Reklama

Pierwszy dzień posiedzenia Sejmu; pierwszy punkt to debata nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. Opozycja próbuje – bezskutecznie – wnioskować o przerwę w obradach. PiS zgłasza dwie poprawki do projektu, ale wycofywać się nie zamierza. A wręcz przeciwnie, idzie jak burza. Najprawdopodobniej już dzisiaj Sejm przegłosuje projekt, a jutro zajmie się nim Senat. – To zmiana ustroju państwa – ostrzega z sejmowej mównicy I Prezes SN. – Projekt godzi w tradycję demokratycznego państwa prawnego – wtóruje jej szef KRS i Rzecznik Praw Obywatelskich. Według PiS-u, to tylko rozpaczliwa “obrona oblężonej twierdzy”. Chociaż jak oblężona twierdza wygląda na razie Sejm.

Stan wyjątkowy?

Już od kilku dni Sejm otoczony jest barierkami. Przed parlamentem i na jego terenie przybywa policjantów. Pojawiła się nawet armatka wodna:

Przed Sejmem o godz. 17 rozpoczęła się manifestacja w obronie sądów i państwa prawa. O 21 planowany jest także protest przed Pałacem Prezydenckim.

Reklama

W Sejmie na sali plenarnej też nadzwyczajne środki. Marszałek wydał zarządzenie, w którym zabronił posłom zbliżać się do stołu prezydialnego. W wydanym zarządzeniu czytamy, że Marek Kuchciński zrobił to “mając na względzie zachowanie porządku na sali posiedzeń Sejmu”.

PiS znowu działa z zaskoczenia

Projekt ustawy o Sądzie Najwyższym został złożony w minioną środę w nocy. Od tego czasu budzi wiele emocji. Politycy opozycji, sędziowie, prawnicy, konstytucjonaliści mówią wprost o łamaniu zasad demokratycznego państwa prawa. Ale PiS takimi głosami się nie przejmuje. Działa szybko i z zaskoczenia.

W poniedziałek wieczorem w harmonogramie obrad Sejmu pojawiła się informacja, że pierwsze czytanie projektu odbędzie się w środę o godz. 14. Sytuacja radykalnie zmieniła się we wtorek rano, kiedy to okazało się, że nie w środę, ale za chwilę rozpocznie się sejmowa debata. Chodziło zapewne o to, aby zaskoczyć opozycję, która zapowiadała “blokowanie procesu legislacyjnego”.

Odrzucanie wniosków o przerwę w obradach przewodniczący klubu PO Sławomir Neumann komentował tak: – Wstyd i hańba. Jesteście tchórzami. Boicie się zwykłej debaty. Jesteście odważni tylko wtedy, kiedy od Polaków odgradzacie się barierkami i tysiącami policjantów.

Nieprzypadkowo też jest to projekt poselski, a nie rządowy. Taka droga legislacyjna umożliwia ominięcie konsultacji. Do czego z sejmowej mównicy odniósł się lider Nowoczesnej Ryszard Petru: – Oczekiwałbym od pani premier ustosunkowania się do ustawy o Sądzie Najwyższym. Oczekuję od pani premier powagi i honoru. Proszę tu stanąć i powiedzieć, dlaczego polski rząd nie wystawił tej ustawy, dlaczego się boicie, dlaczego pani premier ukrywa się za plecami (…) posłów i dlaczego Kaczyński Jarosław tej ustawy nie podpisał, tchórz!

Prof. Gersdorf: To zmiana ustroju państwa

– Zwracam się do przedstawicieli narodu jako przedstawiciel polskiego sądownictwa, któremu naród przez przyjętą konstytucję powierzył ochronę praw i wolności. Zwracam się do polskich posłów, by wskazać, iż nie ma podstaw do likwidacji Sądu Najwyższego. Ta likwidacja następuje po bezprecedensowym ataku na wymiar sprawiedliwości – mówiła z sejmowej mównicy I Prezes SN.

Prof. Małgorzata Gersdorf przypomniała, że została powołana na to stanowisko przez byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A 6-letnia kadencja prezesa zapisana jest w konstytucji. – Konstytucja to wypowiedź suwerena. Nie kto inny jest suwerenem, tylko konstytucja. Naród wypowiedział się w konstytucji – mówiła prof. Gersdorf.

Według I prezes SN, która zapewne nie dotrwa do końca kadencji, ta zmiana jest klasycznym omijaniem konstytucji: – Nie prowadzi tylko do zmiany ustawy o SN, ale do zmiany ustroju państwa. Takiego Sądu Najwyższego, jaki proponuje ten projekt, nie ma w konstytucji.

Wystąpienie I Prezes SN opozycja nagrodziła owacją na stojąco. Z ław PiS-u słychać było za to krzyki i buczenia. Salę sejmową tuż przed wystąpieniem opuścili premier Beata Szydło i Jarosław Kaczyński.

Zawistowski: Ten projekt godzi w tradycję konstytucyjną

Przeciwko zmianom w Sądzie Najwyższym wypowiedział się także szef KRS-u. Według Dariusza Zawistowskiego, “projekt ustawy godzi w zasadę demokratycznego państwa prawnego. Bo nie ma państwa prawnego, w którym zasada niezawisłości sądów i trójpodziału władzy nie jest respektowana”.

Dlaczego ustawa jest niezgodna z konstytucją? Po pierwsze dlatego, że umożliwia skrócenie kadencji I prezes Sądu Najwyższego, po drugie wygasza mandat nieusuwalnych sędziów SN, po trzecie przekazuje wyjątkowe prerogatywy ministrowi sprawiedliwości.

– W ustawie nie ma ani jednego zapisu, który miałby usprawnić funkcjonowanie Sądu Najwyższego – podkreślał Zawistowski. Tłumaczył też, że środowiska prawnicze zgłaszały swoje uwagi, ale nikt ich nie chciał słuchać. A ustawa pisana była w wielkiej tajemnicy, co jest “niespotykane w żadnym państwie w Europie”.

Bodnar: jedynym celem jest usunięcie sędziów z

Rzecznik Praw Obywatelskich też nie ma wątpliwości, że proponowane zmiany są niezgodne z konstytucją. – Projektowanie rozwiązanie zmierza do podporządkowania Sądu Najwyższego władzy wykonawczej, godzi to w cały system ochrony praw człowieka – ostrzegał podczas sejmowej debaty Adam Bodnar.

Jego niepokój budzi także ekspresowy tryb prac nad projektem ustawy: – Projekt nie jest poddany konsultacjom społecznym, wprowadzane są też ograniczenia co do wstępu na posiedzenia komisji, nie ma woli zorganizowania wysłuchania publicznego – wymieniał Rzecznik Praw Obywatelskich.

PiS: Zmieniamy tylko ustrój sądów

– My nie zmieniamy ustroju państwa, tylko ustrój sądów – tłumaczył z mównicy poseł PiS-u Andrzej Matusiewicz. To on jest “twarzą” tego projektu. PiS od początku przekonuje, że ma prawo zgodnie z konstytucją, zmienić ustrój sądów. Powołuje się na art. 176 ust. 2 i art. 180 ust. 5.

Politycy PiS-u powtarzają jak mantrę, że ta zmiana “ma przywrócić obywatelom poczucie elementarnej sprawiedliwości”. To samo mówił dzisiaj poseł Matusiewicz:

  • celem projektu jest usprawnienie prac Sądu Najwyższego i zdemokratyzowanie procesu powoływania do niego sędziów
  • nowe regulacje spowodują, że zawód sędziego będą pełniły osoby o najwyższym poziomie merytorycznym i etycznym
  • reforma Sądu Najwyższego ma wyeliminować korupcję i nadużycia
  • ma prowadzić do orzeczeń zgodnych z prawem, prawdą i poczuciem społecznej sprawiedliwości

Chociaż to projekt poselski (podpisany zresztą nie przez wszystkich, a zaledwie przez 49 posłów PiS-u), to bronił go także minister sprawiedliwości. PiS nawet nie ukrywa, kto jest prawdziwym autorem proponowanej “reformy”.

Ziobro: Ten Sąd Najwyższy kompletnie zawodzi

Wystąpienie ministra sprawiedliwości było jednym wielkim atakiem na środowisko sędziowskie: nie zostało “oczyszczone” po okresie komunizmu, ma problem ze standardami etycznymi i pogłębiającą się patologią, objawiającą się m.in. tym, że sędziowie “wydają wyroki na telefon” i “kradną w sklepach kiełbasę”.

– Potrzebne są zmiany i tlen demokracji. Realizujemy nasz program wyborczy i będziemy konsekwentni w tym dziele – zapowiedział Zbigniew Ziobro.

Wszystkie głosy przeciwne proponowanym przez PiS zmianom minister Ziobro kwituje krótko: – To obrona oblężonej twierdzy. (…) Nie ma sprawiedliwości bez uczciwości i etyki. Musimy ją podnieść na wyższy poziom.

Pozorna poprawka

Przed debatą nad ustawą PiS zdecydował się wycofać z najbardziej kontrowersyjnego zapisu. O czym poinformował wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Według art. 87 projektu, po wejściu w życie nowych przepisów mają wygasnąć kadencje sędziów tego sądu, z wyjątkiem osób wskazanych przez ministra sprawiedliwości. Poprawka zmienia ten zapis. Zakłada, że sędziów, których kadencje nie zostaną wygaszone, będzie wskazywać Krajowa Rada Sądownictwa, nie minister.

Tyle że to niewiele zmienia. PiS i tak będzie miał pełną kontrolę nad składem nowego SN, bo właśnie uchwalił ustawę, która podporządkowuje KRS kontroli polityków. Ustawa jest teraz na biurku prezydenta.


Zdjęcie główne: Kopuła Sejmu, Fot. Flickr/Lukas Plewnia, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.