Polska

Piesiewicz w kajdankach, Patek w worku. Dziś runął ostatni filar pisowskiego mitu

Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny
27 sierpnia 2026, 16:370 wyswietlen
Udostepnij:

Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, protegowany Jacka Sasina i człowiek, który jeszcze wiosną groził Tuskowi sądem, został dziś rano zatrzymany. Służby weszły do jego domu. W tle zegarek Patek Philippe za 40 tysięcy euro, wyjazdy do Monako, bilety na mecze i giełda kryptowalut, która zostawiła po sobie setki milionów strat i tysiące oszukanych. To nie jest historia o jednym prezentie. To historia o tym, jak PiS zamieniło olimpijskie kółka w prywatny biznes.

Piesiewicz w kajdankach, Patek w worku. Dziś runął ostatni filar pisowskiego mitu

Zegarek, który miał być „zakupem na raty”

27 sierpnia 2026 r. funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali Radosława Piesiewicza w Warszawie. Potwierdził to minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Chodzi o śledztwo w sprawie Zondacrypto – giełdy, która w październiku 2025 roku została sponsorem generalnym PKOl, a kilka miesięcy później przestała wypłacać pieniądze.

Według ustaleń Wirtualnej Polski i TVN24 szef Zondacrypto Przemysław Kral kupił Patek Philippe Calatrava za 40 tys. euro. Faktura była na jego nazwisko. Dziewięć dni później spotkał się z Piesiewiczem w hotelu w Monako. Wieczorem prezes PKOl pisał: „Jesteś niesamowity”. „Jestem w szoku, dziękuję”.

Piesiewicz twierdzi, że zapłacił gotówką, w ratach. Kral tylko „pomógł kupić”. Prokuratura dziś sprawdza, czy to korzyść majątkowa. Zegarek – jak donoszą media – został znaleziony podczas przeszukania. Będzie dowodem.

To nie jedyny prezent. Wyjazdy do Monako i Bergamo, hotele, bilety na mecze dla niego i bliskich. Szacunkowa wartość udokumentowanych korzyści: 190–216 tys. zł. W zamian – według świadków – Piesiewicz miał obiecywać wstawiennictwo u Tomasza Chróstnego z UOKiK i u Mateusza Morawieckiego. Obaj zaprzeczają.

To nie afera o zegarek. To afera o układ

Piesiewicz nie spadł na PKOl z nieba. Przez lata był człowiekiem Jacka Sasina. Pożyczał mu pieniądze na schody. Wpłacał na PiS. Jego spółka Radam w czasach, gdy Sasin trzymał pieczę nad spółkami Skarbu Państwa, nagle zaczęła notować miliony przychodów. Żona prezesa PKOl w Pekao SA – banku wtedy kontrolowanym przez ludzi PiS – zarobiła fortunę za pół roku.

Gdy w 2023 roku Piesiewicz obejmował PKOl, w środowisku sportowym szeptano wprost: obiecywał pieniądze ze spółek Sasina. Dziś Sasin mówi „co mnie to obchodzi”. Typowe. Gdy układ działa, wszyscy są przyjaciółmi. Gdy służby pukają do drzwi – nikt nikogo nie zna.

Zondacrypto nie weszło do PKOl przypadkiem. W październiku 2025 roku, gdy PiS już wiedziało, że traci władzę, na budynku Centrum Olimpijskiego im. Jana Pawła II zawisł neon „Zondacrypto”. Sportowcom obiecano nagrody w tokenach. Potem tokeny stały się bezwartościowe. Giełda padła. Straty? Najpierw 350 mln zł. Później media pisały nawet o 2,4 mld. Tysiące poszkodowanych. Olimpijczycy czekali na pieniądze, które miały być „innowacyjne”.

Rząd Tuska od miesięcy mówi o powiązaniach Zondacrypto z opozycją narodową, zorganizowaną przestępczością i rosyjskimi służbami. Piesiewicz jeszcze w kwietniu tłumaczył, że „działał w dobrej wierze” i że to rząd powinien był ostrzec. Groził pozwem. Dziś sam siedzi w prokuraturze.

Hipokryzja warta więcej niż Patek

Najmocniejszy punkt tej historii nie leży w Monako. Leży w kwietniu 2026 roku, gdy Piesiewicz publicznie przyznawał, że sam stracił około miliona złotych na Zondacrypto. I zapowiadał, że jeśli giełda padnie, pójdzie z roszczeniem do rządu. Do tego samego rządu, który teraz go zatrzymuje.

Człowiek, który miał pilnować olimpijskiego wizerunku Polski, inwestował prywatnie u sponsora, od którego brał prezenty, i jednocześnie obiecywał mu polityczne wstawiennictwo. Potem, gdy piramida runęła, ogłosił się ofiarą. To nie jest naiwność. To model działania, który PiS przez osiem lat wdrażało w sporcie, mediach i spółkach: lojalność wobec swoich, pieniądze od „innowacyjnych” sponsorów, a gdy wybuchnie – krzyk o politycznych prześladowaniach.

Minister sportu Jakub Rutnicki powiedział wprost: taka osoba nigdy nie powinna być prezesem PKOl. Piesiewicz skompromitował polski olimpizm. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński nazwał go symbolem skrajnej korupcji w ruchu olimpijskim. To nie jest język „nagonki”. To język sprzątania.

Co dalej? Kral sypie, PiS milczy, ofiary czekają

Przemysław Kral współpracuje z prokuraturą. Chce złagodzenia wyroku. To oznacza, że kolejne nazwiska mogą paść. Media już piszą o serii zatrzymań. W tle jest też Telewizja Republika, która miała swoje własne, bardzo konkretne relacje z człowiekiem z Zondacrypto.

PiS na razie reaguje klasycznie: „a Domański?”, „a Gawkowski?”, „polityczne polowanie”. To stary numer. Gdy ich ludzie siedzą, zawsze okazuje się, że winny jest ktoś z drugiej strony. Tymczasem 30 tysięcy ludzi straciło oszczędności. Sportowcy nie dostali nagród. A prezes PKOl jeździł do Monako i dziękował za zegarek.

Obecny rząd nie musi udowadniać, że „czyści”. Wystarczy, że pozwala prokuraturze pracować. Po latach, w których sport był przedłużeniem układów z Nowogrodzkiej i spółek Sasina, to już jest rewolucja.

Radosław Piesiewicz przez lata sprzedawał się jako menedżer, który „ściąga pieniądze do sportu”. Dziś widać, do czyjej kieszeni te pieniądze naprawdę płynęły. Zegarek Patek Philippe to tylko błyskotka. Prawdziwy rachunek wystawili ci, którzy uwierzyli, że olimpijskie kółka i patriotyczne hasła chronią przed piramidą finansową.

Dziś ten rachunek trafił na biurko prokuratora. I to jest jedyna dobra wiadomość w tej historii.

Udostepnij artykul

Zespół redakcyjny

Autor

Zespół redakcyjny

Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz

🏖️Last minuteMapa burz📚Komiksy