Felieton

Nawrocki wścieka się, bo jest słaby, wystraszony i bezradny

Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny
2 listopada 2026, 10:090 wyświetleńTeraz czyta: 21 osób
Udostępnij:

W sobotę rano prezydent Rzeczypospolitej zażądał, żeby policja zniknęła z Trybunału Konstytucyjnego. W sobotę po południu policja wciąż tam stała. Nikt nie wykonał polecenia, nikt nie odpowiedział, nikt się nie przejął. Głowa państwa powiedziała na głos, czego chce, i dowiedziała się na głos, że to bez znaczenia. Nie ma mocniejszego świadectwa słabości niż żądanie, którego nikt nie zauważył. Wszystko, co Karol Nawrocki robi od tamtej nocy, to próba zagłuszenia tego jednego faktu krzykiem.

W 30 sekund: Najważniejsze fakty
Czas czytania: ~2 min
  • W sobotę rano prezydent Rzeczypospolitej zażądał, żeby policja zniknęła z Trybunału Konstytucyjnego.
  • W sobotę po południu policja wciąż tam stała.
  • Nikt nie wykonał polecenia, nikt nie odpowiedział, nikt się nie przejął.
Nawrocki wścieka się, bo jest słaby, wystraszony i bezradny

Zażądał. Nie posłuchali.

Zacznijmy od tego, co nie wymaga żadnej interpretacji, bo dzieje się na oczach wszystkich i da się sprawdzić w relacjach z tych dni. Prezydent publicznie wezwał, by siły przymusu opuściły teren Trybunału. Kordon został. Po południu stał tam, gdzie rano. Nie trzeba komentarza, wystarczy zegarek.

W polityce takie rzeczy mają konsekwencje twardsze niż awantura w drzwiach. Kto stawia publiczne żądanie i go nie wyegzekwuje, sam rysuje linię, na której kończy się jego sprawczość. Prezydent narysował ją własną ręką, przed kamerami, w ciągu jednego dnia.

Wszedł o pierwszej, wyszedł o piątej, nic się nie zmieniło

Potem było wejście do gmachu. Około pierwszej w nocy wszedł, około piątej rano wyszedł. Sędziowie zostali. Tego samego dnia sędzia Anna Korwin-Piotrowska wydała kolejne zarządzenia, więc jej kontrola nad instytucją po nocnej wizycie nie osłabła, lecz się umocniła. Druga próba wejścia Bogdana Święczkowskiego znów została zatrzymana przez policję. Cztery godziny obecności prezydenta nie przesunęły w tym budynku ani jednego biurka.

Pokażą nam te zdjęcia jeszcze sto razy, bo zdjęcia są mocne. Prezydent w drzwiach, ciasno, nerwowo, noc. Tylko że zdjęcie nie jest decyzją. Na końcu tej nocy nie było rozstrzygnięcia, było wyjście o piątej rano i komunikat, że wszyscy są bardzo zdeterminowani.

Przeciskał się przez drzwi, bo niczego innego nie miał

I tu jest sedno, którego obóz władzy prezydenckiej nie chce wypowiedzieć. Przez te kilkadziesiąt godzin prezydent wykonał trzy ruchy: wydał oświadczenie, zwołał konsultacje, a jego Kancelaria zapowiedziała zawiadomienia do prokuratury. Żadnego poważnego instrumentu konstytucyjnego. Nic, co by cokolwiek rozstrzygało.

Człowiek silny używa uprawnień. Człowiek bezradny używa własnego ciała w drzwiach, bo to jedyne, co mu zostało. Obecność nie zastępuje kompetencji, a nocna wizyta nie jest instrumentem prawnym. To jest teatr zbudowany z braku narzędzi i dlatego musi być tak hałaśliwy.

Prezydent, który składa zawiadomienie, że go szarpnęli

Największym kapitałem prezydentury w sporze rządu z Trybunałem była pozycja ponad sporem. Prezydent zlikwidował ją sam, w kilku zdaniach. Wszedł do środka i powiedział sędziom: „Państwo nie jesteście sędziami TK”. Jego Kancelaria zapowiedziała zawiadomienia o naruszeniu nietykalności prezydenta. Minister Marcin Przydacz nazwał sędziów bandytami.

Proszę to sobie wyobrazić. Głowa państwa, dysponująca aparatem, protokołem, ochroną i powagą urzędu, zgłasza, że została szarpnięta. Mówi o sobie językiem pokrzywdzonego. Z rozjemcy robi się strona, ze strony ofiara, a z ofiary petent w prokuraturze. I to nie przeciwnicy mu to zrobili.

Egzamin, który zorganizował mu prezes

Teraz rzecz, która w tej całej nocy jest najbardziej upokarzająca, a przeszła prawie bez echa. Pod Trybunałem, jeszcze przed wylądowaniem prezydenta, Jarosław Kaczyński powiedział: „I jeśli tylko on, bo to jest próba także dla niego, stanie na wysokości zadania i my staniemy na wysokości zadania, to zwyciężymy”.

Prezes partii publicznie ogłosił, że prezydent jest poddawany próbie, i zarezerwował sobie rolę tego, kto ocenia. Nie trzeba już niczego dowodzić, bo opis zależności podał nam sam Jarosław Kaczyński. Bogdan Święczkowski, zawieszony prezes Trybunału, zapowiedział po blokadzie, że wróci z prezydentem. I wrócił z prezydentem. Zostaje jedno pytanie: kto tam kogo przyprowadził.

Człowiek, który wie, że jest sprawdzany przez kogoś innego, zachowuje się dokładnie tak, jak zachował się prezydent. Robi za dużo, za szybko, za głośno, bo boi się oceny. Nie oceny wyborców. Oceny prezesa.

Zwołał swoich i przegrał u swoich

Potem przyszła część, której żadna oprawa już nie uratuje. Prezydent broni Święczkowskiego i legalności obecnego składu Trybunału. Zwołał konsultacje i wyszło z nich coś odwrotnego. Cztery ugrupowania, Polska 2050, Razem, Konfederacja i Rozwój Plus, poparły wymianę całego składu, czyli likwidację tego Trybunału, który prezydent uznaje za legalny. Szymon Hołownia stwierdził, że Trybunał w obecnej formie jest „nie do uratowania”, i wezwał prezydenta do bezpośrednich rozmów z premierem, co z gospodarza procesu zrobiło jedną ze stron negocjacji. Koalicja Obywatelska, Lewica i Centrum nie przyszły, więc nawet mediacji z tego nie było.

Zwołał naradę, żeby obronić swoją linię, a narada uwiarygodniła pomysł, który tę linię kasuje. Jeżeli to jest sukces, to proszę mi pokazać porażkę.

Samolot zawrócony po nic

Na deser szczegół, który mówi o proporcjach wszystko. Prezydent zawrócił samolot z lotu do Senegalu, żeby stanąć pod budynkiem w Warszawie. Przy wyniku zerowym nie nazywa się to determinacją. Nazywa się to utratą wyczucia skali. Misja zagraniczna poszła do kosza, a Trybunał rano wyglądał dokładnie tak samo jak wieczorem.

Dlaczego on tak krzyczy

Powiedzą, że to była odwaga, i część ludzi tak to odczuje. Komentarz Artura Bartkiewicza w „Rzeczpospolitej” mówi o zdecydowaniu i sile, także w sensie dosłownym. Tak się dziś czyta mocne obrazy i trzeba to uczciwie przyznać, bo spór o to, kto kogo szarpnął, nigdy nie zostanie rozstrzygnięty, a kolejny dzień takiej licytacji jest dla prezydenta wygodny. On się w tej szarpaninie dobrze czuje. Ona go trzyma w roli człowieka czynu.

Dlatego nie warto mu zarzucać braku manier, bo jego wyborcy odbiją tu każdy argument i jeszcze podziękują za widowisko. Warto zapytać o coś innego i pytać o to codziennie: co się właściwie udało. Żądanie zignorowane. Cztery godziny bez skutku. Konsultacje przegrane u własnych rozmówców. Egzamin ze strony przez prezesa partii. Zawiadomienie do prokuratury zamiast decyzji.

Krzyk nie jest dowodem siły. Krzyk jest tym, co zostaje, kiedy siły nie ma. Karol Nawrocki wścieka się nie dlatego, że jest groźny. Wścieka się dlatego, że w ciągu jednej nocy sam, przed kamerami, pokazał całemu krajowi granice swojej władzy, a teraz musi z tym żyć do końca kadencji.

Chciał zawrócić bieg historii, zawrócił tylko własny samolot…

Twoja reakcja na ten artykuł

Wyraź opinię jednym kliknięciem (1 reakcji)

Sonda czytelników

Czy zgadzasz się ze stanowiskiem przedstawionym w artykule?

Wybierz jedną z opcji, aby zobaczyć wyniki.Oddano łącznie: 1 głosów
Kanały bezpośrednie

Dołącz do społeczności wiadomo.co

Najważniejsze wiadomości, kulisy polityki i autorskie materiały wideo wysyłane natychmiast na Twój telefon.

Udostępnij artykuł

Zespół redakcyjny

Autor

Zespół redakcyjny

Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz