Reklama

Premier próbował przemycić ludziom bajkę, której już nie chcą słuchać. Po 5 latach opowieści o milionie elektrycznych samochodów, 100 tysiącach mieszkań itd. ludzie zaczynają rozliczać PiS, Andrzeja Dudę i domagają się konkretów – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Mam wrażenie, że Andrzej Duda wszedł w te same koleiny co Bronisław Komorowski, że cokolwiek zrobi, staje się śmieszne. Nawet gdy Andrzej Duda zwraca uwagę na problem retencyjny i suszę, to robi to w tak nieporadny sposób, że wychodzi, że dba o oczka wodne w ogrodach, co nie buduje go jako prezydenta Rzeczpospolite – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Niespodziewane premier rano prosi o wotum zaufania, do Sejmu przyjeżdża prezydent Duda. Obaj występują, premier z mównicy, prezydent wygłasza przemówienie. Po co to było?

MAREK MIGALSKI: Chodziło o przykrycie dwóch rzeczy. Po pierwsze bardzo dobrego startu Trzaskowskiego, po drugie głosowania nad wotum zaufania dla Szumowskiego. Obydwie te rzeczy utrudniają kampanię Andrzejowi Dudzie. Co do Szumowskiego, to badania już zaczęły potwierdzać to, o czym rozmawialiśmy ostatnim razem, że on zaczyna tracić i przestaje być wartością dodaną w PiS. Dziś jest już i więcej osób, które chcą jego dymisji, niż pozostania w rządzie. To udało się opozycji, choć jeszcze miesiąc temu wyglądało na coś nie do zrobienia. Sam pan minister, jego znajomi, jak i partia dali wystarczający powód do tego, że ten atak opozycji na najpopularniejszego człowieka wówczas w rządzie opłacił się.

Co do Trzaskowskiego, to świetnie wystartował, a czwartkowe złożenie podpisów pod rejestracją komitetu, które odbyło się w towarzystwie wielu kamer, wielu ludzi, wyglądało świetnie.

Zbieranie podpisów, rejestracja najpierw komitetu, potem rejestracja podpisów, zastanawianie się, czy zbiorą wystarczającą ilość, a może więcej, może milion albo 500 tys… To niczym darmowy prezent od PiS-u, bo przez kilka dni to będzie główny temat kampanii wyborczej. To skupia energię społeczna wokół Trzaskowskiego. Przed chwilą widziałem w Rybniku, który jest niedaleko mnie, kolejkę ciągnącą się przez cały rynek, aby złożyć podpis na liście z poparciem dla Trzaskowskiego. Po to, aby ludzie tego nie widzieli, rząd urządził właśnie ten teatr.

Reklama

To skuteczna taktyka?
Wiara w to, że ten teatr odwrócił uwagę opinii publicznej od tego, co jest niekorzystne dla PiS-u, jest słodką dziecinną wiarą. Przyznam, że

z czułością oglądam tę wiarę PiS-owców, że jak jeszcze raz opowiedzą o swoich sukcesach i jeszcze raz zaatakują opozycję, oskarżając ją o to, że służy obcym interesom, to pomoże to notowaniom Andrzeja Dudy. Ta wiara nie najlepiej świadczy o sztabowcach.

To jest ta propaganda, w którą zaczyna wierzyć obóz władzy, a to dla niej samej bardzo zła sytuacja.

A wyborcy?
Wyborcy PiS-u tak, ale nic ponadto. Resztę to wręcz odstręcza, bo propaganda, aby była skuteczna, musi być subtelna.

Premier rozdawał ciosy po równo, była totalna opozycja i zagranica, która chce dla Polski źle, atak na rodzinę, której trzeba bronić. Zdarta płyta?
Przede wszystkim przez chwilę trzymajmy się standardów. Tego typu słowa w każdym parlamencie zachodnim są nie do wyobrażenia. Niemożliwe jest, aby premier grzmiał na opozycję, nie sugerując, ale jasno mówiąc, że ona jest zdrajcami kraju i że wysługuje się obcym mocarstwom. My zaczęliśmy przyjmować to jako coś normalnego. Jesteśmy już tak zdeprawowani, że przestaliśmy zauważać, że tego typu słowa nigdy nie powinny paść z trybuny sejmowej. Oczywiście

po słowach Jarosława Kaczyńskiego o „zdradzieckich mordach” i „zabiliście mi brata” co można jeszcze powiedzieć…

Po drugie, jeśli premier rządu wymienia poszczególne kraje z Europy i nie tylko, gdzie było więcej ofiar koronawirusa, które to poradziły sobie gorzej, to musimy pamiętać o tym, że to nie są słowa posła, Patryka Jakiego czy Radosława Fogla, które nic nie znaczą. Tym można się nie przejmować. Ale jak takie słowa mówi premier rządu, to musimy mieć świadomość, że jeszcze dziś ambasady wymienionych państw będą o tym raportować do swoich ministerstw spraw zagranicznych. Francja, Hiszpania, Szwecja, Włochy, Niemcy zostały w polskim Sejmie przedstawione jako państwa, które nie poradziły sobie z koronawirusem i które de facto spowodowały śmierć swoich obywateli. Sądzę, że premier zdaje sobie sprawę, że jego słowa były dla Polski szkodliwe i w przyszłości będzie mu trudniej z nimi negocjować, ale potrzeba polityki wewnętrznej była ważniejsza. To oznacza, że

oni przestali uprawiać politykę, a uprawiają tylko propagandę.

Prezydent występuje w Sejmie na konferencji i mówi, że tylko dobra współpraca z jego z rządem gwarantuje sukces. Mądry ruch?
Bo to jeden z głównych trzech komunikatów Dudy w tej kampanii. To ma przekonać Polaków, że aby w Polsce nie było chaosu, prezydent musi być z tego samego obozu. Widać, że od początku tej kampami to występuje i jest to jeden ze stałych elementów. Moim zdaniem to nie działa, a wręcz jest dużym błędem, bo to spawanie go z PiS. O ile w pierwszej turze to może nie być tak szkodliwe, to w drugiej już może być zabójcze. Nie da się przez 5 lat spawać kogoś z partią, a potem przez 2 tygodnie między I a II turą odspawać.

Kolejny komunikat to wielkie inwestycje, które też nie spodobały się Polakom, co pokazuje ostatni sondaż.

Ta gierkowszczyzna działała przez 5 lat i nagle przestała działać.

70 proc. chce, aby pieniądze, 75 mld, które mają pójść na Centralny Port Komunikacyjny, przekazać na ochronę miejsc pracy, dać ludziom w obliczu epidemii. Po trzecie, to kwestie ideologiczne – też nietrafiony pomysł, bo kampania będzie na tyle krótka i internetowa, że takie kwestie, jak LGBT, imigranci itp. w niej nie zaistnieją. Ten element próbował też przemycić premier, robiąc z Trzaskowskiego patrona ruchu LGBT.

Podsumowując, premier próbował dziś przemycić bajkę, której ludzie już nie chcą słuchać. Po 5 latach opowieści o milionie elektrycznych samochodów, 100 tysiącach mieszkań itd. ludzie zaczynają rozliczać PiS i Andrzeja Dudę i domagają się konkretów.

Rafał Trzaskowski rozpoczął oficjalnie kampanię. Jak pan ją ocenia?
Sondaże jednoznacznie pokazują, że

wejście Trzaskowskiego do gry było świetnym wyborem PO.

On bardzo szybko odzyskał wyborców i wygląda na to, że jeżeli nie popełni błędu, wejdzie do II tury i ma tam szanse na powalczenie o prezydenturę. Na razie nie widzę jednej linii programowej podziału jego kampanii, ale też myślę, że w tej kampanii jej w ogóle nie będzie – będzie ich wiele. Nie będzie już Polski liberalnej versus socjalnej, nie będzie LGBT, imigrantów i „prawdziwej polskiej rodziny”, bo kampania jest po prostu za krótka. Trzaskowski mówi dużo o wolności, „Solidarności”, prawach obywatelskich i to nie jest nic nowego, ale dodatkowo skutecznie schodzi z linii ciosu PiS-u i TVP, które próbują go ubrać w buty niegospodarności czy LGBT. Wokół niego jest więcej pozytywnych emocji niż negatywnych. Tymczasem

wszystko, co dzieje się wokół Andrzeja Dudy, jest ostatnio problematyczne.

Przykładem są oczka wodne. To mógłby być poważny temat, ale stał się memem. Mam wrażenie, że Andrzej Duda wszedł w te same koleiny, co Bronisław Komorowski, że cokolwiek zrobi, staje się śmieszne. Nawet gdy Andrzej Duda zwraca uwagę na problem retencyjny i suszę, to robi to w tak nieporadny sposób, że wychodzi, że dba o oczka wodne w ogrodach, co nie buduje go jako prezydenta Rzeczpospolitej.

4 czerwca premier w Sejmie wspominał upadek rządu Olszewskiego, Rafał Trzaskowski w Gdańsku obchodził pierwsze częściowo wolne wybory, mówił o „Solidarności” i jedności. Symboliczny podział?
Skwitowałbym to żartem. Dzisiaj można obchodzić rocznicę wielkiego zwycięstwa Polaków nad komunizmem w 89 roku jako haniebny atak postkomunizmu na pierwszy niepodległościowy rząd Jana Olszewskiego, a ja proponuję odchodzić ten dzień jako rocznicę wybrania Jarosława Kaczyńskiego senatorem w Elblągu w wyniku zdradzieckiego układu zawartego przy Okrągłym Stole pod egidą rosyjskich komunistów i kremlowskich służb specjalnych oraz przy poparciu Lecha Wałęsy.

Dokładnie 4 czerwca Jarosław Kaczyński został senatorem z ramienia Komitetu Obywatelskiego.

Tak na poważnie to dobrze pokazuje, jak bardzo zakłamana jest historia ostatnich 31 lat w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego. Dziś potępia Okrągły Stół, wybory częściowe i układ między „Solidarnością” a PZPR, gdy w tym wszystkim uczestniczył i był jednym z ważniejszych graczy politycznych i beneficjentów, ponieważ od tamtego czasu nie splamił się normalną pracą i pozostałe 30 lat żył z polskiego podatnika.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Flickr/Edvard Kožušník/©kozusnik.eu

Reklama