Reklama

Aby chrześcijańsko-demokratyczna partia była w Polsce moralnie wiarygodna, nie może pominąć jasnego potępienia napełniających wstydem i oburzeniem przestępstw, jakich dopuścili się katoliccy księża i biskupi – pisze Marek Abramowicz. Dotyczy to zwłaszcza gwałtów popełnionych na dzieciach oraz faktów ich kłamliwego negowania lub ukrywania. Zwłaszcza chadecy muszą domagać się, zarówno od władz państwowych, jak i kościelnych, aby wszyscy skrzywdzeni przez księży uzyskali od instytucjonalnego Kościoła przewidziane przepisami prawa rekompensaty.

Prawo i Sprawiedliwość pragnie rządzić w Polsce samodzielnie, decydować o wszystkim. Dlatego ogranicza – do całkowitego zaniku – znaczenie, jakie powinny mieć w demokratycznym państwie prawa opozycyjne partie polityczne, sądy, wolne media i samorządy.

Na zewnątrz natomiast stara się zmarginalizować wpływ na polskie sprawy dwóch uniwersalnych, ponadnarodowych instytucji, do których Polska przynależy na mocy kulturowej tradycji oraz podpisanych traktatów: Kościoła rzymskiego i Unii Europejskiej.

Szyderczy śmiech szatańskiej pychy

Aby rządzić niepodzielnie, PiS chce mieć w swych rękach nie tylko całe państwo, ale także swoją własną, państwową religię – diabelską karykaturę katolicyzmu. Próbuje wejść na ołtarze i dlatego zwodzi łudzi odwieczną obietnicą splendorów i bogactwa, za cenę uległości wobec władcy, poddania się księciu tego świata (Mt 4:8-10): Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Na to odrzekł mu Jezus: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”.

Reklama

Jeśli się rozumie ten ostateczny polityczny cel rządzących, to nie powinno dziwić, że otwarcie antykatolicką, natarczywą i głośną propagandę słychać zwłaszcza w kwestii aksjologicznie najważniejszej: ponadnarodowej powszechności Kościoła rzymskiego, której świecką paralelą jest Unia Europejska, będąca wspólnotą chrześcijańskich narodów Europy, a którą przedstawiciele obozu władzy pogardliwie nazywają „wspólnotą wyimaginowaną” lub „multi-kulti”. Najbardziej zdecydowane opinie w tej kwestii, stanowiące wykładnię realizowanej polityki, wygłaszał Jarosław Kaczyński, a najbardziej bojowa była premier Beata Szydło. Ale podobnie brzmią wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, obecnego premiera Mateusza Morawieckiego, ministrów i różnych partyjnych oficjeli. Budzą nie tylko niesmak swą prostacką argumentacją, ale także grozę, są bowiem bluźnierczo sprzeczne z naukami Jezusa zawartymi w Ewangeliach. Wielu katolików słyszy w nich szyderczy śmiech szatańskiej pychy.

Pseudopatriotyczna, płytka intelektualnie bufonada

Działania rządzącego obozu doprowadziły już do rujnujących polską rację stanu konfliktów z Unią Europejską. Na froncie odchodzenia od europejskich wartości PiS-owi udaje się, jak dotąd, plan obustronnej marginalizacji: Polska już nic nie znaczy w Unii Europejskiej, a Unia nie ma praktycznie wpływu na polskie sprawy. Ale kolejnym, znacznie ważniejszym punktem tej polityki jest marginalizacja, a nawet negacja wartości chrześcijańskich, które ciągle mocno wiążą Polaków z Europą. W jawnej sprzeczności z nauką Jezusa rząd stara się wychować „nowych Polaków” w duchu nienawiści i pogardy do wszelkiej „inności”: nienawiści do innych narodów, pogardy dla innych światopoglądów, wstrętu do innych stylów życia. Nawet nieufności wobec innych języków: „Nie będą nam tu, w obcych językach”… Podstawą nowej moralności ma być oparta na historycznych kłamstwach pseudopatriotyczna oraz płytka intelektualnie, ośmieszająca nas w oczach świata, plemienna bufonada.

Jak się możemy ratować? Jakąkolwiek drogę wybierzemy, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że to Kościół może być naszym najpewniejszym sojusznikiem w zatrzymaniu zgubnej polityki wyprowadzania Polski z rodzinnej Europy. Otwarcie, choć jeszcze niezbyt jasno, z typową dla dyplomacji Kościoła ostrożnością, protestują przeciwko upolitycznianiu religii niektórzy polscy biskupi, niestety bardzo nieliczni, powołując się nie tylko na Ewangelie, ale także na nauczanie papieża Franciszka. Ale protestować powinien każdy katolik, bowiem katechizm nakazuje nam – jako uczynki miłosierne względem duszy – grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać. A więc – bójmy się Boga, opamiętajmy się, nie bądźmy bezczynni, upominajmy i pouczajmy! Wszyscy: biskupi, proboszczowie, zakonnicy i świeccy.

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego

Naszym obywatelskim zadaniem jako katolików jest ustawiczna troska i praca nad zapewnieniem tego, by działania świeckiego państwa oparte były na trzech wartościach ewangelicznych – wolności, równości i braterstwie. Wielu może się zdziwi: przecież wolność, równość, braterstwo to hasła Wielkiej Rewolucji Francuskiej, zdecydowanie, wręcz morderczo, antykościelnej! Tak, to prawda, Rewolucja była antykościelna, ale jej trzy sztandarowe hasła stanowiły kwintesencję chrześcijańskiej doktryny par excellence. Mają znacznie starszą proweniencję niż 14 lipca 1789. Pisał o tym powszechnym historycznym nieporozumieniu już nawet Adam Mickiewicz w I Księdze Pana Tadeusza:

(…) jacyś Francuzi wymowni
Zrobili wynalazek: iż ludzie są rowni;
Choć o tym dawno w Pańskim pisano zakonie
I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.
Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!
Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,
Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,
Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie.

 Wolność, równość, braterstwo, to jest streszczenie społecznego programu Jezusa z Nazaretu. Wolność jednostki wynika bowiem z naszej wolnej woli, największego daru, jaki otrzymaliśmy od Boga. Równość gwarantowana jest uniwersalnością naszej ludzkiej kondycji: wszyscy bez wyjątku jesteśmy dziećmi Boga: Polacy, muzułmańscy uchodźcy, Francuzi, Żydzi, poganie, lesbijki, geje, wegetarianie i cykliści… Bóg nie dzieli ludzi na swoich i obcych. Jezus rozpoczął swój ziemski los jako uchodźca – ucieczką do Egiptu. Braterstwo jest natomiast „najważniejszym przykazaniem”, co wiemy bezpośrednio od samego Jezusa (Mt 22:36-40): „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

Prawdziwie głosić naukę ubogiego żydowskiego rabina

Więc co i jak czynić konkretnie? W mojej wizji przyszłości Polski widzę konieczność istnienia, prócz innych partii politycznych, także PiS, dwóch partii dla tej wizji kluczowych: chrześcijańsko-demokratycznej (Hołowni?) i samorządowo-obywatelskiej (Trzaskowskiego?). Partii różnych i odrębnych, ale tworzących parlamentarną koalicję. Obie byłyby mocno zakotwiczone w polskiej tradycji i połączone bardzo silnymi więzami ze zjednoczoną Europą. Obie byłyby przyjazne religii, rozumiałyby i wspierały rolę Kościoła w Polsce: pierwsza z zasadniczych powodów światopoglądowych, druga z poszanowania kulturowej tradycji, wreszcie obie z rozumnego pragmatyzmu. W tej Polsce Kościół miałby wszelkie prawa i środki do pełnienia swej nadprzyrodzonej misji, będąc w rzeczywistym oddzieleniu od spraw, które powinny być wyłączną domeną władzy państwowej (np. w państwowych szkołach nie powinna być prowadzona powszechna katecheza).

Aby chrześcijańsko-demokratyczna partia była w Polsce moralnie wiarygodna, nie może pominąć jasnego potępienia napełniających wstydem i oburzeniem przestępstw, jakich dopuścili się katoliccy księża i biskupi. Dotyczy to zwłaszcza gwałtów popełnionych na dzieciach oraz faktów ich kłamliwego negowania lub ukrywania. Zwłaszcza chadecy muszą domagać się, zarówno od władz państwowych, jak i kościelnych, aby wszyscy skrzywdzeni przez księży uzyskali od instytucjonalnego Kościoła przewidziane przepisami prawa rekompensaty. Wszyscy winni muszą być sprawiedliwie ukarani przez prawo państwowe oraz, w drugiej kolejności, poddani wszystkim bez wyjątku kościelnym karom kanonicznym. To są rzeczy oczywiste: tak-tak, nie-nie. Nie ma od nich odwrotu.

Jednoznacznie powinno zostać także napiętnowane zgorszenie wywołane nieskromnym życiem niektórych kapłanów w nieewangelicznym, absurdalnym luksusie. Zresztą, całkiem niezależnie od problemów polityki i kondycji polskiego państwa niszczonego przez PiS, obecny stan rzeczy dotyczący win i błędów Kościoła musi ulec zmianie, jeśli Kościół chce prawdziwie głosić naukę Jezusa – ubogiego, skromnego, wędrownego żydowskiego rabina, przyjaźnie rozmawiającego z celnikami i nierządnicami. Nie trzeba do tego żadnej drastycznej reformy, Kościół doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Nie trzeba też jakiejś zasadniczej zmiany polskiego prawa lub Konstytucji: Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!

Proście, a będzie wam dane

Nie wiem, czy to się uda. Znam biskupów, którzy wcale nie są zachwyceni kulturalnym prostactwem PiS-u i jego odwracaniem się od Europy. Pogańska, plemienna ideologia jest im obca i wstrętna. Nie wiem, ani jak wielu ich jest, ani czy ich głos się w polskim Kościele liczy. Rozmawiajmy więc z biskupami i proboszczami często i szczerze, zastanawiajmy się, jak możemy wspólnie naprawić to, co PiS w katolickiej Polsce zepsuł. W tym smutnym i trudnym dla Polski czasie, prośmy o pomoc Kościół, naszego najbardziej naturalnego sprzymierzeńca. Bowiem powiedziane jest (Mt 7:7-8): Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.

Marek Abramowicz

Tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Odra” (10/2020)


Zdjęcie główne: Papież Franciszek, Fot. Flickr/European Parliament, licencja Creative Commons

Reklama