Cwaniak! Sakiewicz chciał przehandlować Republikę!
Najpierw kazał widzom wierzyć, że Telewizja Republika to ostatni bastion. Potem siadł do stołu z szefem Zondacrypto i zaczął liczyć, ile można wziąć za kawałek tej twierdzy. Onet ma list intencyjny, maile i rachunek z Monako. Reszta to już tylko pytanie, kogo Sakiewicz brał na poważnie: własną publiczność czy człowieka z giełdy, która potem zostawiła po sobie ruinę.

Przez miesiące 2025 roku stacja Sakiewicza była tubą Zondy. IMM wyliczył, że do Republiki poszło 37,3 mln zł ekwiwalentu reklamowego. Ponad 70 proc. telewizyjnego budżetu giełdy. Średnio osiemnaście spotów dziennie. Widz słyszał o wolnych mediach, a w bloku reklamowym dostawał giełdę kryptowalut jak objawienie. Sakiewicz później wrzeszczał, że liczby są siedmiokrotnie zawyżone i że Zonda i tak zalega. Świetnie. Nawet jeśli obciął kwoty, kasa i tak szła. I to gruba.
Reklama była przykrywką!
Monako najpierw, podpis potem
Jesienią rozmowy zeszły z anteny do papierów. Kral chciał wejść przez estońską spółkę BB Trade Estonia OÜ. W liście, który Onet zdobył, jest widełki: od 5 do 20 proc. akcji Republiki. Wycena stacji: 80 milionów. Dwadzieścia procent: około 16 milionów. Nie napiwek. Wejście do spółki.
Człowiek z otoczenia Sakiewicza powiedział Onetowi wprost: od połowy 2025 prezes traktował Krala jak inwestora. Całej stacji oddawać nie chciał. Chciał „lekki pakiet” – dość, żeby się podpiąć pod pieniądze giełdy, za mało, żeby stracić stery.
28 listopada leci pierwsza wersja listu. Tego samego dnia Sakiewicz jest już w Monako, w czterogwiazdkowym hotelu w Larvotto, z prywatną plażą. Dwa tysiące trzysta euro. Płaci Kral. Blisko dziesięć tysięcy złotych za dwa dni. Patriotyzm ma swoją stawkę hotelową.
Po powrocie maszyna jedzie dalej. 28 listopada o 9:02 Radosław Dobroński, dyrektor generalny Republiki, pisze do prawnika: przesyła trzecią wersję listu i dopowiada, że po akceptacji „prezes Sakiewicz jest gotowy do podpisania tego listu nawet dzisiaj”. 3 grudnia wersja jest domknięta i idzie na stronę Krala. To nie plotka z korytarza. To kalendarz.
Nagle okazało się, że „tylko kilka tygodni”
Jak wybuchła afera Zondy, Sakiewicz zaczął mówić innym głosem. Onetowi przyznał, że rozmowy były. Dodał, że krótkie, że to Kral pchał temat, że on się wycofał, bo giełda miała kłopoty z UKNF i prokuraturą, a w tle straszyło przejęcie przez „gangsterów”. Ładnie brzmi. Spóźnione, ale ładnie.
Prawnik Krala nie zostawia z tego wiele. Rozmowy od września. Spotkanie w siedzibie z Sakiewiczem i Dobrońskim. Projekt listu szedł z kancelarii Krala, Republika poprawiała. 28 listopada papier poszedł do stacji. 2 grudnia wróciła wersja podpisana elektronicznie przez prawnika Sakiewicza.
Prezes dziś rozkłada ręce: to nie jego podpis, tylko pełnomocnika. W mailu z 28 listopada jego ludzie nie rozkładali rąk. Pisali, że prezes jest gotów podpisać od razu.
Do transakcji nie doszło, bo Zonda zaczęła się sypać. Wypłaty stanęły. Poszkodowanych tysiące. Śledztwo o oszustwa i pranie pieniędzy. Straty idące w setki milionów. Dopiero wtedy Sakiewicz przypomniał sobie o ostrożności.
Kazał wierzyć w ołtarz, sam sprawdzał cenę
Republika żyła z opowieści, że nie da się kupić. Że to nie TVN, nie „system”, nie salony. Tymczasem jej prezes oglądał wycenę stacji jak towar na ladzie. Brał reklamowe miliony od giełdy, która potem zostawiła ludzi z pustymi kontami. Latał do Monako na koszt tej samej strony. I dopuszczał myśl, że Kral wejdzie do spółki.
Dwadzieścia procent to nie bilecik wstępu na konferencję. To udział. Sakiewicz chciał kasę i kontrolę naraz: wpuścić inwestora, zostawić sobie fotel, widzom dalej opowiadać o niezależności.
Gdy IMM podało reklamowe liczby, prezes mówił o fałszerstwie i hejcie władzy. Gdy Onet położył na stole list, hotel i maile – nagle wyszło, że inicjatorem był kto inny, że to trwało krótko i że on i tak był czujny. Papiery tego nie potwierdzają. Daty się zgadzają. Rachunek z Monako też.
Nie sprzedał. Chciał przehandlować. Negocjował. Poprawiał umowę. Pakował walizkę. A ludzie, którzy codziennie włączali Republikę, mieli dalej myśleć, że oglądają coś, czego nie da się kupić.
Udostepnij artykul
Autor
Zespół redakcyjny
Zespół redakcyjny wiadomo.co — najważniejsze informacje z Polski i świata, 24/7.
