Prawda o kryptointencjach Nawrockiego!
Premier Donald Tusk uchylił dziś rąbka tajemnicy i powiedział wprost, co kryje najnowszy projekt prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie kryptowalut. My prześwietliliśmy całość, papier po papierze. I okazuje się, że pod hasłami o „wolności” i „państwie prawa” prezydent przemyca zmiany, które w praktyce mogą związać ręce państwu i dać oszustom to, czego potrzebują najbardziej, czyli czas.

„W pałacu widać panikę”. Co dziś ujawnił premier
8 września Karol Nawrocki złożył w Sejmie już drugi swój projekt ustawy o rynku kryptoaktywów. Reakcja premiera była natychmiastowa i bezlitosna.
„W prezydenckim pałacu coraz bardziej widać panikę”, ocenił Tusk. I dodał: „Żadne kolejne pseudoinicjatywy prezydenta Nawrockiego nie zmienią tego faktu, że skończyło się mataczenie”. Premier poszedł jeszcze dalej i powiedział to, czego politycy zwykle unikają. Jego zdaniem „Konfederacja i prezydent Nawrocki proponowali kompromis ze złem, czystym złem”.
To mocne słowa. Ale premier ujawnił przy tym rzecz konkretną: prezydent od miesięcy blokuje przepisy, które mają pozwolić państwu kontrolować rynek krypto, a jego nowy projekt to, według słów Tuska, „groteskowa próba zablokowania za wszelką cenę” tego, co naprawdę działa. Sprawdziliśmy, czy premier ma rację.
O co w tym wszystkim chodzi. Po ludzku
Unia Europejska ma rozporządzenie MiCA, które porządkuje handel kryptowalutami. Obowiązuje od 30 grudnia 2024 roku. Żeby zaczęło realnie działać w Polsce, potrzebna jest krajowa ustawa, która da Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) narzędzia: prawo do kontroli giełd krypto, do reagowania na oszustwo i do zamrożenia pieniędzy, zanim znikną.
Problem w tym, że tej ustawy wciąż nie ma. Nawrocki wetował ją już kilkukrotnie, a 4 września Sejmowi zabrakło głosów, żeby ostatnie weto odrzucić. Do wymaganych 266 głosów zabrakło 25. Efekt jest prosty: KNF nadal nie ma pełnych narzędzi, a rynek, na którym Polacy trzymają realne pieniądze, działa bez twardego nadzoru. Tak było wczoraj, tak jest i dziś.
Sześć miesięcy kontra trzy. Tu jest sedno sporu
Gdy porówna się projekt rządowy i prezydencki obok siebie, widać rzecz zaskakującą. One są prawie identyczne. Rządowy liczy 168 artykułów, prezydencki 170. Wersja rządu to 106 stron, prezydenta 108. Argument, że ustawa jest „za długa”, po prostu się nie broni, i sam premier to dziś wypunktował.
Różnica, która robi całą robotę, jest gdzie indziej. Chodzi o zamrażanie rachunków, na których leżą pieniądze z podejrzanych transakcji. W obu projektach szef KNF może zablokować taki rachunek na 96 godzin. Ale co dalej?
W projekcie rządu blokadę można przedłużyć do 6 miesięcy. W projekcie Nawrockiego, tylko do 3 miesięcy, i dopiero po tym, jak wcześniej zgodę wyda sąd administracyjny, a wniosek do sądu trzeba złożyć w ciągu 48 godzin. Brzmi jak drobny szczegół dla prawników. Nie jest.
Co to znaczy dla zwykłego Kowalskiego
Wyobraźmy sobie oszustwo. Ktoś wyłudza od tysięcy ludzi pieniądze na fałszywej giełdzie krypto. KNF wchodzi i blokuje rachunek. Liczy się każda godzina, bo kryptowaluty można wyprowadzić za granicę jednym kliknięciem, a potem ich już nie odzyskasz.
Przy modelu rządowym urząd ma czas: pół roku, żeby zamrozić środki i dojść, komu je oddać. Przy modelu prezydenckim ten czas jest krótszy, a w dodatku najpierw trzeba przejść przez sąd. To realne ryzyko, że zanim procedura ruszy, pieniądze ofiar zdążą wyparować. Nie jest to pewnik, ale każdy, kto zna tempo transakcji w krypto, wie, że tu wygrywa ten, kto działa szybciej. Zmiana Nawrockiego spowalnia państwo, a przyspiesza oszusta.
Niższe kary i krótsze wyroki. Reszta cichych zmian
Na tym prezydent nie kończy. W jego projekcie kary są niższe niemal na każdej pozycji. Za utrudnianie kontroli rząd chce 25 mln zł, prezydent 20 mln zł. Za manipulację rynkiem przez osobę fizyczną: rząd 30 mln zł, prezydent około 22,3 mln zł. Za manipulację przez firmę: rząd 75 mln zł, prezydent około 66,9 mln zł. Nawet więzienie za oferty bez zgłoszenia jest łagodniejsze: do 3 lat u rządu, do 2 lat u prezydenta.
Każda z tych zmian z osobna wygląda niewinnie. Razem układają się w jeden kierunek: mniej straszaka dla oszusta, mniej twardych narzędzi dla państwa. To nie jest przypadek, to wybór.
„Wolność obywateli” czy wygodna furtka
Prezydent tłumaczy to ładnie. Jego kancelaria mówi, że polskie prawo powinno ograniczyć się do unijnego minimum, bo dodatkowe krajowe przepisy „nadmiernie naruszają wolność działalności i własność obywateli”. Szef prezydenckiej kancelarii dorzuca, że chodzi o „państwo prawa z nadzorem sądowym”, a sam projekt nazywa „wyciągniętą ręką” do rządu.
Problem w tym, że te ładne hasła mają konkretną cenę. „Minimum” oznacza słabszą ochronę zwykłego inwestora. „Nadzór sądowy” przy zamrażaniu kont brzmi jak gwarancja praworządności, a w praktyce jest hamulcem, który daje przestępcy dodatkowe godziny. Można bronić wolności obywateli i jednocześnie zostawiać otwartą furtkę tym, którzy tę wolność wykorzystują do okradania innych. I to jest właśnie ta furtka.
Dlaczego premier mówi o Rosji i terrorystach
Tusk nie owija tego w bawełnę. Wcześniej mówił, że kryptowaluty służą do finansowania „zamachowców”, sabotażu i podpaleń, a „brak regulacji powoduje, że na tym rynku można buszować zupełnie bezkarnie, bez żadnej kontroli”. Zawetowanie ustawy nazwał wprost „ułatwianiem pracy rosyjskim służbom i utrudnianiem jej polskiemu kontrwywiadowi”.
To jest oskarżenie polityczne premiera, nie wyrok sądu, i tak trzeba je czytać. Ale opiera się na twardym mechanizmie: dopóki KNF nie ma narzędzi, nikt w Polsce nie patrzy skutecznie na to, czyje pieniądze i skąd przepływają przez krypto. Nawrocki może mówić o wolności ile chce. Realny efekt jego zmian jest taki, że państwo widzi mniej i działa wolniej.
Sedno
Prawda o intencjach jest prosta i nie trzeba jej szukać między wierszami. Nawrocki nie odrzuca ustawy o krypto. Robi coś sprytniejszego: podpisuje się pod prawie tym samym papierem, a po cichu wyjmuje z niego zęby. Krótsza blokada kont, wymóg zgody sądu, niższe kary, krótsze wyroki, minimum zamiast realnej ochrony. Każdy dzień tej gry to dzień, w którym polskie państwo jest ślepe na rynku, gdzie prawdziwi ludzie tracą prawdziwe pieniądze. Reszta to opakowanie.
Udostepnij artykul
Autor
Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.
