Reklama

To sposób obejścia przepisów konstytucyjnych, zresztą znany – zrobiony przez Viktora Orbána na Węgrzech. Dokładnie taki mechanizm został zastosowany po to, aby spacyfikować sądownictwo, co zresztą skończyło się przegraną sprawą w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości – mówi wiadomo.co o projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym prof. Maciej Gutowski, prawnik z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. I dodaje: – Mamy do czynienia ze zmianą ustroju bez zmiany konstytucji

Kamila Terpiał: W środę, po burzliwej debacie, Sejm przegłosował nowelizację ustaw o KRS i sądach powszechnych. PiS idzie po sądy?
Maciej Gutowski:
Bardzo mi się nie podobają te zmiany, ale jestem też, i zawsze byłem, daleki od zachwytu nad tym, co było. Z dwojga złego wolę jednak sądy politycznie niesterowalne. Gdyby nie historia, która wydarzyła się wokół Trybunału Konstytucyjnego, wokół mediów, spółek publicznych, wolności zgromadzeń, to może mógłbym uwierzyć w dobre intencje. Ale pamiętam narrację podczas zmian w TK, kiedy mówiono: to jest sędziokracja, to skandal, że Trybunał ma władzę nad demokratycznie wybraną większością. Teraz gdy słyszę te same argumenty w odniesieniu do sądownictwa, to

nie wierzę, że za tym kryje się rzeczywista wola naprawienia tego, czego brakowało do tej pory.

Prawdą jest, że do tej pory zbyt dużo było kooptacji w doborze sędziów, że niedobre było wyłanianie nieproporcjonalnie silnej reprezentacji sądów wyższej instancji, że niedobre było, kiedy Krajowa Rada Sądownictwa podejmowała decyzje czasem wbrew stanowisku kolegiów sędziowskich. Władza teraz chce nas przekonać, że wybierając sędziów większością parlamentarną stworzy udemokratyzowanie tego mechanizmu – a to nie jest prawda.

Po pierwsze, demokratyczny jest tylko akt wyborczy. Potem już mamy partiokrację. Głosowania większością parlamentarną, niestety, zostały wynaturzone, dlatego że przypominają głosowania blokiem partyjnym i posłowie często w ogóle nie wiedzą, nad czym głosują. Decyzje o tym, jak głosować, także w takich sprawach, zapadają gdzieś na szczeblu centralnym.

Reklama

Po drugie, mamy system sędziego profesjonalnego, nie ławy przysięgłych. Więc kryterium powołania jest profesjonalizm, a nie wyborczy program.

Istnieje realne niebezpieczeństwo, że ekipa rządząca po prostu chce wywrzeć silny nacisk na dobór sędziów. A to nie jest żadna demokracja.

PiS przejmie KRS, tak jak przejął TK?
Na Trybunał prawnicy patrzą teraz z niedowierzaniem i zażenowaniem, że można zrobić z sądu – być może czasami kontrowersyjnego, niewolnego od krytyki, ale jednak poważanego – coś, o czym nawet rządzący nie myślą, jak o realnym sądzie konstytucyjnym. Mam wrażenie, że sami nie traktują go poważnie, lecz czysto instrumentalnie. Ale mam też nadzieję, że większość parlamentarna wyniosła lekcję z TK i dojdzie do wniosku, że jeśli wybór sędziego nie następuje według kryterium kompetencyjnego, to ostatecznie jest to zawsze złe rozwiązanie.

Większość parlamentarna bardzo sobie chwali pracę TK.
Naprawdę? Czy to jest tylko dobra mina do złej gry? Ja mam wrażenie, że

nikt nie może chwalić pracy Trybunału.

Weźmy choćby decyzję w sprawie zaskarżonej przez prezydenta ustawy o zgromadzeniach: była konstytucyjnie nieuzasadnialna. Z jednej strony mamy konstytucyjną wolność zgromadzeń, z drugiej prawnie usankcjonowane lepsze i gorsze zgromadzenia. A orzeczenie o KRS? Konstytucja mówi “kadencja trwa cztery lata”, a TK – indywidualna jest niekonstytucyjna. To muszą dostrzegać co mądrzejsi politycy PiS-u. Z jednej strony mamy dyscyplinę partyjną, która nie pozwala cofnąć podjętej decyzji i przyznać się do błędu, ale z drugiej strony trudno nie widzieć tego błędu, kiedy obserwuje się jakość orzecznictwa i pracy sędziów, z których tylko część może pochwalić się znaczącym dorobkiem prawniczym. Czy dzisiaj w Trybunale zasiada 15 najlepszych konstytucjonalistów w Polsce? Mam poważne wątpliwości.

W przyjętej przez Sejm nowelizacji ustawy o KRS jest zapis o skróceniu kadencji sędziów- członków Trybunału. To niebezpieczny precedens?
To oczywiste złamanie konstytucyjnej zasady kadencyjności.

4 lata to 4 lata i nic innego nie da się wymyślić. Nie ma cudów – kadencja, która jest określona w konstytucji, nie może być przecież jednocześnie z nią niezgodna.

I tego nie da się zmienić nawet orzeczeniem TK, na które spuśćmy zasłonę milczenia… Jeżeli ustawa skróci te kadencje, to dojdzie do kolejnego złamania konstytucji.

Problemem jest to, że aby prawo miało jakikolwiek sens, musi istnieć aparat państwowy, który to prawo traktuje na poważnie. Prawo nie wytrzyma przed czołgiem, który jedzie bez ograniczeń, bo ma armatę i jest silniejszy. Rządzący działają metodą faktów dokonanych. Ale to nie przestaje być łamaniem prawa. To, że do tej pory dostrzegano pewne niedociągnięcia aktualnego prawodawstwa – być może w niektórych przypadkach słusznie – to nie jest powód, żeby dorobek prawie 30 lat rozjechać walcem i powiedzieć: my teraz zrobimy to lepiej, zupełnie inaczej, nie przejmując się ograniczeniami konstytucyjnymi. Powtarzam, dzisiaj nie mamy do czynienia z żadnym naprawianiem zaniechań…

A z czym mamy do czynienia?
Ze

zmianą ustroju bez zmiany konstytucji – to chyba najlepsze określenie.

Mamy do czynienia z realnym zagrożeniem podporządkowania sądownictwa władzy, pod pretekstem naprawy jego słabości. Do tej pory nie było ani słowa o obywatelu, o wpływie jakichkolwiek zmian na jego sytuację, na poprawę jakości i sprawności sądzenia. Od lat mówimy o konieczności uproszczenia procedur, odformalizowania postępowania, obniżenia horrendalnych opłat sądowych, stworzenia jednolitego konceptu zwalniania z opłat sądowych i pomocy prawnej z urzędu, zwiększenia znaczenia konstytucyjnych zasad w proobywatelskim orzekaniu. Poprawienia sytuacji obywatela przed sądem. Ale polityków interesuje tylko to, kto będzie obsadzał stanowiska sędziowskie.

Teraz obywatel będzie zmagał się z wszystkim dotychczasowymi bolączkami sądownictwa, ale dodatkowo przed politycznie podporządkowanym sądem.

A przecież z konstytucji zwykłymi ustawami wycina mu się wolności: zgromadzeń, prawo do informacji, kontroli władzy przez niezależne media, więc i wolność słowa. Czy istotnie sądy będą dalej mogły patrzeć władzy na ręce? Stanowić gwarancję realności konstytucyjnej ochrony obywatelskich wolności?

Minister sprawiedliwości będzie mógł zwalniać oraz powoływać prezesów i wiceprezesów sądów. To dopełnia nam obrazu?
Niewątpliwie istnieje niemała faktyczna zależność sędziego od prezesa, nawet jeżeli prawnie prezes nie może wymusić orzeczenia. Ale ma przecież instrumenty praktycznego oddziaływania na sędziów. Jeżeli będzie go powoływał minister sprawiedliwości, to wracamy do tego, o czym mówiłem wcześniej – do skupienia uprawnień w jednym ręku. To też bardzo mi się nie podoba. W miejsce niedoskonałego instrumentu będziemy znowu mieli koncepcję opartą na ręcznym sterowaniu z jednego miejsca. Centralne sterowanie i ministerialne decyzje znamy już z przeszłości. Wbrew deklaracjom większości rządzącej nie był to czas, do którego chcielibyśmy wracać.

To koniec trójpodziału władzy w Polsce?
Nie mogę powiedzieć, czy to już jest koniec, czy się od niego niebezpiecznie oddalamy. Ale to wszystko razem stwarza poważne zagrożenia. Jesteśmy na “dobrej drodze” do zniszczenia instytucji, jaką był trójpodział władzy.

Zmierzamy do zasady niepodzielności władzy państwowej, która dominowała w konstytucji komunistycznej.

To wtedy była zasada, że władza państwowa jest jednolita i skupiona w ręku partii rządzącej. Nowoczesne, demokratyczne państwa przyjmują i uznają koncepcję trójpodziału władzy.

Kilka godzin po przegłosowaniu tzw. pakietu sądowego do Sejmu wpłynął projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Zakłada on m.in., że sędziowie powołani na podstawie dotychczasowych zapisów przechodzą w stan spoczynku, z wyjątkiem sędziów wskazanych przez ministra sprawiedliwości. PiS idzie też po Sąd Najwyższy.
To, co rozpoczęło się od TK, postępuje poprzez KRS, będzie postępować przez SN i zmierza w kierunku politycznego podporządkowania sądownictwa.

Najbardziej niebezpieczny jest właśnie art. 87 ustawy o Sądzie Najwyższym, w którym mowa jest o przejściu w stan spoczynku. To minister sprawiedliwości będzie określał, kto będzie, a kto nie będzie sędzią Sądu Najwyższego.

Dodatkowo otwiera się możliwość unieważniania prawomocnych orzeczeń sądowych w nadzwyczajnym trybie, na wniosek prokuratora generalnego, czyli ministra sprawiedliwości. Do tego mamy jeszcze inne zmiany, zwłaszcza w obszarze organizacyjnym i dyscyplinarnym, które zmierzają do wywierania silnego i zdecydowanego wpływu na sędziów SN. To jest kolejny krok do podporządkowaniu sądownictwa władzy wykonawczej. A pamiętać musimy, że sąd jest miejscem, gdzie często toczy się spór pomiędzy obywatelem a państwem. Spór, który podległy politycznie sąd rozstrzygnie zawsze na niekorzyść obywatela. Nawet terminologicznie, umieszczenie spraw karnych w nowo projektowanej Izbie Prawa Prywatnego SN świadczy nie tylko o niedostrzeganiu tej zasady, lecz po prostu o dyletanctwie prawniczym.

Ten projekt siłą rzeczy też jest niezgodny z konstytucją?
Oczywiście, on wypacza ideę niezależności sądownictwa, nieusuwalności sędziów, trójpodziału władzy. Niezgodny z zasadą państwa prawa i sprawowania wymiaru sprawiedliwości przez niezawisłe i bezstronne sądy. To sposób obejścia przepisów konstytucyjnych, zresztą znany – zrobiony przez Viktora Orbána na Węgrzech. Dokładnie taki mechanizm został zastosowany po to, aby spacyfikować sądownictwo, co zresztą skończyło się przegraną sprawą w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości.

Projekt o SN wpływa do Sejmu w nocy, kilka godzin po “zamachu” na sądy, czyli głosowaniach nad projektami o KRS i ustroju sądów powszechnych. Te zresztą też zostały włączone do porządku obrad 3 godziny przed głosowaniami. Arogancja władzy?
Nie po raz pierwszy się z nią spotykamy. To samo było przy Trybunale Konstytucyjnym. To przećwiczona droga, która pokazuje, że konceptem politycznym ma być metoda faktów dokonanych. Jedne naruszenia od razu przykrywane są kolejnymi ustawami, które pogłębiają i utrwalają te naruszenia, poprzez wprowadzenie szybkich zmian na ich miejsce. W konsekwencji tej praktyki, pomimo konstytucyjnych gwarancji, realny wpływ władzy wykonawczej i ustawodawczej na sądownictwo będzie absolutnie niespotykany w krajach UE.


Zdjęcie główne: Maciej Gutowski, Fot. YouTube/Wydawnictwo C.H.Beck

Reklama

Comments are closed.