Reklama

Koalicja Europejska przegrała z PiS-em i to różnicą 7 punktów procentowych. Czy to wielka porażka? Oficjalnie takie słowa nie padają, ale trudno w takiej sytuacji o entuzjazm. Jedno jest pewne, koniec wyborów do Parlamentu Europejskiego oznacza początek kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu. To będzie decydująca bitwa. Czasu jest bardzo mało, bo wybory odbędą się już jesienią. Jaki plan ma opozycja? Czy nadal będzie zjednoczoną opozycją?

Wygrać z PiS-em

Najważniejsze zadanie się nie zmieniło – pokonać PiS w wyborach parlamentarnych. Czy to jeszcze w ogóle możliwe? Politycy opozycji nie zamierzają się poddawać, a przynajmniej tak twierdzą. Zdają sobie sprawę, że po przegranych wyborach europejskich to będzie zadanie trudniejsze, ale przekonują, że nie niemożliwe. Dlatego muszą się jak najszybciej otrząsnąć, przeanalizować przyczyny przegranej i ruszyć do prawdziwego boju. Najlepiej wszyscy razem. Cel minimum to nie dopuścić do tego, aby PiS zdobył w Sejmie większość.

Czy zjednoczona opozycja przetrwa?

Tak naprawdę nie ma innego wyjścia. Pytanie tylko, w jakim kształcie. Jeżeli dojdzie do wewnętrznych, powyborczych rozliczeń, to rozmowy zapewne nie będą należały do najprostszych. Nie jest tajemnicą, że Platformie najbardziej zależy na sojuszu z PSL-em. Rozmowy podobno już od jakiegoś czasu się toczą. Politycy Platformy liczą na to, że ludowcy zrozumieją, że samodzielny start w wyborach to właściwie pewna przegrana. Podobnie w przypadku SLD i Nowoczesnej. I z takiej pozycji chcą prowadzić negocjacje.

Koalicja będzie miała inną nazwę – to pewne. Pewne jest też to, o czym mówią nam politycy PO, że będzie budowana na innych zasadach. Nie może być tak, że każdy gra na siebie i licytuje się na lepsze pomysły czy wypowiedzi. Jak razem, to razem. Przekaz ma być spójny. Proste, ale może okazać się trudne do zrealizowania. Przez wygórowane ambicje w polityce już niejeden sojusz się rozpadał. Wszystko zależy od determinacji liderów, szeregowych członków poszczególnych partii i doradców.

Reklama

Bez Biedronia

Wiosna zajęła w europejskim wyścigu trzecie miejsce, ale jej wynik to prawdziwa porażka. Dlatego pozostała część opozycji nie zamierza przygarniać Roberta Biedronia pod własne skrzydła. Od polityków PO słyszymy, że jest już “na politycznym aucie”. Jednym słowem przeszarżował. Zresztą on też na razie nie pali się do wspólnego opozycyjnego działania. Jeżeli wystartuje sam, podaruje piękny prezent partii rządzącej.

Wybory europejskie pokazały jasno i wyraźnie, że nie ma i nie będzie alternatywy: albo zjednoczona opozycja, albo PiS. Liczą się tylko dwa bloki.

Bez wewnętrznych rozliczeń

Jaką nauczkę dostała opozycja? Nie zmobilizowaliśmy i nie pociągnęliśmy naszych wyborców – odpowiadają politycy PO. Dlaczego? Proces analizy dopiero się rozpocznie. Ale już teraz jedną z przyczyn wydaje się skierowanie uwagi Polek i Polaków na światopoglądowe tory. Na razie chwilę poczekajmy, muszą opaść emocje.

Są publicyści, którzy domaga się głowy lidera PO Grzegorza Schetyny, bo przecież ktoś musi za przegraną odpowiedzieć. Czy taki scenariusz jest w ogóle brany pod uwagę? Politycy tej partii zapewniają, że nie. Podobno wszyscy w Platformie wiedzą, jaka jest stawka jesiennych wyborów i nie zaryzykują wewnętrznych kłótni. Ta kampania wyborcza ma być pokazem siły, mobilizacji i determinacji.

W czerwcu mamy poznać skład nowej opozycyjnej koalicji, a w lipcu jej listy wyborcze i program. Taki jest polityczny plan. Na koniec warto dorzucić zdanie, które najczęściej słychać z ust polityków PO: Nie możemy stracić nadziei!


Zdjęcie główne: Fot. Flickr/PO

Reklama

Comments are closed.