Reklama

Jeśli Andrzej Duda mówi o elicie finansowej, która „napchała sobie kieszenie”, często kosztem innych, to myślę, że przedstawicieli tak rozumianej elity znajdzie przede wszystkim w szeregach obecnej władzy – począwszy od premiera Morawieckiego, przez ministra Szumowskiego, po prezesa NIK Banasia czy senatora Biereckiego – mówi nam Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów. Rozmawiamy o kampanii i pomysłach Rafała Trzaskowskiego na prezydenturę. Pytamy też, do czego doprowadzi ostry język kampanii prezydenta Dudy i czy dojdzie do debaty. – Trzy sztandarowe obietnice Dudy zamieniliśmy w projekty ustaw. To kwota wolna w wysokości 8 tys. zł dla wszystkich, która miała wejść w życie od 1 stycznia 2016 roku. Drugą obietnicą jest obniżenie VAT-u, mówili o tym A. Duda i B. Szydło – natychmiast miało nastąpić obniżenie VAT z 23 do 22 proc. No i wreszcie crème de la crème obietnic Andrzeja Dudy, czyli spełnienie obietnicy danej frankowiczom. Iluż ludzi oszukał Duda! Nie wolno tak postępować – mówi nasza rozmówczyni

JUSTYNA KOĆ: Czy czuje się pani częścią „salonu warszawskiego”, który dorobił się na mniejszych miejscowościach, jak mówił ostatnio prezydent Duda?

IZABELA LESZCZYNA: Nie do końca rozumiem, co ma na myśli prezydent Duda, gdy mówi elita. Myślę, że to zaszczyt należeć do elity kulturalnej, naukowej, inteligenckiej… Człowiek ma przecież w sobie coś takiego, że aspiruje do bycia lepszym, do rozwoju i bycia elitą.

A jeśli A. Duda mówi o elicie finansowej, która „napchała sobie kieszenie”, często kosztem innych, to myślę, że przedstawicieli tak rozumianej elity znajdzie przede wszystkim w szeregach obecnej władzy – począwszy od premiera Morawieckiego, przez ministra Szumowskiego, po prezesa NIK Banasia czy senatora Biereckiego. To są osoby, które PiS rekomendował na najbardziej zaszczytne stanowiska w państwie, a o ich majątkach rozpisują się media, bo albo pozostają w ukryciu, dzięki rozdzielności majątkowej z żonami, albo powstały, jeśli nie z naruszeniem prawa, to na pewno zasad etycznych, krzywdząc po drodze wielu ludzi i naciągając podatników na 5 mld zł, jak było w przypadku sektora SKOK-ów.

Reklama

Zatem elity finansowej, która dorobiła się w sposób bezprawny lub nieetyczny, na pewno można szukać w środowisku Zjednoczonej Prawicy.

Kandydaci idą równo, czy będzie zatem próba przebicia 500 plus? Czy można jeszcze coś obiecać?
To, co kandydat na prezydenta może obiecać, aby Polkom i Polakom żyło się lepiej, to jest zielone, samorządowe, demokratyczne i podatkowe weto, i o takich mówi Rafał Trzaskowski. Jeżeli prezydent będzie stał na straży niezależnych sądów, to inwestorzy będą chcieli inwestować tu swoje prywatne pieniądze, a Polska będzie mogła się rozwijać.

Jeśli będziemy mieli prezydenta, który będzie inicjował ustawy chroniące środowisko naturalne i rozwijające energię odnawialną, to nie tylko będziemy mieli czyste powietrze, ale także szansę na naprawdę duże pieniądze z UE w ramach „zielonego ładu”.  Jeżeli będziemy mieli prezydenta stojącego na straży samorządów, to publiczny pieniądz będzie wydawany efektywniej, bo bliżej nas, w naszych małych ojczyznach, które najlepiej rozumieją potrzeby swoich mieszkańców. Wreszcie

jeżeli prezydent nie pozwoli na wprowadzenie kolejnych 30 danin, a tyle nowych lub podwyższonych parapodatków i podatków nałożył na nas PiS, to na pewno będzie nam żyło się lepiej, bo więcej pieniędzy zostanie w naszych kieszeniach.

Trzaskowski mówi o zwiększeniu kwoty wolnej od podatku i o emeryturze bez podatku. Stać nas na to?
Jeden ze sposobów walki z kryzysem polega na tym, że państwo stara się publicznymi pieniędzmi stymulować gospodarkę, inwestując w projekty rozwojowe, które przełożą się na dodatkowe miejsca pracy, dochody pracowników i firm, staną się zaczynem kolejnych inwestycji, a to przełoży się na środki budżetowe itd. I to właśnie proponuje Trzaskowski w ramach inwestycji za rogiem.

Drugi sposób to obniżanie podatków, żeby ludzie mogli i chcieli wydawać pieniądze, czyli zwiększanie popytu. I to jest kwota wolna. Przypomnę, że prezydent Trzaskowski zaproponował, aby wszyscy ci, którzy zarabiają minimalne wynagrodzenie, czyli rocznie ok. 30 tys. złotych, byli zwolnieni z PIT-u. To byłoby rozwiązanie niwelujące w pewnym stopniu degresywność naszego systemu podatkowego i ci, którzy zarabiają więcej, mieliby kwotę wolną niższą. Czy nas stać? Nas właściwie dzisiaj nie stać na nic, bo

PiS przez 4 lata wydrenował budżet i mamy już teraz ogromną dziurę budżetową. Deficyt sektora finansów publicznych, czyli całego państwa, wyniesie w 2020 roku ponad 200 mld zł.

PiS doprowadził do sytuacji, że już na początku kryzysu, żeby wypłacić pomoc przedsiębiorcom, musieliśmy pożyczać pieniądze. Ale nie ma wyjścia, musimy się zadłużyć, żeby uratować miejsca pracy i firmy, bo na końcu z tego przecież są podatki, czyli dochody państwa.

Wszystko, co dziś robi rząd, jest finansowane długiem, dlatego tym bardziej trzeba dwa razy obejrzeć każdą złotówkę, aby na pewno wydać ją na to, co jest najbardziej potrzebne i pomoże ludziom. Na pewno nie jest to CPK.

Wnieśliście na najbliższym posiedzeniu o uchwalenie 3 ustaw, które realizują obietnice prezydenta z poprzedniej kampanii. Dlaczego?
Bo nie może być tak, że prezydent jeździ po kraju i mówi o sobie, że jest pierwszym sprawiedliwym, zrobił wszystko, co obiecał, dlatego jest wiarygodny. To kłamstwo. Dlatego trzy sztandarowe obietnice Dudy zamieniliśmy w projekty ustaw. To kwota wolna w wysokości 8 tys. zł dla wszystkich, która miała wejść w życie od 1 stycznia 2016 roku. Drugą obietnicą jest obniżenie VAT-u, mówili o tym A. Duda i B. Szydło – natychmiast miało nastąpić obniżenie VAT z 23 do 22 proc.

Minęło 5 lat i dwukrotnie podnieśli VAT, bo gdyby nie ustawy podpisane przez Dudę, to stawka automatycznie już w styczniu 2017 roku spadłaby o jeden punkt procentowy.

Akurat to są działania, które rząd sam powinien wprowadzić właśnie po to, aby pobudzić popyt. Ludzie boją się dzisiaj o miejsca pracy, bo rząd zapowiada zwolnienia, o wynagrodzenie, bo może być niższe, a PiS uprawia tylko propagandę sukcesu, bo nie prowadzi poważnych rozmów ze związkami zawodowymi, nie ma w ogóle konsultacji społecznych.

No i wreszcie crème de la crème obietnic Andrzeja Dudy, czyli spełnienie obietnicy danej frankowiczom. Iluż ludzi oszukał Duda! Nie wolno tak postępować.

Te projekty złożyliśmy, aby udowodnić, że obecny prezydent nie jest wcale wiarygodny. Kładziemy na stół trzy ustawy, pomysły pana prezydenta i mówimy: sprawdzam!

Po niedzieli mamy Sejm, pan prezydent może przyjść i przekonywać swoje środowisko polityczne, aby zagłosowało za tymi ustawami.

Czy ułaskawienie pedofila przez prezydenta zaszkodzi prezydentowi?
Mam nadzieje, że tak, szczególnie razi mnie to obrzydliwe zderzenie, z jednej strony usta pełne troski o rodzinę i o to, żeby dzieci nie były seksualizowane. To znaczy, że dzieci nie mogą być edukowane seksualnie, ale mogą być gwałcone? Bo Andrzej Duda mówi, że ta sprawa to sprawa rodzinna. Pedofilia to przestępstwo i nie ma nic wspólnego z rodziną!

Trwają rozmowy sztabów na temat debaty?
Bardzo trudno rozmawia się ze sztabem, który telewizję TVN, która często wali w nas jak w bęben i robiła to przez całe lata naszego rządzenia, punktując każde potknięcie, nazywa prywatną stacją pana Trzaskowskiego. Rafał Trzaskowski mówi jasno – jestem do dyspozycji. Udowodnił to i był na debacie w TVP, która była niepoważną ustawką, o czym pisały także niektóre media prawicowe, sprzyjające PiS.

Niestety pan prezydent Duda i TVP szczują na swoich politycznych przeciwników i podsycają nienawiść i podziały w naszym społeczeństwie. To bardzo niebezpieczne.

Nie wiem nawet, czy debata w Końskich z udziałem publiczności nie stałaby się areną zachowań agresywnych. Wtedy bylibyśmy na czołówkach wszystkich gazet i znowu mówiłby o nas cały świat w kontekście, jakiego nie chcemy.

Nie ma pani poczucia, że poseł Nitras przesadził trochę zatrzymując posła Kaletę?
Posłowie PiS-u wpisują się w standardowe zachowania swojego środowiska sprzed lat, bo już w 2015 roku jeździły za nami i prezydentem Komorowskim „bojówki” z klubów „Gazety Polskiej”, które rozbijały spotkania z wyborcami. Dziś robią to posłowie Kaleta, Ozdoba, Kanthak i nie możemy sobie na to pozwolić. Ja nigdy nie widziałam żadnego posła Koalicji, aby na wiecu Dudy próbował zakłócać spokój. Nie chodzimy na wiece Dudy, ani na jego konferencje prasowe, bo nie są interesujące. Proponuję posłom PiS-u poczekać jeszcze chwilę, jak Trzaskowski zostanie prezydentem, to będą mieć go częściej i więcej.


Zdjęcie główne: Izabela Leszczyna, Fot. ARWC

Reklama