Nawrocki nie wybiera sędziów Trybunału i doskonale o tym wie
Karol Nawrocki stanął w poniedziałek przed kamerami i ogłosił, że w Polsce nie ma innej drogi do zostania sędzią niż przysięga złożona w jego obecności. Brzmi jak zdanie z podręcznika. W sprawie Trybunału Konstytucyjnego to jednak zwykła nieprawda. Konstytucja daje prezydentowi przy wyborze sędziów TK tyle władzy, ile ma kibic na trybunach przy rzucie karnym. Może patrzeć. Strzelać nie może.
- Karol Nawrocki stanął w poniedziałek przed kamerami i ogłosił, że w Polsce nie ma innej drogi do zostania sędzią niż przysięga złożona w jego obecności.
- Brzmi jak zdanie z podręcznika.
- W sprawie Trybunału Konstytucyjnego to jednak zwykła nieprawda.

Co właściwie powiedział prezydent
Poniedziałek, 19 października, Sala Kolumnowa Pałacu Prezydenckiego. Nawrocki wręcza nominacje sędziom sądów powszechnych i mówi do kamer: „Nie ma innej drogi w Polsce, nie ma innego doświadczenia ustrojowego, nie ma innego mechanizmu do zostania sędzią Rzeczypospolitej Polskiej, jak ten, aby złożyć przysięgę wobec prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, a więc w obecności prezydenta”. I dorzuca, że ludzie na sali „oficjalnie” zostali sędziami, bo „wybrany z woli narodu prezydent Rzeczypospolitej Polskiej tak zdecydował”.
Wobec tych konkretnych ludzi to akurat prawda. Tyle że nikt na sali nie miał wątpliwości, kto ich powołuje. Komunikat był wysłany gdzie indziej: do Trybunału Konstytucyjnego, do Macieja Berka i do czworga innych sędziów, których Sejm wybrał, a prezydent nie wpuszcza za próg. Cztery dni wcześniej, w wywiadzie dla Polsat News i Interii, Nawrocki mówił to bez owijania: „Takie osoby nie mogą być sędziami Trybunału Konstytucyjnego”.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek odpowiedział jednym zdaniem: gdy prezydent zrównuje akt powołania sędziego ze ślubowaniem w Trybunale, „nie myli pojęć”. „Celowo manipuluje”. Sprawdźmy, kto ma rację. Wystarczy przeczytać przepisy, które prezydent tak chętnie cytuje.
Dwadzieścia słów, ani jednego o prezydencie
Artykuł 194 ust. 1 Konstytucji brzmi tak: „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”.
Dwadzieścia słów. Jest Sejm, jest kadencja, są kwalifikacje. Prezydenta nie ma. Nie ma go ani w roli tego, kto wybiera, ani tego, kto zatwierdza, ani tego, kto ma coś do powiedzenia.
Dla porównania artykuł 179, o sędziach zwykłych sądów: „Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony”. Tu prezydent jest, czarno na białym. To właśnie ten przepis Nawrocki wykonywał w poniedziałek. I to właśnie ten przepis próbuje nam podłożyć tam, gdzie go nie ma.
Dwa różne urzędy, dwie różne procedury. Sędziego sądu rejonowego robi prezydent. Sędziego Trybunału robi Sejm. Wrzucanie ich do jednego worka pod hasłem „sędziowie Rzeczypospolitej” to sztuczka, a nie pomyłka. Prawnik z kancelarii prezydenta tę różnicę zna z pierwszego roku studiów.
Gdzie Konstytucja chciała prezydenta, tam go wpisała
Twórcy Konstytucji z 1997 roku dokładnie wiedzieli, co dają głowie państwa. W artykule 144 wypisali listę prezydenckich prerogatyw, czyli rzeczy, które prezydent robi sam, bez podpisu premiera. Punkt 17: „powoływanie sędziów”. Chodzi o sędziów sądów, tych z artykułu 179. Punkt 21: „powoływanie Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego”.
Czyli w Trybunale prezydent wskazuje szefa i jego zastępcę, i to też nie dowolnie, tylko spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne sędziów TK (art. 194 ust. 2). Na tym jego rola się kończy. Gdyby ustrojodawca chciał, żeby prezydent decydował także o zwykłych sędziach Trybunału, napisałby to w tym samym artykule, linijkę niżej. Nie napisał.
Przysięga to nie weto
Skąd więc w ogóle ta prezydencka obecność? Z ustawy, nie z Konstytucji. Ustawa o statusie sędziów TK z 2016 roku, uchwalona zresztą przez PiS, mówi w art. 2: „Sędziego Trybunału wybiera Sejm”. Dopiero w art. 4 pojawia się przysięga, którą wybrana osoba składa „wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Art. 5 dodaje, że stosunek służbowy powstaje po ślubowaniu.
Kolejność jest jasna. Najpierw Sejm wybiera, potem wybrany ślubuje. Przysięgę składa sędzia, a nie prezydent. Ustawa nigdzie nie pisze, że prezydent „przyjmuje” ślubowanie, „akceptuje” je albo „może odmówić”. Nie daje mu żadnego prawa do oceny, czy kandydat mu się podoba.
I tu dochodzimy do sedna. Ustawa stoi niżej niż Konstytucja. Nawrocki sam to w poniedziałek podkreślał, powołując się na artykuły 8 i 87. Artykuł 8 mówi: „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”. Skoro tak, to zwykła ustawa nie może dać prezydentowi władzy, której Konstytucja mu nie dała. Uroczystość w Pałacu nie może stać się wetem wobec decyzji Sejmu.
Wystarczy pociągnąć prezydencką logikę do końca. Jeśli bez jego obecności nie ma sędziego, to każdy prezydent może po prostu nie przychodzić. Rok, dwa, dziewięć. Trybunał pustoszeje, kadencje mijają, Sejm wybiera, a w Pałacu nikt nie odbiera telefonu. Taki prezydent sam układałby skład Trybunału, wpuszczając tylko tych, których lubi. Konstytucja, która w artykule 10 opiera państwo na podziale władz, nie mogła tego chcieć.
Tę sprawę rozstrzygnięto jedenaście lat temu
Nawrocki nie jest pierwszy. W 2015 roku Andrzej Duda odmówił przyjęcia ślubowania od trzech sędziów prawidłowo wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji: Romana Hausera, Andrzeja Jakubeckiego i Krzysztofa Ślebzaka. Trybunał Konstytucyjny wydał wtedy wyrok o sygnaturze K 34/15. W sentencji napisał, że przepis o ślubowaniu, rozumiany inaczej „niż przewidujący obowiązek Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego Trybunału wybranego przez Sejm, jest niezgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji”.
Obowiązek. Niezwłocznie. Nie „jeśli prezydent uzna”, nie „po analizie”. Kancelaria Nawrockiego, co zakrawa na kpinę, powołuje się dziś na ten sam wyrok, wyciągając z uzasadnienia furtkę na „istotne wątpliwości”. Sentencja, czyli ta część wyroku, która wiąże, mówi coś dokładnie odwrotnego.
Jak skończyła się tamta historia, wiemy. Trzej sędziowie nigdy nie orzekali, ich miejsca zajęli ludzie wybrani przez PiS, a w 2021 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce orzekł, że skład z udziałem tak wybranej osoby nie jest sądem ustanowionym ustawą. Od tamtej pory ciągnie się chaos, za który, jak mówi dziś Nawrocki, on „nie odpowiada”. Właśnie dokłada do niego własną cegłę.
Europa mówi to samo, i to w tym miesiącu
Komisja Wenecka, organ doradczy Rady Europy złożony z konstytucjonalistów, przyjęła 9 i 10 października opinię dokładnie w tej sprawie. Wniosek: prezydent ma niezwłocznie odbierać ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm. „Nie może kontrolować ich wyboru ani oceniać ich kwalifikacji”. A jeśli odmawia albo zwleka, sędziowie „mogą dopełnić tej formalności bez jego fizycznego udziału”, o ile zachowają istotę ślubowania i przekażą je prezydentowi.
Dokładnie tak zrobił Maciej Berek 14 października w Sejmie: złożył ślubowanie z formułą „wobec prezydenta”, a pisemną rotę z notarialnie poświadczonym podpisem wysłał do Kancelarii Prezydenta. Tak samo w kwietniu zrobiło czworo sędziów wybranych w marcu: Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski i Marcin Dziurda. Nawrocki o Komisji Weneckiej mówi, że „bardzo jej dziękuje za opinię”, ale opinia „nie stanowi zmiany prawa w Polsce”. Ma rację. Prawa w Polsce nie zmienia też prezydent, który postanowił nie przychodzić.
Wcześniej, 6 maja, Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wobec Polski środek tymczasowy w sprawie tej czwórki. Nakazał władzom, by „powstrzymały się od utrudniania podejmowania i wykonywania obowiązków sędziowskich”. Zakaz dotyczy także prezesa TK Bogdana Święczkowskiego, który na podstawie prezydenckiej blokady nie dopuszcza ich do orzekania.
A wyrok, że prezydent nie musi?
Obrońcy Pałacu wyciągną tu asa z rękawa. W maju 2026 roku Trybunał pod przewodnictwem Bogdana Święczkowskiego, na wniosek posłów PiS, uznał, że przepis nakładający na prezydenta obowiązek odebrania ślubowania jest niezgodny z Konstytucją. Sprawozdawca tłumaczył, że „wobec” znaczy „w obecności”, a skuteczność ślubowania zależy od woli prezydenta.
Trzeba to powiedzieć uczciwie: taki wyrok zapadł i PiS będzie nim machać. Trzeba też powiedzieć, czego jest wart. Po pierwsze, wydał go Trybunał, którego orzeczeń rząd od 2024 roku nie publikuje, a który sam ma w składzie problem opisany przez Strasburg. Po drugie, zapadł mimo środka tymczasowego ETPCz. Po trzecie, zdania odrębne złożyli dwaj sędziowie wybrani jeszcze w czasach rządów PiS, Rafał Wojciechowski i Jarosław Wyrembak. Po czwarte, i najważniejsze: wyrok mówi wprost, że to od woli prezydenta zależy, kto zostanie sędzią Trybunału. A to jest dokładnie to, czego artykuł 194 nie przewiduje. Jeśli wola prezydenta decyduje o składzie TK, to TK nie jest już wybierany przez Sejm. Jest wybierany przez Pałac, z Sejmem w roli doradczej.
Prezydent sam sobie zaprzeczył
Najzabawniejsze w całej sprawie jest to, że Nawrocki przyznał rację swoim przeciwnikom w tym samym wywiadzie, w którym ich atakował. Pytany o zarzut, że Berek nie ma wymaganego stażu jako radca prawny, powiedział: „Oczywiście to Sejm powinien zweryfikować doświadczenie zawodowe pana ministra Berka”.
Oczywiście, że Sejm. Bo to Sejm wybiera. Jeśli Berek nie spełniał wymogów, to jest pytanie do Sejmu, do posłów, ewentualnie do sądów. Nie do prezydenta, który przy tej procedurze stoi z boku. Wątpliwość co do stażu może być realna i warto ją wyjaśnić. Nie daje jednak prezydentowi prawa, by samemu orzec, że ktoś sędzią nie jest.
Licznik na dziś: obecny Sejm wybrał do Trybunału osiem osób. Nawrocki odebrał ślubowanie od trzech: Magdaleny Bentkowskiej, Dariusza Szostka i Sławomira Patyry. Pięć zablokował. Sam wybiera, kto wchodzi, a kto czeka pod drzwiami. Ośmioro sędziów nazwało to w oświadczeniu z 16 października „arbitralną próbą selekcji”.
Po co ten cyrk
Odpowiedź Nawrocki dał sam. Mówi o „resecie” Trybunału i o tym, że zbliża się „w sposób konsekwentny do roku 2027, do jesieni”. Jesienią 2027 roku są wybory parlamentarne. Moja interpretacja jest prosta: chodzi o to, żeby do wyborów nie wpuścić do Trybunału ludzi wybranych przez obecną większość, a potem liczyć na nowy Sejm. Prezydent tego tak nie nazwał, ale trudno inaczej czytać jego kalendarz.
Wszystko to podane jest w opakowaniu z wielkich słów o przysiędze, narodzie i szacunku dla sędziów. Pod opakowaniem leży prosta sztuczka: wziąć przepis o sędziach sądów powszechnych, przykleić go do Trybunału i powtarzać do kamer tak długo, aż ludzie uwierzą, że prezydent mianuje sędziów TK.
Nie mianuje. Wystarczy otworzyć Konstytucję na artykule 194 i policzyć, ile razy pada tam słowo „prezydent”. W ustępie pierwszym ani razu.
Twoja reakcja na ten artykuł
Wyraź opinię jednym kliknięciem (1 reakcji)
Czy zgadzasz się ze stanowiskiem przedstawionym w artykule?
Dołącz do społeczności wiadomo.co
Najważniejsze wiadomości, kulisy polityki i autorskie materiały wideo wysyłane natychmiast na Twój telefon.
Udostępnij artykuł
Autor
Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.
