Reklama

Czcij bezrefleksyjnie wszystkich żołnierzy wyklętych, daj wyraz swojemu zrozumieniu cywilnej kontroli nad armią poprzez trzymanie parasola nad misiewiczami i nigdy w żaden sposób nie próbuj dyskutować z pomysłami ministra, a wtedy droga do awansu stoi przed tobą otworem. Ale myśmy już to przerabiali i z pewnością nie są to natowskie standardy – mówi wiadomo.co gen. Roman Polsko, były dowódca GROM. I dodaje: – Teraz wracamy do armii feudalnej, albo raczej tej ze słusznie minionej epoki. Bo jak inaczej ocenić rozkaz gen. Głąba, nakazujący żołnierzom oglądać TVP Info, i manewry z trampoliną dla ministra, tak aby mógł na basenie żandarmerii ćwiczyć skoki do wody?

Kamila Terpiał: Czy Antoni Macierewicz to – jak mówił Tomasz Siemoniak uzasadniając wniosek o jego odwołanie – najgorszy minister obrony narodowej od 1989 roku?
Gen. Roman Polko: Nie chcę wdawać się w takie oceny poszczególnych ministrów. Przyznam, że niektóre rzeczy na początku były zrobione dobrze, na przykład to, że nie wyrzuca się za burtę żołnierzy po misjach tylko dlatego, że odsłużyli 12 lat. Ale to obsesyjne tropienie i szukanie rosyjskiego szpiega w polskiej armii czy kwestionowanie sposobu edukacji w Akademii Obrony Narodowej przez pochlebców pana ministra jest kuriozalne. Tym bardziej, że kadra, która jest tak krytykowana i odeszła z armii, to są ludzie, którzy kończyli szkoły zagraniczne. Ich wykształcenie jest gruntowne i dodatkowo poparte realizacją misji bojowych w Iraku i Afganistanie. To jest kadra, która wprowadzała nas do NATO, to są ludzie otwarci na świat. W tej chwili, nie wiem, na jakiej podstawie, grono urzędników siedzących za biurkiem lepiej wie, kto do czego się nadaje. Mimo że jeszcze niczego nie zbudowali, zmodernizowali, unowocześnili. Zadziwia też łatwość, z jaką urzędnicy, nierzadko o kwalifikacjach Misiewicza, kwestionują poziom merytorycznego przygotowania do służby wyższej kadry dowódczej, pośród której trudno znaleźć oficerów bez ukończonych studiów w elitarnych uczelniach NATO i bez bojowego doświadczenia. Takie zadęcie, zadufanie w sobie i przedmiotowe traktowanie ludzi z ogromnym doświadczeniem z pewnością szkodzi armii, a jeżeli ktoś to toleruje, z pewnością nie powinien być ministrem.

Zadziwia też łatwość, z jaką urzędnicy, nierzadko o kwalifikacjach Misiewicza, kwestionują poziom merytorycznego przygotowania do służby wyższej kadry dowódczej, pośród której trudno znaleźć oficerów bez ukończonych studiów w elitarnych uczelniach NATO i bez bojowego doświadczenia.

Antoni Macierewicz po prostu dokonał czystki na szczytach armii.
Oczywiście, tłumacząc to różnie, także koniecznością “wyczyszczenia” armii. Po naszym wstąpieniu do NATO rzeczywiście nie brakowało kadry, która negatywnie podchodziła do zmian i tęskniła za Układem Warszawskim, ale tych ludzi już nie ma. Albo wyrzucił ich PESEL (po 60 latach musieli przejść w stan spoczynku), albo zabrakło dla nich stanowisk, bo nie spełniali wymogów – znajomość języka, procedur… Przygotowanie szczytu NATO i obecność amerykańskich żołnierzy na polskiej ziemi to przede wszystkim zasługa tej kadry, której teraz tak łatwo się pozbywa obecne kierownictwo. Uznanie wywalczyli sobie w byłej Jugosławii, Afganistanie i Iraku. To po misji GROM adm. Harward zaprosił GROM do wspólnych ćwiczeń. To po misji w Kosowie gen. Sanchez napisał, że w każdej misji i w każdym czasie chciałby mieć możliwość realizacji zadań z 18. batalionem desantowo-szturmowym.

To jest uderzenie w fundamenty, w morale armii. Kadra zawodowa – a to są moi koledzy – widzą, że sposobem na karierę w wojsku nie jest pełna poświęcenia służba Ojczyźnie, lecz służba ministrowi.

Jak bardzo osłabia to polską armię?
Osłabia bardzo. To jest uderzenie w fundamenty, w morale armii. Kadra zawodowa – a to są moi koledzy – widzą, że sposobem na karierę w wojsku nie jest pełna poświęcenia służba Ojczyźnie, lecz służba ministrowi. Dlatego to żandarmi, którzy odpowiadają za jego ochronę, a nie Komandosi otrzymali dodatki za zwalczanie terroryzmu. Czcij bezrefleksyjnie wszystkich żołnierzy wyklętych, daj wyraz swojemu zrozumieniu cywilnej kontroli nad armią poprzez trzymanie parasola nad misiewiczami i nigdy w żaden sposób nie próbuj dyskutować z pomysłami ministra, a wtedy droga do awansu stoi przed tobą otworem. Ale myśmy już to przerabiali i z pewnością nie są to natowskie standardy.

Reklama

Jakie znaczenie ma to, że Antoni Macierewicz jest pierwszym ministrem obrony narodowej, który nie został jeszcze zaproszony do Pentagonu?
To jest bolesne. Przypomnę, że gdy z GROM-em realizowaliśmy misję, to osobiście prezydent George Bush dziękował polskim żołnierzom za zaangażowanie w Iraku. A teraz my sami wykluczamy się z grona międzynarodowego przez to, że wycofujemy naszych dowódców np. z Eurokorpusu. W dzisiejszych czasach otaczanie się murem i izolowanie od kontaktów międzynarodowych jest zaprzeczeniem idei kolektywnej obrony, która towarzyszyła nam, kiedy wstępowaliśmy do Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Każdy minister ma prawo popełniać błędy, wycofywać się z decyzji – nikt nie jest bytem doskonałym, ale wtedy, kiedy popada się w paranoję i śmieszność, to jest problem. Ludzie za granicą patrzą na to z politowaniem i wyrazami współczucia.

To jest droga w jedną stronę? Będziemy wypychani, albo sami będziemy się wykluczać?
My sami odstawiamy się na boczny tor. Problemem w MON-ie, z tego, co widzę, jest brak umiejętności zarządzania i korzystania z zasobów, które minister przecież posiada. Nie da się funkcjonować w żadnej organizacji, jeżeli ma się obsesyjny brak zaufania do swoich podwładnych, i to nie tylko tych, których zwolniono. Gdy nie deleguje się uprawnień, bo nie ufa się generałom. Wypowiedzi o przekazaniu Rosjanom Mistrali za dolara z pewnością by nie padły, gdyby minister skorzystał z tych zasobów, które ma. Przecież mógł zapytać przedstawicieli wojskowych we Francji, Egipcie czy Rosji, mógł skorzystać z informacji służb wywiadowczych, mógł porozmawiać z szefem Sztabu Generalnego. Nie da się w dzisiejszych czasach jednoosobowo zarządzać wszystkim, a struktura i kierowanie MON-em właśnie tak wygląda. Nikt nie dyskutuje z tym, co powie minister Macierewicz, tylko ukierunkowuje się działania na udowodnienie tezy, którą postawił minister. Tak jak w przypadku komisji smoleńskiej – najpierw postawiono tezę, a później członkowie komisji zamiast rzeczowo badać przyczyny katastrofy, dokładali wszelkich starań, aby udowodnić, że to, co powiedział minister, na pewno jest prawdą. Jeżeli tak ma funkcjonować armia, to z pewnością będzie daleko odbiegała od standardów, które w NATO są normą. Tam stawia się na myślenie żołnierzy, na to, aby w polu walki mieli dużo samodzielności, także przy podejmowaniu trudnych decyzji.

Żołnierz nie jest po to, aby trzymać parasol nad Misiewiczem czy aby moknąć w deszczu, tylko żeby budować własne zdolności bojowe, ćwiczyć, szkolić się. Żołnierz ma poczucie honoru i wartości i wtedy w walce krwi i życia szczędził nie będzie.

Podkomisja smoleńska, jej były szef dr Wacław Berczyński, który jest w USA i twierdzi, że “wykończył” caracale, brak rozstrzygnięcia przetargu i śmigłowców dla armii – jaki to tworzy obraz Ministerstwa Obrony Narodowej pod rządami Antoniego Macierewicza?
Każdy minister ma prawo popełniać błędy, wycofywać się z decyzji – nikt nie jest bytem doskonałym, ale wtedy, kiedy popada się w paranoję i śmieszność, to jest problem. Ludzie za granicą patrzą na to z politowaniem i wyrazami współczucia. Przez to jesteśmy izolowani, izolowani są także nasi oficerowie i jest im bardzo nieprzyjemnie odpowiadać na trudne pytania, na które nie znają odpowiedzi. A jedyne, co mogą powiedzieć, to że ktoś w Warszawie tak kazał…

Jak to wpływa na bezpieczeństwo Polski?
Z pewnością negatywnie. Ważne jest budowanie własnych zdolności bojowych, ale nie mniej ważne jest budowanie sobie silnej pozycji w Sojuszu, i to nie tylko w oparciu o jednego – najsilniejszego partnera. Jeszcze kilka takich scen, jak wielogodzinne wyczekiwanie na ministra na poligonie w Drawsku, a i oni będą mieli dosyć. Żołnierz nie jest po to, aby trzymać parasol nad Misiewiczem czy aby moknąć w deszczu, tylko żeby budować własne zdolności bojowe, ćwiczyć, szkolić się. Żołnierz ma poczucie honoru i wartości i wtedy w walce krwi i życia szczędził nie będzie. Teraz wracamy do armii feudalnej, albo raczej tej ze słusznie minionej epoki. Bo jak inaczej ocenić rozkaz gen. Głąba, nakazujący żołnierzom oglądać TVP Info, i manewry z trampoliną dla ministra, tak aby mógł na basenie żandarmerii ćwiczyć skoki do wody?

Jeżeli ktoś skończył studia, realizował misje, przeszedł wiele szkoleń międzynarodowych, to nie ma cudów, żeby miał mniejsze umiejętności niż ktoś, kto szkolił się kilkanaście dni.

A co z lansowaną przez Antoniego Macierewicza koncepcją Wojsk Obrony Terytorialnej?
Od dawna – nawet przedstawiciele wyklętej Akademii Obrony Narodowej – zwracali uwagę, że takie wojska powinny powstać. Początki na razie są obiecujące: to nie jest takie “dziadostwo”, jak Narodowe Siły Rezerwy, ludzie, którzy wstępują do tej formacji, nie dostają zdezelowanego sprzętu, tylko nową broń – tak powinno być. Ale nie można przesadzać z zachwytem, to początek drogi. Nie można mówić, że jest to najnowocześniejszy rodzaj wojsk, nasza duma i stawiać tych młodych pasjonatów po dwutygodniowym szkoleniu ponad profesjonalistami, którzy zdążyli już niejeden raz być poza liniami wroga. Znaj proporcje, mocium panie! Jeżeli ktoś skończył studia, realizował misje, przeszedł wiele szkoleń międzynarodowych, to nie ma cudów, żeby miał mniejsze umiejętności niż ktoś, kto szkolił się kilkanaście dni.

Armia zamiast stać twardo na nogach przypomina rozgrzebany plac budowy.

Premier Beata Szydło broniła w Sejmie Antoniego Macierewicza, mówiąc, że “odbudowuje to, co Platforma zrujnowała”.
Dobrze by było, żeby pani premier wskazała chociaż jeden obszar, który minister Antoni Macierewicz odbudował, jeden projekt, obietnicę, którą zrealizował z sukcesem do końca. Gdy padają takie pytania, argumentem za ministrem jest zwykle jego chlubna przeszłość. Tego nikt oczywiście nie kwestionuje, ale nie zmienia to faktu, że armia zamiast stać twardo na nogach przypomina rozgrzebany plac budowy. Wszystkiego brakuje, minister zapowiada w krótkim czasie ponad dwukrotne zwiększenie stanów osobowych, ale od lat nie udaje się przeprowadzić przetargu na śmigłowce, marynarka wojenna pod względem wyposażenia sięgnęła dna, a dwie brygady pancerne właśnie wymieniają czołgi. Jak w żołnierskim dowcipie o wymianie bielizny: nie po praniu, tylko między sobą. O budowaniu wojsk informacyjnych do walki w cyberprzestrzeni nawet nie warto wspominać, bo na tym polu mamy do czynienia z sytuacją “niebieski na niebieskiego”, czyli walką we własnych szeregach z minister cyfryzacji. Szkoda, bo akurat pani minister Streżyńska jest wyjątkowo sprawna i skuteczna. A to wszystko dzieje się przy biernej postawie zwierzchnika sił zbrojnych. Prezydent napisał do ministra kilka listów i uznał, że sprawa jest załatwiona. Szkoda, bo tu nie chodzi o partyjne gierki czy dworskie rozgrywki, ale o bezpieczeństwo naszej Ojczyzny.


Zdjęcie główne: Roman Polko, Fot. YouTube/ECREuroParl

Zapisz

Reklama