Reklama

Andrzej Duda już wie, że rządy PiS-u się kończą i dlatego przestał bać się Kaczyńskiego. On może bać się Amerykanów, Trybunału Stanu, gdy wygra opozycja, ale już nie prezesa. I to jest najważniejsze przesłanie tego weta – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. I dodaje: – Trzeba było najwyraźniej czekać do tych podwyżek, drożyzny, aż do momentu, kiedy gospodarka zawyje pod rządami tych nieudaczników i ludzie zaczną odczuwać działania ekonomatołków, żeby pewna część wyborców odwróciła się od PiS

JUSTYNA KOĆ: Prezydent zawetował lex TVN. Czy to decyzja w porozumieniu z Nowogrodzką, z myślą o Amerykanach?

Marek Migalski

MAREK MIGALSKI: Absolutnie odrzucam tezę, że to gra z Nowogrodzką, bo to kolejny etap myślenia o Jarosławie Kaczyńskim jako o geniuszu, że chciał coś przykryć, że to subtelna gra. Tak nie jest, a wręcz jest to totalna porażka Kaczyńskiego, bo to on wrzucił ten temat. Kaczyński chciał tym zagraniem pokazać, że w dalszym ciągu ma inicjatywę, czyli że zachowuje wszechmoc w Polsce. Tymczasem pokazał dokładnie coś odwrotnego.

To pokazuje Kaczyńskiego nie jako geniusza, ale dokładnie odwrotnie, jako fajtłapę, która przewróciła się o własne nogi.

To, że zarówno jego zwolennicy, jak i, co ciekawe, jego przeciwnicy uważają, że to genialne zagranie, jest dość śmieszne, choć powszechne.

Reklama

Skłaniam się do tezy, że Duda zrobił to samodzielnie, natomiast oczywiście pod wpływem Amerykanów. Nie jestem tym zaskoczony, bo to zachowanie wpisuje się kompletnie w tę historię jego serwilizmu, który pokazuje nam od 2015 roku. Prezydent Duda przez ostatnie 6 lat robił łaskę Kaczyńskiemu, ponieważ się go obawiał, teraz zrobił łaskę Amerykanom dokładnie z tego samego powodu – ponieważ się ich obawia. Andrzej Duda wie, że za 4 lata to od nich będzie zależeć, czy będzie miał jakąkolwiek szansę na karierę międzynarodową w instytucjach, które nie wymagają specjalnej wiedzy, ale dają pieniądze. Po drugie, czy będzie mógł jeździć z wykładami i zarabiać na tym jakieś pieniądze. W tym znaczeniu dziwią mnie dziś ci, którzy nawet będąc przeciwnikami Dudy mówią, że zachował się wspaniale, propaństwowo, że pokazał moralny kręgosłup, kiedy moim zdaniem jest wręcz odwrotnie.

To wszystko spowodowane jest tym, że on już wie, to co ja od kilku tygodni mówię, czyli że rządy PiS-u się kończą. Duda już to wie i przestał bać się Kaczyńskiego. On może bać się Amerykanów, Trybunału Stanu, gdy wygra opozycja, ale już nie prezesa. I to jest najważniejsze przesłanie tego weta.

Czy będzie próba obalenia weta w Sejmie?
Tylko jeżeli Kaczyński będzie miał jakiekolwiek szanse na sukces. Gdyby tak się stało, to byłby to game changer, a to wszystko, co przed chwilą powiedziałem, byłoby nieprawdą. Ale tylko kiedy udałoby się Kaczyńskiemu przełamać weto Dudy, bo wówczas potwierdziłby swoją wszechmoc i byłby to majstersztyk gry. Niestety dla fanów Kaczyńskiego nie przewiduję takiego scenariusza.

Jak zatem ocenia pan kondycję rządzących w kończącym się drugim roku drugiej kadencji?
Ona jest o wiele gorsza, niż była na początku tego roku, nie mówiąc już o roku 2019, kiedy PiS dostał ponad 40 proc.

Dziś to poparcie oscyluje koło 30 proc. i trzeba się pogodzić z tym, że wciąż 1/3 wyborców zagłosuje na PiS.

Tylko że to zupełnie inna sytuacja, niż politycy tej partii są przyzwyczajeni. Ten obóz władzy znajduje się, de facto, już w rozkładzie. My tego nie widzimy, ale czujemy, bo smrodek się już rozchodzi; to Pegasusy, Mejzy, pani Pawłowska itd. To oni roznoszą ten smrodek gnicia władzy. Zresztą ta władza już sama nie chce niczego wprowadzać, tylko chce trwać, dzielić się łupami, czyli Polską, a to powoduje ogromną demoralizację.

Przypomnę, że rok temu to był jednak rząd większościowy z Gowinem na pokładzie. Dziś to rząd mniejszościowy utrzymywany dzięki trzem głosom Kukiza i Mejzy. To pokazuje schyłek tej władzy, a weto, od którego zaczęliśmy rozmowę, jest tu bardzo symptomatyczne, bo Duda by sobie na to nie pozwolił, gdyby władza Kaczyńskiego była silna. Dziś władza PiS jest już daleko po porażce pod Stalingradem.

Czyli prawdą jest Clintonowskie „gospodarka, głupcze!”? I nie zamach na wolne sądy, media, kobiety, sprawa Mejzy itd., a drożyzna i inflacja mają największe znaczenie?
Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Gdy przytoczymy wypowiedź Donalda Tuska nt. weta, że to zwycięstwo ulicy i zagranicy, to doceniając dowcip zawarty w tym krótkim wpisie, oczywiste jest dla mnie, że to zagranica. Ulica miała tu niewielki wpływ. Duda nie uległ ulicy, bo gdyby jej ulegał, to zrobiłby to także przy innych sprawach, gdzie ludzie wychodzili licznie protestować, tymczasem on ich do tej pory obrażał.

Oczywiście, że miło myśleć o tym, że to my na ulicach, ale w grę wchodziła tu czysta ekonomia.

Trzeba było najwyraźniej czekać do tych podwyżek, drożyzny, aż do momentu, kiedy gospodarka zawyje pod rządami tych nieudaczników i ludzie zaczną odczuwać działania ekonomatołków, żeby pewna część wyborców odwróciła się od PiS. To nie oznacza, że kwestie demokracji, TK, wolnych mediów i praw kobiet nie miały znaczenia, tylko ci, dla których miały, już od PiS odeszli. Nawet jeśli w 2015 roku popełnili błąd, bo uważali PiS za normalna partię, to po dwóch latach już wiedzieli, że to nie była dobra decyzja. Dla części wyborców kwestie ekonomiczne są najważniejsze, jest też oczywiście taka grupa, u której to, co PiS robił np. z osobami LGBT, wzbudzało radość i nic nie zmieni ich zdania. Dla części jednak przedstawianie uchodźców jako zoofili i próby aresztowania sędziów nie budziły takiego sprzeciwu, dopóki pieniędzy od pierwszego do pierwszego przybywało.

Teraz okazało się, że oprócz tych wszystkich mogących powodować, powiedzmy, niesmak spraw, okazało się, że te obietnice składane przez Glapińskiego, Kaczyńskiego, ministrów finansów okazały się niedorzeczne.

Ludzie dostrzegli, że są wydawane miliardy na bombastyczne przedsięwzięcia, a brakuje na leki, na zrekompensowanie podwyżek cen energii itd.

Podsumowując, Clinton miał rację, szczególnie co do części wyborców PiS-u.

A liczba zgonów na Covid?
Rozmawiałem na ten temat z przyjaciółmi podczas świąt i doszliśmy do wniosku, że to ma odłożony efekt, trochę jak przy skapywaniu. Bo jeżeli w dniu wigilii 700 rodzin usiadło do stołu z informacją, że kilka godzin wcześniej ich bliscy zmarli na Covid, a to musiało spowodować refleksję, że państwo nie zadziałało, że rządzący mogli coś zrobić, a nie zrobili. To mnożone przez dni, bo w końcu codziennie docierają do nas tak tragiczne statystyki, może mieć znaczenie. Oczywiście nie dla milionów, ale dla części wahających się już tak.

Rządzący podsłuchiwali szefa sztabu opozycji podczas kampanii wyborczej. Czy podpisałby się pan pod zdaniem, że wobec tego wybory zostały sfałszowane, że wynik byłby inny?
Jako europoseł po wielokroć byłem obserwatorem podczas wyborów. Zawsze głównym zadaniem takiej delegacji jest odpowiedź na pytanie, czy wybory były „free and fair”, czyli wolne i uczciwe. Od tego uzależnialiśmy ostateczne brzmienie dokumentu. Jeżeli oceniliśmy, że wybory nie były „free and fair”, to uwzględnialiśmy to w rekomendacjach dla PE. Dziś wiemy na pewno, że wybory w 2019 roku, zarówno europejskie, ale przede wszystkim parlamentarne, nie były fair, czyli uczciwe. Oczywiście mieliśmy podejrzenia co do tego już od dawna, chociażby dlatego, że media publiczne zostały całkowite upartyjnione, ale

wiemy też dziś, że jeżeli władze PiS wiedziały dokładnie, co dzieje się w sztabie u konkurentów, to nikt z obserwatorów międzynarodowych nie podpisałby się pod raportem, że to były uczciwie wybory.

Oczywiście od tego daleko, aby stwierdzić, że zostały sfałszowane i że trzeba je unieważnić albo że wynik byłoby dramatycznie różny, ale nikt dziś nie jest w stanie powiedzieć, jak by wyglądały wybory, gdyby Kaczyński nie monitorował tego, co planuje opozycja. To jest bardzo niepokojące, jest to też absolutny skandal. Niestety to kolejna afera i my przyzwyczailiśmy się już do absolutnych skandali przez ostatnie lata, natomiast trzeba uruchamiać wszelkie międzynarodowe instytucje, bo u nas warunki politycznej rywalizacji przestały być równe. To ekstremalnie niebezpieczne w perspektywie wyborów 2023 roku. Tym bardziej, że gdy PiS będzie słabł, to będzie uruchamiał i podejmował jeszcze bardziej drastyczne działania, aby utrzymać się u władzy.

Co nas czeka w 2022 roku? Będą wybory?
Będą bardzo brutalne zagrywki i naszym czytelnikom trzeba powiedzieć, aby uważali na siebie.

Co do wyborów, to nie wiem, natomiast wydaje mi się, że takie prawdopodobieństwo jest mniejsze, niż większe, chyba że Kaczyński uzna, że straty, które poniesie teraz, będą mniejsze, niż straty, które poniesie kilka miesięcy później.

Stawiam tezę, że gdy Kaczyński będzie wiedział, że przegra wybory, to z list PiS-u zrobi arkę przetrwania,

czyli weźmie najwierniejszych z wiernych, a ziobrystów zostawi na lodzie. Jeżeli będzie liczył, że utrzyma władzę, weźmie innych na listy.


Zdjęcie główne: Andrzej Duda, Fot. Flickr/KPRM/Adam Guz, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Marek Migalski, Fot. Uniwersytet Śląski

Reklama