Reklama

Amerykanie wybierają prezydenta. Wybory, w których startują kandydatka demokratów Hillary Clinton oraz republikanów Donald Trump, odbędą się już 8 listopada. Ich wynik, jak mówią eksperci, jest całkowicie nieprzewidywalny. W USA już trwa przedterminowe głosowanie.

– To była jedna z najbardziej agresywnych, konfrontacyjnych, wręcz oburzających kampanii prezydenckich, w której doszło do znacznego obniżenia jakości dyskursu publicznego, do obrażania się kandydatów. Mówimy głównie o tym, jak Donald Trump traktował Hillary Clinton. Aczkolwiek trzeba jednocześnie powiedzieć, że to Clinton częściej stosowała reklamę negatywną, przypominającą wyborcom ksenofobiczne czy mizoginiczne wypowiedzi Trumpa – mówi wiadomo.co dr Tomasz Płudowski, amerykanista z UKSW.  – Ton wypowiedzi obu kandydatów, stosowanie przez nich wzajemnych obraźliwych określeń, brak kontaktu, powitań w trakcie debat mogły być zaskoczeniem dla wyborców. A jeszcze większym zaskoczeniem dla nich było stwierdzenie Donalda Trumpa w czasie ostatniej debaty, że nie jest pewien, czy uzna wynik wyborów, jeśli przegra – dodaje.

Wybierając mniejsze zło

Zdaniem dr. Płudowskiego, Amerykanie stoją przed wyborem mniejszego zła. Zagłosują nie na tego kandydata, który wzbudza ich entuzjazm, tylko na tego, którego mniej nie lubią. To samo w sobie nie jest motywujące – uważa amerykanista – i może prowadzić do obniżenia frekwencji wyborczej.

– Prawdopodobnie będziemy w niepewności aż do ostatniej chwili, ponieważ sytuacja jest bardzo dynamiczna, pojawiają się nowe informacje na temat obydwu kandydatów. Wydaje się, że informacje ze sztabu Hillary Clinton na temat skandali obyczajowych, związanych z Donaldem Trumpem, ujrzały światło dzienne zbyt wcześnie – mówi dr Płudowski. – One odeszły już w niepamięć i zostały przykryte nowszymi doniesieniami na temat śledztw FBI. Na tym skorzysta oczywiście Donald Trump. Hillary Clinton trudno będzie przebić się ze swoją narracją – ocenia amerykanista.

Reklama

Prezydent Donald Trump?

Jak podkreśla dr Płudowski, w przypadku wygranej Donalda Trumpa mamy do czynienia z zupełną niewiadomą, dlatego, że on nigdy nie pełnił żadnego urzędu, nie był związany z polityką – ani wewnętrzną, ani międzynarodową.

– Ma słabą orientację w świecie. Widać, że te kwestie go szczególnie nie zajmują. W związku z tym jesteśmy skazani na przypuszczenia. Najprawdopodobniej w przypadku wygranej zatrudniłby osoby, które na tym lepiej się znają. A z drugiej strony najprawdopodobniej nie realizowałby wszystkich obietnic, które wygłaszał. Wydaje mi się, że mało prawdopodobne jest rozwiązywanie NATO albo zwracanie uwagi w relacjach z innymi krajami tylko na aspekty finansowe. To jest raczej postulat kampanijny, praktycznie nie do zrealizowania w polityce międzynarodowej – mówi dr Płudowski. I dodaje: – Polska nie jest jakoś szczególnie ważna czy obecna w jego wypowiedziach. Na pewno trudno byłoby znieść wizy w ciągu dwóch tygodni, a nawet w ciągu czterech tygodni, dlatego że nie leży to w kompetencjach prezydenta, tylko Kongresu.

Zdaniem amerykanisty, Donald Trump na urzędzie prezydenta USA stałby się zagrożeniem dla ładu międzynarodowego. – W otoczeniu Trumpa funkcjonują ludzie, którzy, jak widać, mają powiązania z Rosją, robią z nią biznes. Zresztą Trump sam do nich należy. Na jego niekorzyść również przemawia brak doświadczenia w relacjach międzynarodowych. Dosyć łatwo jest go ograć, ponieważ jest bardzo naiwny w swoich wypowiedziach na temat relacji międzynarodowych, myśli o nich w kategoriach merkantylnych – ocenia dr Płudowski.

Kontynuatorka Clinton

Jednak amerykanista uważa, że mimo niekorzystnych wyników sondaży nadal bardziej prawdopodobne jest, że wygra Hillary Clinton. Na jej korzyść przemawia system Kolegium Elektorskiego i geografia USA.

– W przypadku Hillary Clinton w relacjach międzynarodowych możemy spodziewać się kontynuacji. Na pewno dotrzymałaby słowa, dotyczącego zobowiązań sojuszniczych wobec NATO oraz Europy Środkowej i Wschodniej – mówi dr Płudowski.

Eksperci podkreślają, że zewsząd w USA nadchodzą sprzeczne sygnały, dotyczące możliwych wyników wyborów. Według ogólnokrajowych sondaży poparcie dla Donalda Trumpa przestało rosnąć, a kandydatka demokratów utrzymuję 2-proc. przewagę. Nikt jednak nie ma odwagi w tej sytuacji wróżyć zwycięstwo Hillary Clinton. Jedno jest pewne – 8 listopada oczy całego świata będą zwrócone na Stany Zjednoczone.


pap-maly-2 Zdjęcie główne: Donald Trump, EPA/JIM LO SCALZO

Reklama