Reklama

Dystrybucja środków od lepiej zarabiających do uboższych ma tylko jeden cel – wygrać kolejne wybory. PiS-owi nie chodzi o dobrobyt najuboższych, bo w nich Polski Ład uderzy paradoksalnie najbardziej, tyle że z lekkim opóźnieniem. Zmiany spowodują przecież jeszcze większą drożyznę, tzn. że emeryt, który zyska 150 zł na zmianie systemu podatkowego, zostawi w sklepie 200 zł więcej – mówi nam Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów za czasów rządu PO-PSL. I dodaje: – To dobrze, że po stronie demokratycznej opozycji mamy polityka, dla którego otworem stoją drzwi wszystkich ważnych polityków światowych, i dobrze, że Donald Tusk wykorzystuje swoją pozycję, żeby przypominać naszym partnerom z UE, że 80 proc. polskiego społeczeństwa to zwolennicy obecności Polski w Unii, a rządy PiS-u to przejściowe perturbacje naszej młodej demokracji

JUSTYNA KOĆ: „PiS jest przejściowym problemem, dlatego dziś potrzebna jest wzajemna cierpliwość. Jestem blisko tego, aby przekonać instytucje UE, że kary finansowe, które dotkną polskich obywateli, nie mają sensu. Trzeba odróżnić interes Polaków od interesów władzy” – mówi Donald Tusk. To zmiana narracji?

Izabela Leszczyna

IZABELA LESZCZYNA: To dobrze, że po stronie demokratycznej opozycji mamy polityka, dla którego otworem stoją drzwi wszystkich ważnych polityków światowych, i dobrze, że Donald Tusk wykorzystuje swoją pozycję, żeby przypominać naszym partnerom z UE, że 80 proc. polskiego społeczeństwa to zwolennicy obecności Polski w Unii, a rządy PiS-u to przejściowe perturbacje naszej młodej demokracji.

Trzeba robić trzy rzeczy naraz: wywierać presję na PiS, żeby nie demolował wymiaru sprawiedliwości, w UE wyjaśniać, jak ważne dla naszych obywateli są fundusze unijne, a w Polsce obnażać zagrożenie, jakim dla rozwoju gospodarczego państwa jest PiS.

Będziemy walczyć z okupantem brukselskim – stwierdził poseł Suski, wcześniej marszałek Terlecki mówił o drastycznym rozwiązaniu i brexicie, minister sprawiedliwości o wojnie hybrydowej z UE. Czy to czas, aby bić na alarm?
Bić na alarm należało od samego początku i Platforma Obywatelska to robiła. Przecież PiS nigdy nie ukrywał swojej niechęci do UE, którą kiedyś traktował jako wybór bezalternatywny, bo byliśmy biednym państwem postkomunistycznym potrzebującym wsparcia Zachodu.

Reklama

PiS zawsze traktował UE jak wujka z dużą kasą: pieniądze chciał brać, ale żeby wujek do niczego się nie wtrącał. Przypomnę słowa Kaczyńskiego sprzed 6 lat, że jest gotów poświęcić jakieś PKB po to, aby zrealizować własną wizję Polski. Ta wizja to Polska ksenofobiczna, nietolerancyjna, nacjonalistyczna i populistyczna. To wizja państwa z autorytarną władzą wykonawczą, która nie liczy się z nikim, ani z partnerami i sojusznikami zewnętrznymi, ani ze swoimi obywatelami.

Słowa Terleckiego i Suskiego mnie nie zaskoczyły. Pamiętam dokładnie, co mówili przy brexicie. Wszyscy wiedzieli, że to wynik fatalnych błędów polityków brytyjskich, przede wszystkim D. Camerona, a samo wyjście Wielkiej Brytanii było czymś fatalnym, zarówno dla niej samej, jak i całej Europy. Ale PiS mówił wtedy, że to wina brukselskiej biurokracji i unijnych urzędników, wskazując Donalda Tuska, który akurat zrobił wszystko, żeby ten rozwód był jak najmniej bolesny.

Wszyscy pamiętamy prymitywne pokrzykiwania premier Szydło na „elity brukselskie” i wyprowadzenie flag unijnych z KPRM. PiS po prostu taki jest, dlatego nie dziwi mnie, że kiedy Bruksela przeszkadza Kaczyńskiemu w demolce wymiaru sprawiedliwości, demokracji, praw człowieka i obywatela, to rząd ma dodatkowy pretekst, aby opowiadać brednie, że Unia wypowiedziała nam wojnę hybrydową.

Wystarczy dołożyć Morawieckiego, który stwierdził, że ewentualne wstrzymanie funduszy Polsce nie zaszkodzi, bo nasz rozwój jest w zasadzie endogeniczny (tzn. że nie potrzebujemy już transferu środków, przepływu usług, towarów, kapitału) i mamy pełny obraz partii działającej przeciwko polskiej racji stanu.

Swoją drogą takie słowa w ustach premiera, który ma w PiS-ie opinię eksperta od gospodarki, muszą zaskakiwać, a nawet martwić. Wydaje się, że ciągłe wzmożenie pseudopatriotyczne przesłania działaczom PiS obiektywne postrzeganie rzeczywistości, a to jest groźne dla Polski.

Co jako największa partia opozycyjna zamierzacie z tym robić, bo mimo groźby polexitu PiS wciąż ma największe poparcie?
Od dawna ostrzegamy i mówimy, jakie są zagrożenia, nawet wielu komentatorów-symetrystów zarzucało nam, że używaliśmy zbyt wielkich słów na nazwanie tego, co PiS robi. A ja uważam, że obowiązkiem odpowiedzialnego polityka jest patrzenie dalekosiężne i przewidywanie skutków na kilka i kilkadziesiąt lat do przodu. My ten obowiązek krytycznego analizowania działań rządu, a to jest obowiązek opozycji, wykonujemy i od 2015 roku, od ataku na TK mówimy jasno, że PiS jest zagrożeniem dla Polski.

Dziś te słowa stają się faktem, a nie opinią. Dlatego będziemy w każdym powiecie, żeby przypominać  Polakom, że Unia Europejska to dla nas nie tylko ekonomiczny dobrobyt niemożliwy bez naszego członkostwa, ale także, a może przede wszystkim, gwarancja suwerenności i bezpieczeństwa w świecie zachodniej cywilizacji, do której zawsze aspirowaliśmy.

Musimy jasno i wyraźnie dementować bzdury, które opowiada poseł Kowalski z SP, że na byciu członkiem UE tracimy! Podstawowe działanie matematyczne, jakim jest odejmowanie, wystarczy, żeby udowodnić, że to kłamstwo. Wystarczy odjąć nasze wpłaty do UE od transferów i wychodzi czarno na białym prawie 132 mld euro zysku!

Premier Morawiecki mówi z kolei, że dziś za własne pieniądze będziemy budować drogi, bo przecież uszczelniliśmy system podatkowy. Mówi to, chociaż rząd PiS-u doprowadził do tego, że Polska ma ok. 70 mld zł deficytu strukturalnego, czyli takiego, który nie jest efektem kryzysu, tylko wynika z tego, że rząd PiS wprowadził sztywne i stałe wydatki wyższe od dochodów budżetowych.

Rząd przyjął ustawę, a premier twierdzi, że na tej zmianie zyska 18 mln najbiedniejszych Polaków. Z drugiej strony ekonomiści przekonują, że zmiany zmniejszą innowacyjność gospodarki i powiększa szarą strefę. Jak pani ocenia plany Nowego Ładu?
Gdybym miała w jednym zdaniu opisać, czym jest Nowy Ład w swoim ostatnim wydaniu, to powiedziałabym, że jest jak stara przypowieść rabina, z tym że PiS wprowadził dwie kozy do pokoju, a potem jedną wyprowadził i wmawia nam, że życie będzie teraz komfortowe.

Nowy Ład to recepta na spowolnienie rozwoju Polski, czyli na spowolnienie doganiania Europy zachodniej przez Polskę. Nasz standard życia w ostatnich latach, szczególnie tych ośmiu, kiedy rządziła PO, wyraźnie się poprawił i zbliżył do Zachodu. W czasie rządów PiS-u to doganianie Zachodu było dwukrotnie wolniejsze, a wprowadzenie Nowego Ładu sprawi, że poziom życia Europy zachodniej stanie się dla nas nieosiągalny na wiele dziesięcioleci.

Jest w tym planie coś dobrego, za co może pani pochwalić premiera i poprzeć?
Generalnie system podatkowy powinien być sprawiedliwy, prosty i przewidywalny – to trzy fundamentalne cechy dobrego systemu podatkowego. Obłożenie przedsiębiorców nowymi wysokimi podatkami po roku recesji, gdy usiłowali utrzymać miejsca pracy, nie jest sprawiedliwe. Tym bardziej, że wciąż jesteśmy w niepewnym roku pandemii i ryzyko biznesowe jest wciąż duże mimo dobrych wyników gospodarczych. O prostocie nie ma co mówić,

eksperci nazywają system podatkowy po wprowadzeniu Polskiego Ładu Frankensteinem, bo składa się z samych łat i łatek i jest kompletnie niezrozumiały, co wpłynie negatywnie na skłonność do płacenia podatków.

Przewidywalność to cecha, której na próżno szukać w polskim systemie podatkowym, a ostatnie 6 lat pogłębiło tę przypadłość znacząco. Jednocześnie PiS zadbał o to, aby dwie dobre rzeczy z Ładu były proste do opowiedzenia, choć oczywiście i te zawierają w sobie dużą dozę manipulacji, a reszta była tak skomplikowana, żeby mało kto rozumiał, o co chodzi.

Prosta jest kwota wolna 30 tys. zł i drugi próg podatkowy podniesiony do 120 tys. zł. To są dwie pozytywne rzeczy i Premier Morawiecki nimi się chwali, odmieniając je przez wszystkie przypadki. Pozostałe zmiany szkodliwe dla gospodarki i niekorzystne dla podatników są skomplikowane i mówienie o nich nie przebije się do opinii publicznej. To bardzo sprytny plan PiS-u.

Weźmy np. składkę zdrowotną; do tej pory zasada  była taka, że ustawodawca mówił: jeśli pracujesz, czyli dorzucasz się do tego wspólnego portfela, jakim jest budżet państwa, to masz prawo odliczyć składkę od swoich ciężko zarobionych pieniędzy, które oddajesz państwu w formie podatku. PiS tę ulgę zabiera wszystkim, pracownikom i pracodawcom. Jeżeli emeryt myśli dziś, że jest super, bo nie zapłaci podatku od 30 tys. zł, to się myli, bo zapłaci 9 proc. podatku zdrowotnego. Pieniądze tego emeryta nie trafią jako dodatkowe do NFZ, czyli nie poprawią fatalnego stanu ochrony zdrowia, a tym przecież PiS tłumaczy podniesienie podatku dla wszystkich podatników o składkę zdrowotną.

Niestety, generalnie wszyscy, którzy dostali po głowie w czasie pandemii, jak właściciele barów, cała gastronomia, kosmetyczki, fryzjerzy, dostaną jeszcze raz i to od własnego rządu.

Jak ktoś zarabia więcej niż 5 tys. i jest przedsiębiorcą, tzn. ponosi ryzyko i tworzy miejsca pracy, to straci na tym Nowym Ładzie. Jak jest pracownikiem i zarabia powyżej 5 tysięcy, to PiS wymyślił dla niego dziwny twór, tzw. ulgę dla klasy średniej. I powtórzę, że po wprowadzeniu tych zmian będziemy mieć najbardziej skomplikowany system podatkowy na świecie i eksperci ostrzegają, że to sprzyja szarej strefie.

Premier przekonuje, że 16 mld zł zostanie w kieszeni podatników, ale nie dodaje, że 14 mld rząd zabierze samorządom.

Ograbienie samorządów to kolejna wada Nowego Ładu. Rząd przekonywał wczoraj, że tak nie będzie i samorządy nawet zyskają. Odwołajmy się jednak do inteligencji naszych czytelników. Po co rząd miałby zabierać samorządom pieniądze, żeby za chwilę oddać im jeszcze więcej? Czy to miałoby jakikolwiek sens? No i dlaczego zmienia prawo i pozwala samorządom zadłużać się na tzw. wydatki bieżące, skoro ich sytuacja nie ulegnie pogorszeniu? To jest osłabianie samorządności i groźna perspektywa nadmiernego  zadłużania się.

Czy możemy powiedzieć, że to zmiana podyktowana dobrem elektoratu PiS?
Na pewno Polska przy tak ustawionym systemie fiskalnym, podatkowym nie będzie doganiać Zachodu, nie będzie rozwijać się dynamicznie, bo zdolni, młodzi, kreatywni ludzie nie będą mieli tu perspektyw do rozwoju. Co więcej, ta dystrybucja środków od lepiej zarabiających do uboższych ma tylko jeden cel – wygrać kolejne wybory.

PiS-owi nie chodzi o dobrobyt najuboższych, bo w nich Polski Ład uderzy paradoksalnie najbardziej, tyle że z lekkim opóźnieniem. Zmiany spowodują przecież jeszcze większą drożyznę, tzn. że emeryt, który zyska 150 zł na zmianie systemu podatkowego, zostawi w sklepie 200 zł więcej. I nie mówię o energii, za którą zapłaci dwa razy tyle, co teraz.

Mówię o podatku inflacyjnym, którego nie widać, ale jest bolesny, szczególnie dla najbiedniejszych. To będzie zatem pozorny i krótkotrwały dobrobyt emerytów.

Nowe przepisy mają wejść już od nowego roku. To wystarczający czas na zmianę systemu podatkowego?
Aby dokonać tak znaczącej zmiany w systemie podatkowym, czyli przepracować ustawę, która ostateczny kształt otrzymała w czwartek, a ma ok. 600 stron, potrzeba zdecydowanie więcej czasu. To powinna być wielomiesięczna praca ekspertów,  otwarta debata z wysłuchaniem publicznym, z legislatorami. Znam ten rząd i jestem pewna, że ustawa będzie miała tyle niedoróbek i luk, że na pewno odczują to na swojej skórze zwykli podatnicy.

W czwartek prezes NBP Glapiński stwierdził, że nic nie może zrobić z największą od 20 lat inflacją i trzeba ja po prostu przeczekać.
No cóż. Kiedy Sejm wybierał prezesa Glapińskiego, prezentowałam stanowisko PO i już wtedy opiniowaliśmy tę kandydaturę negatywnie. Wiedzieliśmy, że to będzie kolejny partyjny aparatczyk, który nie zapewni niezależności bankowi centralnemu i niestety nasze obawy się zmaterializowały, w dodatku bardziej niż się spodziewaliśmy.

Oczywiście prezes Glapiński kłamie, że nic nie może zrobić z inflacją.

Bank centralny i rząd mają narzędzia, żeby utrzymać inflację w tzw. celu inflacyjnym, który dziś jest przekroczony dwukrotnie. Takim narzędziem są stopy procentowe i NBP powinien z niego skorzystać. To NBP i rząd PiS przyczynili się znacząco do wzrostu inflacji w Polsce, bo odpowiadają za politykę fiskalną i monetarną. Rząd PiS-u zawsze opowiadał o walce z imposybilizmem, a nagle okazuje się, że Rada Polityki Pieniężnej, prezes NBP, premier i minister finansów nie są w stanie na nic wpłynąć. To jak nie potrafią, niech oddadzą władzę, my sobie z inflacją poradzimy.


Zdjęcie główne: Konferencja nt. ustawy o środkach własnych, 27 kwietnia 2021, Fot. Flickr/KPRM/Krystian Maj, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Izabela Leszczyna, Fot. ARWC

Reklama