotniczy do rozprawienia się ze swoimi przeciwnikami to są najgorsze wzorce PRL-owskie. Prezydent, który powinien stać na straży konstytucji oraz dbać o wszystkich obywateli RP, de facto wzywa jednych, aby pomogli mu w walce z drugimi. To dokładnie odwrotność roli głowy państwa, która jest opisana w konstytucji – mówi nam politolog, prof. Marek Migalski, gdy pytamy o ostatnie wypowiedzi prezydenta. Pytamy też o to, czy PiS idzie na zwarcie z Unią, czy to tylko polityczna gra. – Jarosław Kaczyński jest cynikiem, to prawda, ale jednocześnie ma święte przekonanie, że jest depozytariuszem polskich cnót, wartości i naprawdę stoi na straży polskiej suwerenności. Wszyscy jego przeciwnicy są albo szpiegami rosyjskimi, izraelskimi albo niemieckimi, albo w najlepszym wypadku głupcami, którzy przez swoją niewiedzę przyczyniają się do upadku RP. To przekonanie, że jest spadkobiercą AK-owców i żołnierzy wyklętych z cynizmem powoduje tę psychopatyczną mieszankę – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z górnikami w Katowicach mówił o sędziach: „Proszę was o wsparcie, bo sytuacja jest trudna. Oni mają swoje możliwości oddziaływania międzynarodowego, mają kolegów, swoich ludzi w trybunałach. Twierdzą, że ktoś chce zniszczyć wymiar sprawiedliwości w Polsce, a cały czas są wśród nich ludzie, którzy orzekali w stanie wojennym. Tak jak udało się kiedyś pokonać komunę, tak samo wierzę, że uda się oczyścić do końca nasz polski dom. Żeby był czysty, porządny, piękny”. Jak pan to ocenia?

MAREK MIGALSKI: Mam jak najgorsze skojarzenia, bo władza nawołująca aktyw robotniczy do rozprawienia się ze swoimi przeciwnikami to są najgorsze wzorce PRL-owskie.

Tego typu akty mają nawet swoją nazwę w Wikipedii – mineriada. Na przykładzie rumuńskiego przypadku, kiedy władze postkomunistyczne wezwały górników, aby przyjechali do stolicy i pobili demonstrujących, co zresztą górnicy zrobili z wielką ochotą.

Mineriada to międzynarodowa nazwa rozprawiania się przez władzę ze swoimi przeciwnikami za pomocą górników i tego nie można skomentować inaczej, niż jako rzecz haniebną. W jaki sposób niby górnicy mieliby pomóc władzy rozprawić się z sędziami? To są rzeczy absolutnie skandaliczne. Prezydent, który powinien stać na straży konstytucji oraz dbać o wszystkich obywateli RP, de facto wzywa jednych, aby pomogli mu w walce z drugimi. To dokładnie odwrotność roli głowy państwa, która jest opisana w konstytucji.

Reklama

To może zaszkodzić prezydentowi?
Jeżeli te słowa prezydentowi pomogą w kampanii, świadczyłoby to fatalnie o Polakach. To by oznaczało, że przekroczyliśmy kolejną granicę w napuszczaniu jednych na drugich, nie wykluczam, że tak może być, ale trudno mi sobie to jednak wyobrazić. Jedyne zyski to poparcie najtwardszych z jego wyborców, ale oni są i tak w tej kampanii nieistotni, bo wiadomo, że nie toczy się ona o głosy zdecydowanych, tylko niezdecydowanych, zatem obsługiwanie tego najtwardszego elektoratu jest po prostu bezsensowne.

Mam wrażenie, że prezydenta po prostu poniosło. On jak dostaje oklaski albo ma perspektywę ich dostania, to mówi różne dziwne, mówiąc delikatnie, rzeczy.

Nie sądzę, żeby to mu pomogło w kampanii. Te słowa są jednak skandaliczne dla wszystkich zdroworozsądkowych ludzi w Polsce. Moim zdaniem to wynik tego samozachwytu, który towarzyszy prezydentowi od początku prezydentury, kiedy określił się jako niezłomny. Chyba po prostu za bardzo lubi być oklaskiwany i jest gotowy powiedzieć wszystko, aby dostać aplauz.

W co gra PiS, dlaczego idzie na zwarcie z UE?
Myślę, że jest tu kilka odpowiedzi. Po pierwsze uważa, że opłaci mu się to w kampanii prezydenckiej. Ten antyeuropejski kurs pozwoli przekonać te kilka procent kandydata konfederacji w II turze, bo potrzebują, aby wsparli Dudę, a nie zostali w domu. Oczywiście to bardzo ryzykowny manewr, bo część wyborców Andrzeja Dudy i PiS-u jest proeuropejska. Po drugie robią to, bo już nie potrafią inaczej.

Ostatnie 4 lata na takiej kontrze wobec Europy skutkują tym, że coraz więcej osób deklaruje, że byłoby nam lepiej poza Unią – jeden z sondaży pokazywał nawet, że jest to większość Polaków, na szczęście na razie tylko jeden. To swoisty modus operandi, robią to, co dotychczas, bo nie potrafią inaczej, to taka siła inercji.

Po trzecie ta sprawa jest dla nich zbyt istotna na podwórku krajowym – warto zapłacić za to każdą ceną, a tą sprawą byłaby bezkarność na wypadek utraty władzy. Jak wiemy, jednym z elementów procedowanej ustawy jest zmiana na funkcji I Prezesa SN, który to prezes automatycznie jest przewodniczącym Trybunału Stanu. Pamiętajmy, że Beata Szydło, Andrzej Duda, a może i Jarosław Kaczyński muszą liczyć się z tym, że będą postawieni przed TS.

Trybunał Stanu brzmi może groźnie, ale w zasadzie ta instytucja jest martwa. Mam wrażenie, że to bardziej jak legenda o strasznym smoku, niż realne zagrożenie dla polityków.
Rzeczywiście to jest narzędzie bezzębne.

Czy PiS jest gotowy poświęcić wszystko, nawet członkostwo w UE, aby utrzymać władzę?
Oczywiście, że tak, tyle tylko, że utrzymanie władzy jest perspektywą kilkuletnią, a polexit jest perspektywą kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Myślę, że nawet jeśli PiS-owcy stawiają sobie takie pytania, to wiedzą, że są one niewspółmierne czasowo.

Dla nich najważniejsze jest utrzymanie władzy, a to, czy będziemy pełnoprawnym członkiem Unii, czy nie, jest sprawą przyszłych pokoleń. Niepokojące jest to, że mentalnie stali się już ludźmi spoza UE. Ich zachowanie, reakcje, krzyki, słowa, miny prezentowane podczas debat europejskich – to wszystko stawia ich już poza UE. Oni czują się w Unii źle i wyglądają źle, co mogliśmy obserwować chociażby podczas ostatniej debaty w PE.

Czują się tam osamotnieni, atakowani i nawet jestem w stanie ich zrozumieć. Jako wieloletni eurodeputowany mogę sobie wyobrazić, że oni naprawdę przemykają tam pod ścianami. Nie rozumieją po angielsku, nie rozumieją procedur, nie rozumieją, co się dzieje, nie potrafią merytorycznie zabrać głosu na posiedzeniach komisji czy posiedzeniach delegacji w PE. Gromadzą się wieczorami w restauracjach, gdzie puszczają sobie polską muzykę, jedzą polskie potrawy, nikt im nie przeszkadza i dopiero tam czują się dobrze. Wierzę, że naprawdę źle się czują w PE, a ten dyskomfort przekładają na politykę.

Ale tu nie chodzi tylko o kwestie ich zachowania i dobrostanu. Oni naprawdę uważają, że te swoje brewerie polityczne mogliby uprawiać skuteczniej, gdybyśmy byli poza Wspólnotą. Porównałem język, którego używają polscy politycy obozu władzy w stosunku do UE, z językiem w innych krajach, gdzie są eurosceptycy, jak np. w Czechach czy na Węgrzech, a nawet w Wielkiej Brytanii. W tych krajach nie mówi się w ten sposób.

Język PiS-u jest połączeniem języka pogardy, strachu i kpiny. To wybuchowa mieszanka kompleksów i poczucia wyższości, która skutkuje tym, że tak pogardliwe wypowiedzi o Unii znajdziemy tylko w wypowiedziach polityków rosyjskich.

Politycy żadnej innej partii eurosceptycznej nie używają takiego języka pogardy, może z wyjątkiem jakichś totalnych nacjonalistów, którzy ocierają się o antysemityzm i rasizm.

Jarosław Kaczyński mówił podczas mszy za swoją zmarłą matkę o potrzebie odparcia ataku na naszą suwerenność. „Musimy walczyć o wolną Polską” – mówił. Czy to komunikat do elektoratu, czy faktyczne przeświadczenie prezesa PiS-u o rzeczywistości?
Moim zdaniem on naprawdę w to wierzy i uważa, że Komisja Europejska, Komisja Wenecka, prof. Strzembosz, dziekani uniwersytetów, rady wydziałów prawa, komisarz europejska ds. praworządności, stowarzyszenia sędziowskie – oni wszyscy się mylą i nastają na polską suwerenność. Tymi, którzy tej suwerenności bronią, są pan Kaleta, Ozdoba, Kanthak i sam Jarosław Kaczyński. Oczywiście, że ten przekaz był kierowany do swoich wyborców, który w skrócie można określić jako „wy jesteście dobrzy, a tamci są źli, wy jesteście patriotami, a po drugiej stronie są zdrajcy i targowica”. Jarosław Kaczyński jest cynikiem, ale jednocześnie ma święte przekonanie, że jest depozytariuszem polskich cnót, wartości i naprawdę stoi na straży polskiej suwerenności. Wszyscy jego przeciwnicy są albo szpiegami rosyjskimi, izraelskimi albo niemieckimi, albo w najlepszym wypadku głupcami, którzy przez swoją niewiedzę przyczyniają się do upadku RP. To przekonanie, że jest spadkobiercą AK-owców i żołnierzy wyklętych, połączone z cynizmem powoduje tę psychopatyczną mieszankę.

Zbigniew Ziobro z kolei stwierdził, że Unia prowadzi wobec Polski politykę neokolonialną. To głupota czy kampania zohydzania Unii? Brexit też zaczął się kilka lat wcześniej od podobnej retoryki.
Jeśli polexit kiedyś nastąpi, to jego geneza z pewnością będzie w rządach PiS-u 2015-19 z przedłużeniem na następną kadencję. Te słowa, które pani cytuje, a na które już nawet nie zwracamy uwagi, budują pewien nastrój społeczny i dostarczają gotowych wzorców językowych dla ludzi, którzy zaczynają w to wierzyć. Stąd te niepokojące sondaże odnośnie do naszego członkostwa w Unii.

Przypomnę, że 60 proc. Polaków nigdy nie wyjechało z Polski. Duża część z nich opiera swoje opinie dotyczące świata zewnętrznego na opiniach liderów. Tymi są dla nich księża, politycy, właściciele prawicowych, PiS-olubnych portali.

To oni kształtują ich wyobraźnię o świecie. Jeżeli kiedyś polexit stanie się realny, to dzięki waśnie ich wypowiedziom. Referendum będzie tylko ostatnim akordem.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Flickr/Edvard Kožušník/©kozusnik.eu

Reklama