Reklama

Po dwóch latach reformy edukacji minister edukacji Anna Zalewska ogłasza sukces. – Sprawdziły się pozytywne prognozy Ministerstwa Edukacji Narodowej odnośnie do wpływu reformy edukacji na stan zatrudnienia nauczycieli – twierdzi pani minister. ZNP jednak nie potwierdza tych informacji i prowadzi ankietę w sprawie protestu. – Pani minister Zalewska ma niezły tupet, że śmie się chwalić reformą, bo protestują nauczyciele, a rodzice i dzieci piszą do Rzecznika Praw Dziecka i RPO, skarżą się, że są za bardzo przemęczone – mówi Kinga Gajewska z PO.

Reforma sukcesu

Zdaniem minister edukacji Anny Zalewskiej dwa lata reformy można podsumować jednym słowem: sukces. Do największych zalicza zwiększenie liczby etatów nauczycieli. Z wyliczeń MEN wynika, że w tym roku pracę w oświacie znalazło ponad siedem tysięcy nauczycieli, a ponad 10 tysięcy otrzymało zatrudnienie na etacie.

– Mamy kolejny wzrost liczby nauczycieli, wzrost liczby etatów, a także wzrost pełnozatrudnionych nauczycieli i również godzin ponadwymiarowych – chwaliła się szefowa MEN.

Reklama

Z wyliczeń resortu edukacji wynika, że o ponad 10 tysięcy wzrosła liczba etatów nauczycieli zatrudnionych w szkołach i przedszkolach w całej Polsce. Wzrosła też liczba dzieci uczęszczających do przedszkoli. Zalewska podkreślała też, że już za miesiąc, w styczniu, nauczyciele dostaną podwyżki.

ZNP: To nieprawda

Związek Nauczycielstwa Polskiego nie podziela optymizmu minister. – Gdy dane te porówna się z innymi statystykami zaprezentowanymi przez szefową MEN, pojawiają się problemy. Chodzi o nauczycieli, z którymi rozwiązano stosunek pracy “z innych przyczyn”. Czyli z powodu zmian w ustroju szkolnym i efektów reformy Zalewskiej. Początkowo MEN podał, iż w roku szkolnym 2018/2019 rozwiązano stosunek pracy z 1,19 proc. nauczycieli. Potem doprecyzował, że chodzi o 7077 pedagogów – tłumaczy ZNP.

Dodatkowo MEN nie precyzuje, ilu z nowo zatrudnionych nauczycieli zbiera godziny w kilku szkołach.

Co do wzrostu przedszkolaków ZNP również polemizuje z minister Zalewską. Zdaniem Związku wzrosła liczba dzieci w przedszkolach, bo po pierwsze w tym roku liczba placówek wzrosła o 373, dodatkowo ponad 95 proc. rodziców zdecydowało o pozostawieniu 6-latków w przedszkolu, a nie posłaniu ich do pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Związek prowadzi też ankietę w sprawie protestu, w grę wchodzi kilka scenariuszy. Rozważany jest także wariant podobny do protestu policjantów przed 11 listopada. Nauczyciele przed egzaminami i maturami mieliby masowo udać się na zwolnienie bądź urlop na podratowanie zdrowia.

Opozycja: Inna rzeczywistość pani minister

– Pani minister Zalewska ma niezły tupet, że śmie się chwalić reformą, bo protestują nauczyciele, a rodzice i dzieci piszą do Rzecznika Praw Dziecka i RPO, skarżą się, że są za bardzo przemęczone – mówi nam Kinga Gajewska, posłanka PO z sejmowej komisji edukacji.

Opozycja zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt reformy minister Anny Zalewskiej. W następnym roku nastąpi kumulacja roczników w liceach. – W 2019 roku dojdzie do katastrofy, kiedy do liceum pójdzie podwójny rocznik. Może warto, żeby pani minister Zalewska zapytała uczniów, czy chcą chodzić do szkoły w sobotę – pyta posłanka PO.

Lekcje w sobotę nie są wcale tak nierealnym scenariuszem, ponieważ do pierwszych klas naraz trafi ok. 700 tys. uczniów po III klasie gimnazjum oraz VIII podstawówki. Równolegle dla tych pierwszych trzeba będzie prowadzić szkołę trzyletnią, a dla drugich czteroletnią. Podobny problem będzie też w niższych klasach.

– Podstawa programowa jest tak skonstruowana, że uczniowie w dwa lata w klasie  7 i 8 muszą zrealizować program trzyletni. Ci uczniowie nic innego nie robią, tylko się uczą, a nauczyciele nie są w stanie realizować programu – mówi Gajewska.


Zdjęcie główne: Anna Zalewska, Fot. Flickr/P. Tracz/KPRM

Reklama

Comments are closed.