Reklama

Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji – jesteśmy bliscy stagflacji, czyli sytuacji, kiedy jest wysoka inflacja i niski wzrost, nawet możliwe, że bliski zeru. Trzeba wówczas wybierać między działaniem złym i gorszym – mówi nam dr Sławomir Dudek, wiceprezes zarządu, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. I dodaje: – Prezes Glapiński w kontekście wojny na Ukrainie szkodzi bezpieczeństwu Polski. W tych warunkach musi być oszczędny w słowach, bo jego stand-uperskie wypowiedzi szkodzą. Na czele banku powinien stanąć teraz ktoś, kto ma wiarygodność, jest oszczędny w słowach, nie jest politykiem, nie palił kukieł kiedyś i nie ma dziwnych powiązań z nieruchomościami. Wiarygodność jest nam teraz bardzo potrzebna

Tarcza antyinflacyjna będzie przedłużona, ponieważ walka z Putinem ma swoje koszty – poinformował premier i dodał, że teraz rząd pracuje nad tarczą antyputinowską. Co to oznacza dla nas?

Sławomir Dudek

DR SŁAWOMIR DUDEK: Wielokrotnie mówiłem już, że tarcza antyinflacyjna nie rozwiązuje powodów inflacji, tylko jest to forma transferu socjalnego. Dobrym porównaniem jest tu sytuacja, kiedy leki przeciwbólowe są dawane garściami komu popadnie, bo pieniądze idą do każdego, niezależnie, czy ktoś cierpi ubóstwo energetyczne, czy nie. Na tych obniżkach wynikających z tarczy korzystają najbardziej bogaci, np. ci, co mają duże samochody z dużym spalaniem paliwa. Duże domy z ogrzewanymi basenami.

To kolejny wydatek w stylu zrzucania pieniędzy z helikoptera, mało skuteczne rozdawnictwo, które może działać proinflacyjnie i  niestety sporo kosztuje.

Rząd nie zaktualizował wyliczeń, ile to będzie kosztowało w tym wydłużonym wymiarze. Do lipca/czerwca to miał być koszt nawet 30 mld zł, zatem przedłużenie tarczy na kolejne miesiące to kolejne dziesiątki mld złotych. Niestety w budżecie w tak trudnej sytuacji nie ma na to pieniędzy. Tarcza antypuinowska, choć na razie nie wiemy, co to będzie, też na pewno będzie kosztowna.

Reklama

Co to oznacza dla finansów publicznych?
Budżet z perspektywy 2021 roku wydawał się w relatywnie dobrej sytuacji, ale to wszystko było napompowane inflacją i odbiciem pocovidowym. To, co przed nami, to wielka niepewność, spowolnienie wzrostu.

O ile?
Nawet prognoza NBP, która jest uznawana za optymistyczną, bo pokazuje relatywnie wysoki wzrost w tym roku – ponad 4 proc., i w przyszłym 3 proc., w niektórych kwartałach przyszłego roku zakłada, że ten wzrost zbliży się do 2 proc. Dla polskiej gospodarki to kiepski scenariusz. Nasza gospodarka w przypadku wielu światowych kryzysów nie doświadczała recesji, pierwszy raz od transformacji spadek PKB miał miejsce w czasie załamania covidowego, wystąpił tylko w jednym kwartale. Generalnie, gdy wzrost spadał w okolice 2 proc. i poniżej, to mieliśmy już oznaki stagnacji, wzrost bezrobocia. Sytuacja jest niepewna, bo scenariusze pisane są dziś na Kremlu i zależymy od scenariuszy militarnych.

Nawet gdy wojna się skończy, czego bardzo byśmy chcieli, to zostanie niepewność, zawirowania, sankcje, a agresor nadal będzie blisko naszej granicy.

Co będzie oznaczać takie spowolnienie?
Dochody budżetowe ucierpią i nie ma co liczyć, że ich dynamika będzie na poziomie z 2021 r., gdzie mieliśmy odbicie od dna, wszyscy kupowali na zapas, mieliśmy odroczony popyt i jedną wielką koniunkturę na świecie. To jest nie do powtórzenia i mierzenie potencjału budżetowego sytuacją z 2021 roku jest nieroztropne. Kłopoty są także na rynku długu, a na rynkach finansowych mamy rollercoaster, jeżeli chodzi chociażby o ceny ropy czy kurs walutowy. Podobnie jeżeli chodzi o rentowność obligacji. Odsetki od polskich obligacji mocno skoczyły i są one tak drogie jak 10-12 lat temu. Wypadamy niestety gorzej niż nasi sąsiedzi i gorzej niż gospodarki, które dbają o stabilność ekonomiczną, jak np. Niemcy. Nasze obligacje są droższe o 5,5 punktu niż niemieckie.

Do tego jesteśmy areną największego od czasów II wojny światowej kryzysu migracyjnego, a scenariusze wskazują, że ten napływ się nie skończy, codziennie przybywa ponad 100 tys. uchodźców. To też będzie powodować koszty, ale i perturbacje. Niby mówi się o pozytywnym wpływie na rynek pracy, ale to nie nastąpi szybko, bo głównie przyjeżdżają kobiety z dziećmi, osoby starsze.

Trzeba koniecznie udrożnić rynek pracy i dla uchodźców, który przybywają teraz, i dla wcześniejszych emigrantów zarobkowych.

Trzeba zatem teraz bardzo rozsądnie patrzeć na możliwości budżetowe i środki pieniężne. Warto podkreślić, że bezpieczeństwo narodowe to nie jest tylko bezpieczeństwo militarne, ale też bezpieczeństwo ekonomiczne. Każdy prezydent przygotowuje strategię bezpieczeństwa narodowego i w każdej z nich, i tej podpisanej przed prezydenta Komorowskiego, i Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego czy Dudę, jest mocno podkreślane bezpieczeństwo ekonomiczne. Dziś jesteśmy mocno rozregulowani, jeżeli chodzi o rynek finansowy, i kombinowanie z budżetem może się skończyć bardzo wysoką inflacją albo bardzo wysokimi odsetkami długu publicznego i ostatecznie nie będzie pieniędzy na bezpieczeństwo militarne czy bezpieczeństwo zdrowotne.

Rząd nie powinien teraz szastać pieniędzmi, a każdy wydatek analizować trzy razy, czy buduje to bezpieczeństwo narodowe, nie tylko w rozumieniu militarnym. A my nie mamy nawet w takim czasie ministra finansów. Jeżeli tarcza nie pomaga, to pytanie, czy jest sens rozrzucać te pieniądze z helikoptera.

Potrzebujemy środków na zakup helikopterów, a nie zrzucania pieniędzy z helikoptera.

Benzyna za 7 zł, ropa za 8 zł, zatem jak by wyglądały ceny paliw, gdyby nie było tarczy, na ile ona te ceny zmienia?
No właśnie nie bardzo je zmienia, a premier na jednym ze swoich wystąpień mówił, że przeciętna rodzina zyska 42 zł, zatem rząd stosuje strategię każdemu po 42 zł: bogatemu, biednemu, temu, co ogrzewa basen, i temu, co korzysta z obniżonych podatków. To jest właśnie zrzucanie pieniędzy z helikoptera. Jeżeli rząd chce pomagać, to niech wyszuka osoby zagrożone ubóstwem energetycznym i tam celuje pomoc. Inaczej to propagandowa zagrywka.

Można to porównać do sytuacji, kiedy każdy trafiłby 6 w totka – wówczas nagroda byłaby nieznacząca, bo podzielona na wszystkich obywateli. Jeżeli rozhuśtamy stabilność  ekonomiczną, to koszty będą dużo większe i rząd musi szukać oszczędności w wydatkach i ostrożnie się zadłużać. Pieniądze europejskie same nic nie załatwią, ale mogą dać oddech w tym trudnym okresie.

Pamiętajmy też, że jesteśmy krajem przyfrontowym i to

Rosji i Białorusi zależy bardzo na destabilizacji i rozchwianiu naszej gospodarki.

Nie pomagajmy w tym Putinowi. Dodam też, że podstawą państwa demokratycznego jest ścisła kontrola wydatków militarnych. Przykład Pegasusa dobitnie to pokazał. Nikt nie neguje faktu, że trzeba zwiększyć wydatki militarne, ale też w ramach bezpieczeństwa ekonomicznego. Nikt nie neguje tego, że uchodźcom trzeba pomóc, ale nie można tego robić w taki sposób, że pieniądze są wyprowadzane poza budżet. Takie pomysły o bezkarności, ostatnio pojawił się taki przy ustawie o obronie, są niedopuszczalne.

Szef NBP Adam Glapiński informował po podwyższeniu stóp procentowych, że „RPP nastawiona jest jastrzębio”, nie ma wyjątków i trzeba działać. W następnych miesiącach będą następne podwyżki. Do jakiego pułapu mogą dość stopy?
Po pierwsze trzeba powiedzieć, że jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji – jesteśmy bliscy stagflacji, czyli sytuacji, kiedy jest wysoka inflacja i niski wzrost, nawet możliwe, że bliski zeru. Trzeba wówczas wybierać między działaniem złym i gorszym. Z jednej strony nie można dopuścić, aby inflacja rosła. Na tym zależy Putinowi – aby w gospodarkach, z którymi walczy, inflacja wzrosła wysoko, bo zależy mu na kryzysie. W skrajnym scenariuszu NBP w niektórych miesiącach inflacja może przebić nawet 16 proc. To co prawda skrajny scenariusz, ale co do prognoz NBP, to właśnie te skrajne dotychczas się spełniały.

Mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie i to jest tylko scenariusz, ale jeżeli do tego dojdzie, to będzie oznaczać, że

prawie 1/5 naszych oszczędności znika w ciągu roku.

To bardzo poważna sytuacja i do tego nie można dopuścić, zatem trzeba podnosić stopy. Rząd także mógłby pomóc i zaprzestać niepotrzebnych transferów społecznych, jak. np. czternastka. Proszę wyobrazić sobie, ile moglibyśmy za to kupić sprzętu.

Jeden zestaw wyrzutni rakietowej Piorun z czterema rakietami, który bardzo chwalą Ukraińcy, kosztuje dwa i pół miliona złotych, a czternastka emerytów kosztuje 11-12 mld. To 5 tysięcy takich zestawów, z dwudziestoma tysiącami rakiet. Niestety, czekają nas właśnie takie dylematy.

Wracając do stóp procentowych, to trzeba je było podnieść, choć będzie to miało konsekwencje dla inwestycji, rat kredytów i może wpływać spowalniająco na wzrost gospodarczy. Decyzja rady była słuszna, natomiast prezes Glapiński uprawia kabaret, a to nie pomaga. Do momentu, kiedy komunikat jest zredagowany przez zespoły ekonomistów z NBP, gdzie nie ma frywolnej twórczości prezesa, to wszystko jest dobrze. Natomiast

kiedy prezes zaczyna występować, to inwestorzy pukają się w głowę i pytają, jak ufać Polsce, skoro taki ktoś może wpływać na politykę monetarną.

Prezes Glapiński w kontekście wojny na Ukrainie szkodzi bezpieczeństwu Polski. W tych warunkach musi być oszczędny w słowach, bo jego stand-uperskie wypowiedzi szkodzą. Na czele banku powinien stanąć teraz ktoś, kto ma wiarygodność, jest oszczędny w słowach, nie jest politykiem, nie palił kukieł kiedyś i nie ma dziwnych powiązań z nieruchomościami. Wiarygodność jest nam teraz bardzo potrzebna.

Najgorsze jednak jest to, że my mieliśmy dużą inflację jeszcze przed wojną, a w okres konfliktu weszliśmy z 10-proc. inflacją. Obecny obóz władzy ma chyba profesorów, którzy być może są zgodni z poglądami ekonomicznymi władzy, ale nie są kabareciarzami, i na  nich powinien teraz postawić. A może też czas na jedność w Sejmie i wspólnego kandydata, gwarantującego wiarygodność w tak trudnym czasie.

(INK)


Zdjęcie główne: Konferencja nt. tarczy finansowej dla firm, kwiecień 2020, Fot. Flickr/KPRM/Krystian Maj, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Sławomir Dudek, Fot. FOR

Reklama