Piesiewicz idzie za kraty!
Pięć rano, Katowice. Tylne wyjście sądu, radiowóz, zero kamer. Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, znika w aucie po nocy, która skończyła się jednym werdyktem: trzy miesiące aresztu. Sąd uznał, że na wolności może zacząć czyścić ślady.

Kilka godzin wcześniej ten sam człowiek jeszcze obiecywał dziennikarzom, że „niedługo się zobaczymy”. Sąd z tym zdaniem nic nie zrobił. Zrobił coś innego: wsadził go do aresztu.
Sąd pracował do świtu. Potem tylko tylne drzwi
Posiedzenie ruszyło około północy. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód rozpatrywał wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie. Skład nie spieszył się z decyzją. Dopiero po 5.00 sprawa była zamknięta.
Rzeczniczka Prokuratora Generalnego Anna Adamiak nie owijała: katowicki sąd orzekł trzymiesięczny areszt dla szefa PKOl. Podstawy? Duże prawdopodobieństwo, że doszło do obu zarzucanych czynów, oraz obawa matactwa. Do tego dochodziła przesłanka surowej kary.
Po ogłoszeniu decyzji Piesiewicza nie wyprowadzono głównym wejściem. Policja zabrała go tylnym wyjściem i odjechała. Adwokat do mediów nie wyszedł. Reszta uczestników posiedzenia też milczała.
„Zapłaciłem za zegarek. Do czego mam się przyznawać?”
Zanim zniknął w gmachu, zdążył jeszcze zagrać rolę człowieka skrzywdzonego.
– Czuję się niewinny. To było pierwsze pytanie, na które musiałem odpowiedzieć – mówił przed wejściem. Przyznał, że ostatnie godziny były „niczym sympatycznym”. Potem poszedł w konkrety, które teraz będą wracać jak bumerang: stracił 200 tysięcy euro, zegarek kupił sam, a teza prokuratury o odzyskaniu pieniędzy z Zondacrypto to „cała nieprawda”. – Nie ma tych przelewów – twierdził.
Sąd wysłuchał tego w nocy. I i tak zastosował najcięższy środek.
Dwa zarzuty, kajdanki i wniosek, którego nie dało się odkręcić
Zatrzymano go w czwartek rano w Warszawie. CBZC działało na zlecenie śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej. Tego samego dnia w Katowicach usłyszał dwa zarzuty:
płatna protekcja (art. 230 § 1 k.k.) – od pół roku do ośmiu lat więzienia,
faworyzowanie wierzycieli przy grożącej niewypłacalności (art. 302 § 1 k.k.) – grzywna, ograniczenie wolności albo do dwóch lat.
Nie przyznał się. Złożył obszerne wyjaśnienia. Przesłuchanie przeciągnęło się na piątek. Po południu wyszedł z prokuratury w kajdankach. Chwilę później Waldemar Żurek ogłosił wniosek o trzy miesiące aresztu. Sąd nie musiał długo szukać podstaw: materiał, obawa matactwa, wysokość grożącej kary.
Zegarek Patek, Monako i pieniądze, których inni nie wyciągnęli
Cała ta noc nie wzięła się znikąd. Zondacrypto, od października 2025 r. generalny sponsor PKOl, runęła wiosną. Śledztwo ruszyło 17 kwietnia. Na starcie szkody liczono na co najmniej 350 mln zł. Później media mówiły nawet o 2,4 mld. Zawiadomień są tysiące.
Wątek Piesiewicza rozkręciło śledztwo WP i „Superwizjera”. Szef giełdy Przemysław Kral miał wręczyć prezesowi PKOl Patek Philippe Calatrava za 40 tys. euro – około 172 tys. zł. Do tego wyjazdy do Monako i Bergamo, hotele, bilety na mecze dla niego i bliskich. Łącznie korzyści szacowane na 190–216 tys. zł. W zamian – według ustaleń – miało pójść wstawiennictwo w UOKiK i u Mateusza Morawieckiego. Obaj mówią: nic takiego nie było.
Piesiewicz powtarza jedną wersję: zegarek kupił za swoje, gotówką, Kral tylko pomógł. Drugi zarzut uderza w inną historię – że wyciągnął swój kapitał z giełdy, gdy reszta klientów już nie mogła. On odpowiada, że nic nie odzyskał. Śledczy przy czynnościach zabezpieczyli m.in. zegarek, telefon i 34 tys. zł w gotówce.
To nie wyrok. To kłódka na trzy miesiące
Kral po upadku giełdy wyjechał z kraju. Śledztwo połączono z zaginięciem założyciela Zondacrypto, Sylwestra Suszka. Prokuratura powtarza, że sprawa jest rozwojowa.
Areszt nie oznacza, że Piesiewicz został skazany. Oznacza coś prostszego i twardszego: sąd nie chce, żeby prezes PKOl przez najbliższe trzy miesiące kręcił się na wolności i układał wersję wydarzeń. W nocy z piątku na sobotę Katowice powiedziały mu „nie”. Teraz nie obiecuje już spotkania przed kamerami. Siedzi.
Udostepnij artykul
Autor
Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.
