Jeden nasz prompt zamiast 180 tysięcy. Ale Pani profesor wolała utopić Markę Polska
Wystarczyło jedno zdanie do AI, zero publicznych pieniędzy i kilka minut, żeby raport „Polaków portret własny” przestał być całkowitą kompromitacją. Pani profesor Barbara Mróz-Gorgoń z Wrocławia wolała go jednak najpierw wypuścić w świat, a potem – kiedy burza już szalała – po prostu zniknąć.

Wyobraźcie sobie scenę: leży sobie raport „Polaków portret własny” – ten sam, który w kilka godzin zrobił z Marki Polska międzynarodowy żart. Katowice w „północnym centrum”, pięciu noblistów (bo AI najwyraźniej nie ogarnęło, że jest ich więcej), młodzi Polacy płynnie gadający po mandaryńsku, angielskie wtręty typu „Despite RZECZYWISTYCH OSIĄGNIĘĆ”, numeracja przypisów z kosmosu i metodologia, która co stronę zmienia liczbę miast. Klasyka. Pani profesor Barbara Mróz-Gorgoń, świeżo upieczona pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polska, autorka i kierowniczka merytoryczna, dostała za całą tę operację (lub nie dostała – zależy, kogo słuchać) prawie 180–200 tys. złotych publicznych pieniędzy. I co? Zamiast wziąć ten dokument, wrzucić go w ChatGPT z prostym poleceniem:
„Weź raport (to ten co wywołał aferę w sieci), przeczytaj go dokładnie, wykryj wszystkie błędy formalne i językowe, a także logiczne i spróbuj go naprawić usuwając dane niewiarygodne i znajdując w potwierdzonych źródłach dane wiarygodne. Sprawdź bardzo dokładnie i w pętli wiarygodność danych i stwierdzeń.”
A my? Na wiadomo.co zrobiliśmy to w kilka minut. Jeden prompt. Zero złotówek. Zero umów z ministerstwem. Zero logotypów MSiT na okładce. Zero „work in progress, który nigdy nie powinien był ujrzeć światła dziennego”. Po prostu: wykryj błędy, usuń halucynacje, podmień na dane z wiarygodnych źródeł, sprawdź w pętli. I voilà – raport wygląda jak coś, co można pokazać bez totalnego wstydu. Bez syndromu impostora na poziomie narodowym. Bez Katowic nagle wędrujących na północ. No może nie z dumą, bo to proste opracowanie, ale nie prowokują ogólnonarodowej żenady!
To czemu Pani tego nie zrobiła Pani Profesor? Bo nie można by potem krzyczeć, że napadli na Panią podli hejterzy?
Raport ów, który miał być „DNA marki Polska”, stał się DNA czegoś zupełnie innego: dowodem na to, że czasem najtańszym i najskuteczniejszym doradcą w sprawach wizerunku jest nie pani profesor z Wrocławia, tylko zwykły prompt. Nie wdzięczy się do kamery, nie stylizuje, nie rozpacza potem. Po prostu robi swoją robotę. A teraz czas na rzeczywistość...
Oto raport pani profesor:
Oto raport po użyciu jednego banalnego promptu:
Udostepnij artykul
Autor
Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.


