Reklama

To zaowocuje efektem mrożącym, który jest związany ze strachem i pewnym chaosem, a także niepokojem, który w szkole jest niepotrzebny. Nie można procesu dydaktycznego oprzeć na strachu – mówi nam wiceprzewodniczący ZNP Krzysztof Baszczyński. I dodaje: – Najpierw zniszczono ustrój szkolny reformą pani Anny Zalewskiej. Gdyby tego nie zrobiono, to dziś edukacja zdalna wyglądałaby zupełnie inaczej, bo właśnie struktura ma tu znaczenie. Teraz władza bierze się za kolejny segment, aby podporządkować sobie szkołę, jej pracownika, system w zakresie treści i programu. To urzędnik kuratoryjny ma decydować o tym, co w szkole może być, a co nie. To powrót do PRL.

JUSTYNA KOĆ: Opozycja wygrała głosowanie na komisji w sprawie lex Czarnek, czyli ustawy wprowadzającej zmiany w edukacji. Poczuł pan ulgę?

KRZYSZTOF BASZCZYŃSKI: Tak, poczułem ulgę i utwierdziłem się w przekonaniu, że jeśli opozycja wspólnie zadziała, to jest w stanie zatrzymać różne szalone pomysły Zjednoczonej Prawicy, a ten pomysł taki właśnie jest.

Dlaczego ten pomysł jest szalony?
Na ten projekt trzeba patrzeć przez pryzmat zapisów, które w sobie niesie. Proszę wziąć pod uwagę fakt, że ostatnie lata wypracowały pewien sposób, formułę prowadzenia szkoły. Mamy dość jasny podział, czym zajmuje się organ prowadzący, czyli samorząd, a czym powinien zajmować się kurator, czyli nadzór pedagogiczny. Bez wątpienia

Reklama

ta ustawa niszczy to, co przez wiele lat zostało wypracowane,

sprawdziło się i dało szkole, a co za tym idzie i uczniowi, i rodzicowi, i nauczycielowi spokój. A to spokój jest najbardziej potrzebny placówce oświatowej, jaką jest szkołą. Lex Czarnek tę, nazwijmy, harmonię współdziałania podmiotów burzy. Nie rozumiem, dlaczego w tak uprzywilejowany sposób jest postawiony nadzór pedagogiczny.

Pewne rozwiązania dotyczące szkoły zostały jeszcze przyjęte w latach 90., mówię o tym dlatego, że uprawnienia i kompetencje tych dwóch podmiotów zostały wtedy określone, ale ostatnie lata uzupełniły to, co było pewnym niedosytem. Wszyscy się na to zgodzili bez protestów, uważając, że tak być powinno. Żadna ze stron nie otrzymała więcej, niż wynikało to z potrzeb, można powiedzieć, wręcz ustrojowych, wynikających z potrzeb szkoły. I nagle pojawia się pan minister, który uważa, że to wszystko trzeba zburzyć i jeden z podmiotów – kuratora oświaty – wyposażyć w dodatkowe instrumenty.

Kurator będzie mógł wystąpić z wnioskiem o odwołanie dyrektora szkoły lub placówki bez wypowiedzenia, jeżeli nie zrealizuje zaleceń wydanych przez jego samego.
To zaowocuje efektem mrożącym, który jest związany ze strachem i pewnym chaosem, a także niepokojem, który w szkole jest niepotrzebny. Nie można procesu dydaktycznego oprzeć na strachu, ale to nie jedyne zmiany. Przypominam, że rząd przyjął nowelizację prawa w wydaniu byłego wiceministra sprawiedliwości pana Wójcika, który mówi, że jeżeli dyrektor przekroczy pewne „swoje uprawnienia”, to będzie mu grozić nawet więzienie do 3 lat. Na to trzeba jeszcze nałożyć to wszystko, co będzie wynikało z ustawy o tzw. sygnalistach, plus nowe rozwiązania dotyczące postępowań dyscyplinarnych.

Dyrektor będzie pod ogromnym obstrzałem i będzie się ciągle zastanawiał, czy może podjąć jakąkolwiek decyzję, bo może ona nie spodoba się wizytatorowi kuratoryjnemu.

Nie będzie już autonomii w podejmowaniu decyzji, tylko obawa, żeby nie naruszyć oczekiwań pani wizytator. Takim dobrym przykładem jest to, co zrobiła kurator Nowak w sprawie „Dziadów”, bo jej się nie podoba, to najlepiej dać zalecenie, aby młodzież nie uczestniczyła w tym spektaklu.

Także kurator będzie decydował o zajęciach dodatkowych, np. spotkaniach z ciekawymi ludźmi itd. Skoro to nadzór merytoryczny, to może to nie jest taki głupi pomysł?
To absurd, a do tego nakłada się jeszcze narrację, że to się robi po to, aby dać rodzicom prawo decydowania, jakie zajęcia pozalekcyjne, jakie spotkania z ciekawymi ludźmi mają się odbywać. Jeżeli ktoś tak mówi, to albo nie czytał tego projektu, albo ma złą wolę i wprowadza wszystkich w błąd. Przecież dzisiejsze zapisy prawne upodmiotawiają rodziców i to oni decydują, zanim dyrektor podejmie decyzję o wprowadzeniu jakiegoś stowarzyszenia czy ciekawego człowieka. Z projektu wynika, że co najmniej na dwa miesiące przed danym wydarzeniem dyrektor musi wysłać do kuratora prośbę wraz z planem działania i czekać na jego opinie i dopiero, jak będzie pozytywna, może przedstawić pomysł rodzicom. Zastanawiam się tylko, dlaczego te zmiany mają dotyczyć tylko szkół publicznych, a w niepublicznych już nie.

Po trzecie, minister edukacji wymyślił, że raz na kwartał będzie przekazywał do ZUS-u informacje o każdym chorym nauczycielu z wyszczególnieniem imienia, nazwiska, numeru PESEL, wykształcenia, stażu pracy, formy zatrudnienia, po to, aby analizować przyczyny choroby.

Przecież to jest inwigilacja,

po co to komu potrzebne. Wystąpiliśmy już do Inspektora Danych Osobowych o opinię i mamy na piśmie, że to jest przekroczenie tego, co nazywa się ochroną danych osobowych. Po co ta informacja ZUS-owi?!

Wracając do pierwszego pani pytania, tak, jestem bardzo zadowolony i możliwe, że tak się wszyscy mobilizujemy, że nie da się tej ustawy w ogóle wprowadzić.

Może ten rząd chce podporządkować szkoły tak jak próbuje to zrobić z sądami?
Najpierw zniszczono ustrój szkolny reformą pani Anny Zalewskiej. Gdyby tego nie zrobiono, to dziś edukacja zdalna wyglądałaby zupełnie inaczej, bo właśnie struktura ma tu znaczenie. No, ale trudno, przełknęliśmy to. Teraz władza bierze się za kolejny segment, aby podporządkować sobie szkołę, pracownika, system w zakresie treści, programu. To urzędnik kuratoryjny ma decydować o tym, co w szkole może być, a co nie.

To powrót do PRL, bo można powiedzieć, że kurator to przedłużenie władzy ministra.

Jak ZNP patrzy na obowiązkowe szczepienia dla nauczycieli, o których mówił minister zdrowia?
Na ten moment związek w ogóle nie zajął stanowiska w tej sprawie i nie wiem, czy zajmie, bo są tak sprzeczne informacje dotyczące obowiązkowych szczepień, że nie wiadomo, do czego się nawet odnosić. Proszę pamiętać jednak o tym, co związek zrobił do tej pory – kiedy pojawiły się szczepionki, zrobił wszystko, co możliwe, aby nauczyciele znaleźli się w grupie „zero” i efekt jest taki, że 80 proc. z nas jest zaszczepionych. Oczywiście uważamy, że trzeba się szczepić, ale jest to sprawa indywidualna.


Zdjęcie główne: Przemysław Czarnek, Fot. Flickr/Sejm RP/Łukasz Błasikiewicz, licencja Creative Commons

Reklama