Polska

Petru bierze pod lupę państwowe spółki

Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny
29 sierpnia 2026, 17:360 wyswietlen
Udostepnij:

Ryszard Petru chce zrobić wielki przegląd majątku państwa. W jednym miejscu mielibyśmy zobaczyć, jakie spółki, udziały i inwestycje należą do państwa, jakie przynoszą wyniki i – co najważniejsze – dlaczego w ogóle nadal powinny pozostawać w publicznych rękach. Pomysł brzmi niewinnie: więcej jawności i mniej bałaganu. Krytycy już jednak pytają, czy za takim „remanentem” nie pojawi się kolejny krok: lista państwowych firm przeznaczonych do sprzedaży.

Petru bierze pod lupę państwowe spółki

Petru chce wiedzieć, co właściwie posiada państwo

Projekt przygotowała grupa posłów Klubu Parlamentarnego Centrum, a jego przedstawicielem jest Ryszard Petru. To ważne wyjaśnienie, bo „Centrum”, o którym mowa w sejmowych dokumentach, to klub parlamentarny, którego Petru jest wiceprzewodniczącym.

Pomysł jest na pierwszy rzut oka banalnie prosty. Dziś informacje o państwowym majątku są porozrzucane po różnych ministerstwach, rejestrach, dokumentach i sprawozdaniach. Obywatel, który chciałby ustalić, jakie dokładnie firmy kontroluje państwo, przez jakie spółki, fundusze i kolejne poziomy własności, może szybko ugrzęznąć w biurokratycznej dżungli.

Petru i posłowie Centrum chcą, by powstało jedno miejsce, w którym takie informacje byłyby uporządkowane i dostępne w cyfrowej formie.

Jeden portal zamiast polowania na dokumenty

Projekt zakłada publikowanie zbiorczych informacji o państwowym majątku w specjalnym portalu danych. Nie chodzi przy tym o kolejny kilkusetstronicowy PDF wrzucony gdzieś na stronę urzędu.

Dane miałyby być zapisane w otwartym formacie, który można łatwo przeszukiwać i analizować komputerowo. Dzięki temu można byłoby znacznie łatwiej prześledzić także skomplikowane konstrukcje, w których jedna państwowa spółka posiada udziały w kolejnej, ta w następnej, a część pieniędzy znajduje się jeszcze w funduszach.

Dla dziennikarzy, analityków czy organizacji patrzących władzy na ręce byłaby to spora zmiana. Zamiast tygodni szukania dokumentów można byłoby znacznie szybciej zobaczyć, gdzie naprawdę znajdują się państwowe pieniądze.

Ale Petru chce czegoś jeszcze. Rząd ma się tłumaczyć

I właśnie tutaj robi się politycznie znacznie ciekawiej.

Projekt przewiduje, że Rada Ministrów miałaby regularnie przedstawiać Sejmowi informacje o działalności i wynikach państwowych przedsiębiorstw oraz spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Nie tylko: „mamy tyle i tyle akcji Orlenu czy innych firm”. Rząd miałby również przedstawiać uzasadnienie celowości dalszego zaangażowania państwa.

Po ludzku: trzeba byłoby odpowiedzieć na pytanie, po co państwo nadal jest właścicielem danej firmy.

I właśnie ten fragment projektu budzi największe emocje.

Czy to początek wielkiej wyprzedaży?

Nie. Przynajmniej nie wynika to z samego projektu ustawy.

Projekt nie nakazuje sprzedaży państwowych spółek i nie tworzy automatycznej listy firm do prywatyzacji. Może jednak dostarczyć argumentów do takiej dyskusji.

Jeżeli bowiem każdego roku rząd będzie musiał pokazać wyniki firmy i wyjaśnić, dlaczego państwo nadal powinno ją posiadać, bardzo szybko może pojawić się pytanie: skoro spółka zarabia słabo, kosztuje dużo i działa na rynku, na którym funkcjonują prywatni konkurenci, to może należy ją sprzedać?

Klub Jagielloński właśnie przed tym ostrzega. Autorzy analizy przypominają, że Ryszard Petru od lat jest zwolennikiem ograniczania udziału państwa w gospodarce i obawiają się, że pozornie techniczny przegląd może stworzyć intelektualne i polityczne podłoże pod przyszłą prywatyzację.

Bo nie wszystko, co państwowe, musi zarabiać

Tu krytycy Petru podnoszą argument, którego nie można zbyć jednym machnięciem ręki.

Państwowa firma nie zawsze istnieje wyłącznie po to, żeby maksymalizować zysk. Kolej może utrzymywać połączenie do niewielkiego miasta, choć z punktu widzenia czystego rachunku ekonomicznego nie jest ono opłacalne. Państwowy podmiot może utrzymywać strategiczne zapasy, produkcję albo infrastrukturę potrzebną krajowi na wypadek kryzysu.

Gdyby patrzeć wyłącznie na tabelkę „przychody, koszty, zysk”, takie przedsiębiorstwo może wyglądać fatalnie. Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa albo jakości życia mieszkańców jego działalność może jednak mieć ogromny sens.

Dlatego Klub Jagielloński zarzuca projektowi Petru, że zbyt mocno patrzy na państwowe firmy przez okulary finansisty, a zbyt słabo uwzględnia ich społeczną czy strategiczną rolę.

Jest jeszcze jeden paradoks: Petru chce jawności, ale nie wszystkiego

Autorzy analizy zwracają uwagę na inną słabość projektu. Skoro już państwo ma otwierać swoje księgi, można byłoby pójść znacznie dalej.

W jednym systemie mogłyby znaleźć się na przykład informacje o wydatkach państwowych firm na reklamę i sponsoring, wynagrodzeniach władz spółek, składach rad nadzorczych czy zakupach dokonywanych przez państwowe przedsiębiorstwa.

To właśnie tam często pojawiają się pytania o polityczne nominacje, gigantyczne kontrakty czy pieniądze wydawane bez dostatecznej kontroli społecznej.

Projekt Centrum nie tworzy aż tak szerokiego systemu prześwietlania spółek.

Co więcej, poza jego głównym zasięgiem pozostają spółki samorządowe – wodociągi, przedsiębiorstwa komunikacyjne, firmy śmieciowe czy inne lokalne podmioty kontrolowane przez miasta i gminy. A właśnie wokół nich od lat pojawiają się zarzuty dotyczące politycznych nominacji i braku przejrzystości.

Remanent państwa. I dopiero potem zacznie się prawdziwa awantura

Na razie więc Petru nie wystawia państwowych firm na Allegro. Chce przede wszystkim zrobić coś w rodzaju wielkiego remanentu państwowego majątku: policzyć go, uporządkować, pokazać obywatelom i zmusić rząd do regularnego odpowiadania na pytanie, po co konkretne aktywa nadal znajdują się w publicznych rękach.

Trudno protestować przeciwko samej jawności. Problem zacznie się chwilę później.

Bo kiedy już na jednym ekranie pojawi się lista państwowych spółek, ich wyniki i uzasadnienie ich istnienia, politycy dostaną do ręki bardzo wygodne narzędzie. Jedni powiedzą: „Widzicie? To trzeba sprzedać”. Drudzy odpowiedzą: „Tego sprzedać nie wolno, bo państwo to nie fundusz inwestycyjny”.

I właśnie wtedy techniczny z pozoru pomysł Ryszarda Petru może zamienić się w jedną z najciekawszych gospodarczych awantur tej kadencji.

Udostepnij artykul

Zespół redakcyjny

Autor

Zespół redakcyjny

Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz

🏖️Last minuteMapa burz📚Komiksy