Andrzej Przyłębski był zarejestrowany w latach 1979-80 jako tajny współpracownik SB o pseudonimie “Wolfgang” – tak wynika z udostępnionej w IPN teczki współpracy. Wszystko wskazuje na to, że skłamał w oświadczeniu lustracyjnym. Politycy PO domagają się jego natychmiastowego odwołania. – Nie może być tak, że osoba, nad którą ciąży zarzut kłamcy lustracyjnego, pełni tak istotną funkcję – mówi poseł Michał Szczerba.

TW na placówce w Berlinie to kompromitacja MSZ

– Witold Waszczykowski kompromituje ministerstwo i traci czas na brukselską intrygę z nierealnym kandydatem, a nie wyciąga konsekwencji wobec osoby, która jest skompromitowana w dyplomacji i przynosi Polsce bardzo zły wizerunek – mówi poseł PO Andrzej Halicki.

Dlatego PO żąda wyciągnięcia odpowiedzialności i jak najszybszego wniosku o dymisję ambasadora Przyłębskiego.

Poseł Platformy Michał Szczerba apeluje też do Andrzeja Dudy: – Prezydent stoi na straży bezpieczeństwa państwa. Jak zapewnia to bezpieczeństwo, mając na placówce w Berlinie człowieka, który jest najprawdopodobniej kłamcą lustracyjnym?

Andrzej Przyłębski to mąż pełniącej funkcję prezesa Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Czy pani sędzia wiedziała o współpracy męża z SB? To kolejne ważne w tej sprawie pytanie.

Teczka TW “Wolfgang”

Według akt zachowanych w IPN, Andrzej Przyłębski wyraził zgodę na współpracę z SB 9 czerwca 1979 roku w pokoju hotelu “Konin” w Koninie. W teczce zachowało się pisemne zobowiązanie Przyłębskiego do współpracy. „Kierując się patriotycznym obowiązkiem i chcąc przyczynić się w miarę moich możliwości do utrzymania ładu i porządku w PRL i triumfu prawdy, wyrażam zgodę na udzielanie pomocy Służbie Bezpieczeństwa. Fakt ten zachowam w całkowitej tajemnicy. Będę rzetelnie i starannie relacjonował interesujące SB zdarzenia i fakty. Obieram sobie pseudonim Wolfgang. Andrzej Przyłębski” – napisał Przyłębski.

Teraz w wywiadzie udzielonym portalowi wPolityce tłumaczy się tak: “Niewykluczone, że szantażowany na okoliczność niewydania paszportu mogłem podpisać jakieś zobowiązanie”.

Oświadczenie lustracyjne do kontroli

Sprawa sygnatury w IPN “jest znana” MSZ – taką informację podało samo ministerstwo w oficjalnym komunikacie. Jednocześnie informuje, że “ambasador Andrzej Przyłębski przechodził kilkakrotnie standardową procedurę sprawdzającą, dokonaną przez właściwe w tej kwestii służby. Chcielibyśmy podkreślić, że za procedurę nie odpowiada Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Nie zajmuje się ono również kwestiami lustracyjnymi”.

Problem w tym, że oświadczenie lustracyjne Przyłębskiego do tej pory nie zostało zweryfikowane. Według komunikatu Biura Lustracyjnego IPN, jego oświadczenie lustracyjne wpłynęło do biura 18 lipca 2016 roku. Biuro nie wdrożyło jeszcze procedury weryfikującej, a wcześniej Przyłębski nie składał oświadczenia lustracyjnego.

– Wobec dużego zainteresowania sprawą rzekomej współpracy Andrzeja Przyłębskiego z SB Biuro Lustracyjne IPN przystąpi do niezwłocznego zbadania jego oświadczenia lustracyjnego. Możliwe jest też wystąpienie przez ambasadora RP w Berlinie z wnioskiem o autolustrację – mówi dyrektor poznańskiego IPN Rafał Reczek.


Zdjęcie główne: ambasador Andrzej Przyłębski, Fot. Ambasada RP w Berlinie