Polska

Donald Tusk zrobi im jesień średniowiecza? 4,5 mln pod lupą CBA

10 sierpnia 2026, 07:090 wyswietlen
Udostepnij:

Trzy firmy z jednej dolnośląskiej wsi, łącznie 4,5 mln zł pomocy po powodzi i cała seria pytań o to, co właściwie zniszczyła woda. Jedna z firm należy do męża polityczki KO i wiceprezeski Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Aferę ujawniła Wirtualna Polska. Teraz sprawie przygląda się CBA, a administracja centralna chce wiedzieć, na jakiej podstawie przyznawano wsparcie.

Donald Tusk zrobi im jesień średniowiecza? 4,5 mln pod lupą CBA

4,5 miliona. Trzy firmy. Jedna wieś

To miały być pieniądze dla przedsiębiorców, których biznesy ucierpiały w wielkiej wodzie. Tymczasem Wirtualna Polska opisała przypadek trzech podmiotów z Dziwiszowa na Dolnym Śląsku, które dostały łącznie około 4,5 mln zł pomocy. Problem jest potężny: według ustaleń portalu oficjalne dane nie wskazywały, by nieruchomości tych firm znalazły się pod wodą.

I nie chodzi o drobne kwoty ani o jedną decyzję urzędnika. Mówimy o milionach złotych z programów uruchomionych po katastrofalnej powodzi z września 2024 r. Pieniądze miały ratować realnie poszkodowanych przedsiębiorców. Dlatego każde pytanie o to, czy szkody rzeczywiście były skutkiem żywiołu, brzmi dziś wyjątkowo mocno.

200 tys. dla firmy męża polityczki KO

Najbardziej politycznie wybuchowy jest wątek Anny Konieczyńskiej. To polityczka Koalicji Obywatelskiej, która od lutego 2025 r. jest wiceprezeską Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, instytucji uczestniczącej w rozdzielaniu wsparcia. Firma jej męża wystąpiła o pieniądze dziewięć miesięcy po powodzi — już kilka miesięcy po tym, gdy Konieczyńska objęła funkcję w KARR.

Firma dostała 200 tys. zł na szkody w pensjonacie. Tyle że sam obiekt znajduje się na wzgórzu. W dokumentacji wskazano m.in. pęknięcia kafli na schodach i tarasie, wymyte fugi oraz pęknięcia tynków na balkonach.

Pensjonat na wzgórzu. Gdzie była woda?

Wirtualna Polska dotarła do dokumentacji fotograficznej. Jak informuje portal, na zdjęciach nie widać linii zalania na ścianach ani innych oczywistych śladów wskazujących, że przez obiekt przeszła powódź. To jeszcze nie jest dowód, że szkody nie miały związku z żywiołem. Ale jest to bardzo konkretne pytanie: na czym dokładnie oparto decyzję o wypłacie pieniędzy?

WP zapytała o to gminę. Odpowiedź jest dla całej sprawy kluczowa: nie ma dowodu, że wskazane szkody powstały wskutek powodzi. Gmina przyznała również, że postępowanie było uproszczone, a podstawą przyznania pożyczki było oświadczenie wnioskodawcy. Co więcej, straż pożarna we wrześniu 2024 r. nie odnotowała pod adresem pensjonatu żadnego zgłoszenia powodziowego.

3,2 mln dla sąsiada. I sala zabaw, której nie otwarto

Na firmie męża polityczki KO historia się nie kończy. Drugi opisany przez WP podmiot należy do sąsiada wiceprezeski KARR. Firma miała otrzymać aż 3,2 mln zł z programów pomocowych. Także tutaj oficjalne dane, na które powołuje się portal, nie wskazują, aby w należących do firmy obiektach była woda.

Najbardziej zdumiewający jest wątek sali zabaw. To właśnie na nią firma otrzymała znaczną kwotę. Według Wirtualnej Polski obiekt nigdy nie został otwarty. Pytanie nasuwa się samo: skoro sala nie ruszyła, to co konkretnie zostało zniszczone i jak wyceniono szkody na tak wysokim poziomie?

Ponad milion dla lokalnej telewizji

Trzeci beneficjent opisany przez portal to lokalna telewizja współpracująca z samorządem. Miała dostać ponad 1,1 mln zł. I znów pojawia się ten sam problem: według WP oficjalne dane nie wskazują, aby należący do firmy obiekt znalazł się pod wodą.

Trzy podmioty. Jedna niewielka miejscowość. Łącznie około 4,5 mln zł. I w każdym przypadku pytania o rzeczywistą skalę powodziowych zniszczeń. To już nie wygląda jak pojedyncza urzędnicza wątpliwość. To wygląda jak sprawa, którą państwo musi rozebrać na części pierwsze.

CBA wchodzi do gry. Warszawa chce papierów

Sprawa wyszła już daleko poza Dziwiszów i lokalny samorząd. Wiceminister rozwoju i technologii Michał Jaros rozesłał do gmin powiatu karkonoskiego pismo z prośbą o wykaz przedsiębiorców, którzy otrzymali zaświadczenia powodziowe. Władza centralna chce wiedzieć, jakie kryteria stosowały urzędy i na jakiej podstawie uznawano, że dana firma rzeczywiście ucierpiała wskutek powodzi.

Do tego dochodzi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jak informuje WP, CBA przygląda się sposobowi rozdzielania wsparcia, a agencja w Jeleniej Górze prowadzi czynności kontrolne. To nie przesądza o czyjejkolwiek winie. Oznacza jednak, że dokumenty, oświadczenia, decyzje i powiązania między beneficjentami a osobami znajdującymi się blisko procesu rozdzielania pieniędzy będą teraz prześwietlane znacznie dokładniej.

Premier może urządzić im jesień średniowiecza

Dla Donalda Tuska to jest gotowy test wiarygodności państwa. Nie potrzeba partyjnej wojny ani zbiorowej odpowiedzialności. Potrzeba jednej rzeczy: bezlitosnego sprawdzenia, komu wypłacono pieniądze dla powodzian, na jakiej podstawie, kto potwierdzał szkody i czy procedury rzeczywiście zabezpieczały publiczne miliony przed błędami albo nadużyciami.

Jeżeli wszystko było zgodne z prawem i zasadami — kontrola powinna to pokazać. Ale jeżeli okaże się, że miliony przyznawano na podstawie zbyt miękkich kryteriów, słabo zweryfikowanych oświadczeń albo dokumentów, które nie odpowiadały rzeczywistości, wtedy jesień średniowiecza może nadejść błyskawicznie. I właśnie wtedy zacznie się prawdziwe pytanie o odpowiedzialność: urzędniczą, instytucjonalną i polityczną.

Bo obraz tej historii jest dla władzy fatalny: pomoc stworzona po dramatycznej powodzi, trzy firmy z jednej wsi, 4,5 mln zł i coraz więcej pytań o to, gdzie właściwie była woda. Po publikacji Wirtualnej Polski tego tematu nie da się już zamieść pod dywan. Teraz liczą się papiery. A jeśli w papierach coś się nie będzie zgadzać — ktoś będzie musiał za to odpowiedzieć.

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz

🏖️Last minuteMapa burz