Prawi w areszcie, dranie na wolności. Ten kraj ma problem z pamięcią
Człowiek, który w stanie wojennym drukował podziemną prasę i siedział w więzieniu za walkę z komunizmem, znów trafił za kratki. Tym razem z wyroku demokratycznego sądu. Generał, który przez lata chronił Polskę przed rosyjskim wywiadem, osiem lat po uchyleniu zakazu wyjazdu dowiedział się na lotnisku, że w systemie nadal figuruje jako osoba, która nie może przekroczyć granicy. Coś w tym państwie działa bardzo źle.

Niemczyk idzie za kraty. Drugi raz w życiu
Piotr Niemczyk ma 64 lata. W czasach PRL drukował „Tygodnik Mazowsze" i kolportował pisma KOR. Komuniści aresztowali go w 1983 i 1986 roku. Wiedział, na co się pisze, i pisał się świadomie.
Po 1989 roku budował służby specjalnych wolnej Polski. Był zastępcą dyrektora Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa, przez lata zasiadał jako ekspert sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Człowiek, który poświęcił duże fragmenty życia temu, żeby Polska była wolna i bezpieczna.
8 września 2026 roku Piotr Niemczyk trafił do aresztu.
Nie za szpiegostwo, nie za korupcję, nie za nadużycia. Za to, że 25 maja 2025 roku uczestniczył w proteście ruchu „Ostatnie Pokolenie" i odmówił wykonania orzeczonej za to kary prac społecznych. Uznał, że tryb wydania wyroku nakazowego był wadliwy. Sąd zamienił prace społeczne na 15 dni aresztu zastępczego. Procedura przewiduje taką możliwość. Wszystko zgodnie z literą prawa.
Ale warto przez chwilę zatrzymać się przy tym obrazku. Człowiek, który całe życie walczył o wolne sądy i wolne państwo, siedzi w celi. Tym razem z wyroku tych wolnych sądów.
Zanim ktoś zakrzyknie „prawo jest prawem", zapytajmy o coś innego. O proporcje. O to, kto w tym kraju dostaje uwagę wymiaru sprawiedliwości, a kto nie.
Generał bez paszportu. Osiem lat „błędu technicznego"
Pięć dni wcześniej, 5 września 2026 roku, gen. Piotr Pytel stał na lotnisku w Katowicach-Pyrzowicach z walizką spakowaną na urlop w Turcji. Jego żona odleciała. On nie.
Straż Graniczna poinformowała byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, że w systemie widnieje aktywny zakaz opuszczania kraju.
Generał Pytel przez lata tropił rosyjskich szpiegów. W 2016 roku prokuratura wszczęła przeciwko niemu śledztwo o rzekomą współpracę z FSB. Sprawa ciągnęła się osiem lat i zakończyła prawomocnym umorzeniem w 2024 roku. Pytel i gen. Nosek zostali oficjalnie uznani za pokrzywdzonych w wyniku bezprawnych działań prokuratury.
Zakaz wyjazdu sąd uchylił w lutym 2018 roku. Osiem lat temu.
Nikt nie powiadomił o tym Straży Granicznej. Zakaz tkwił w systemie jak zapomniany wpis, którego nikt nie sprawdził i nikt nie usunął. Żona generała odleciała sama. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wyjaśniła, że to „oczywisty błąd sądu". Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zainterweniował i zakaz zdjęto.
Osiem lat. Były szef kontrwywiadu, człowiek uznany przez sąd za pokrzywdzonego przez prokuraturę, zablokowany na urlopie z powodu wpisu, który nie powinien istnieć od niemal dekady.
Pytanie, którego nikt nie chce zadać głośno
Teraz postawimy pytanie, które wielu woli przemilczeć, bo jest niewygodne dla wszystkich stron.
Skąd ta różnica?
Niemczyk stoi z transparentem i w krótkim czasie trafia na wokandę, a potem do celi. Mechanizm działa sprawnie. Gen. Pytel jest oficjalnie pokrzywdzony przez prokuraturę, sąd uchyla zakaz wyjazdu, a osiem lat później zakaz nadal blokuje mu wyjazd za granicę.
Dlaczego wobec jednych prawo działa z zegarową precyzją, a wobec innych instytucje śpią?
Odpowiedź „to tylko bałagan i niekompetencja" jest za prosta. Polskie instytucje rzeczywiście mają poważny problem z pamięcią i procedurami. Ale bałagan też wybiera ofiary. I jakoś częściej wikła tych, którzy narazili się władzy, niż tych, którzy jej służyli.
A gdzie są tamci
Przez osiem lat rządów PiS politycy z wyrokami za nadużycia, urzędnicy odpowiedzialni za rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego i upolitycznienie mediów publicznych wychodzili z prokuratury z uśmiechem albo w ogóle tam nie trafiali. Machina sprawiedliwości nie śpieszyła się do nich.
Tymczasem Niemczyk siedzi. Pytel nie może jechać na wakacje.
Jeżeli ktoś w wymiarze sprawiedliwości sądzi, że dokuczając niepokornym i odkładając na potem sprzątanie po PiS, kupuje sobie spokój na wypadek powrotu prawicy do władzy, to poważnie się myli. Takiego rodzaju cwaniactwo nie popłaca. Każda kolejna władza zaczyna przecież pytać, co jej poprzednicy robili, kiedy mogli działać inaczej.
Prawo ma być ślepe. Naprawdę ślepe
Nie twierdzę, że Niemczyk nie powinien ponosić żadnych konsekwencji swojej decyzji. Jeśli ktoś świadomie odmawia wykonania prawomocnego wyroku, musi wiedzieć, co go czeka. On wiedział.
Piszę o czymś innym. Kiedy obok siebie stawiam obraz byłego opozycjonisty w areszcie i byłego szefa kontrwywiadu, którego przez osiem lat blokował zakaz uchylony przez sąd osiem lat wcześniej, widzę państwo, które wobec uczciwych ludzi działa z precyzją, a wobec własnych błędów wzrusza ramionami.
To jest problem moralny. I ustrojowy.
Instytucje demokratycznego państwa nie mogą działać wybiórczo. Sąd, który uchyla zakaz, musi zadbać o to, żeby informacja o tym dotarła do odpowiednich służb. Prokuratura, która przez osiem lat niszczyła komuś reputację, a potem go rehabilituje, powinna mieć w zwyczaju sprzątać po sobie. Prawa muszą być równe i stosowane jednakowo wobec wszystkich. Nie jako narzędzie polityczne, nie selektywnie, nie zależnie od tego, kto akurat komu przeszkadza.
Równo.
Niemczyk wyjdzie z aresztu po 15 dniach. Pytel poleciał w końcu na urlop. Ale to, że wszystko jakoś się ułożyło, nie oznacza, że wszystko jest w porządku. Najlepszym dowodem choroby systemu jest właśnie to, że człowiek, który całe życie walczył o wolne państwo, trafił do tego samego więzienia, z którego to państwo go kiedyś wypuściło.
Udostepnij artykul
Autor
Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.
