Reklama

Sąd Najwyższy podejmuje uchwały w różnych bardzo ważnych sprawach, to są koncesje energetyczne, wybory, dotacje wyborcze, można zniszczyć każdą partię w ten sposób. Zmienić wynik wyborów, jak się jakiemuś satrapie nie spodoba. A widzimy przecież, co dzieje się w TK czy w tzw. neo-KRS. Zgroza, Nowa Izba Dyscyplinarna ma być batem na niepokornych sędziów. Przecież sędziów jest w Polsce ok. 10 tys. i nie da się ich wszystkich wymienić z dnia na dzień, jak chciałby minister Ziobro. Oczywiście część z nich minister wprowadzi za pomocą nowej KRS, ale reszta pozostanie, a sędziowie nie dadzą się tak łatwo stłamsić. Dlatego musi być ten bat w postaci Izby Dyscyplinarnej, aby sędziom łamać karki. Tak działają systemy autorytarne – mówi w rozmowie z nami sędzia Waldemar Żurek

JUSTYNA KOĆ: Gdzie pan obecnie orzeka?

WALDEMAR ŻUREK: Orzekam w wydziale dotychczasowym, czyli II cywilnym, jeszcze mam co robić, ale już widzę efekty tzw. wstrzymanego wpływu w tym wydziale. To dość frustrujące, tym bardziej, że jestem w trakcie odwołania od decyzji o przeniesieniu. Przepisy mówią, że dopóki trwa odwołanie, to powinienem orzekać tam, gdzie jestem.

Pani pełniąca obowiązki prezesa uznała jednak, że nie przysługuje mi odwołanie, mimo że dostałem od niej zwrotkę do podpisania i pouczenie o prawie odwołania, i jest też komunikat na stronie SO, co oznacza, że zaakceptowała prawo do odwołania od decyzji.

Czuje pan, że pani prezes prowadzi z panem “wojnę”?
Ostatnio, gdy wszedłem do gabinetu, zobaczyłem na ziemi kilkadziesiąt tomów akt. To były stare akta, w przypadku niektórych nie były podejmowane czynności przez minimum 9 miesięcy. Gdy zapytałem kolegium, dlaczego te akta nie zostały rozlosowane z początkiem roku, pani p.o. prezes powiedziała, że to była jej osobista decyzja. Proszę pamiętać, że w każdej z tych spraw przysługuje skarga na przewlekłość, za którą można zasądzić do 20 tys. odszkodowania od Skarbu Państwa. Zastanawiam się, czy tych akt nie trzymano rozmyślnie. Oczywiście pełniąca obowiązki tłumaczy przekazanie mi tych akt obłożeniem innych sędziów, ale być może było to spowodowane potrzebą, aby w moim referacie wykazywać sprawy, które są przewlekłe, czyli moją “opieszałość”. Ja

Reklama

na razie wstrzymałem się od czynności w tych sprawach do czasu rozpatrzenia mojego odwołania do tzw. KRS, bo każda moja decyzja w tym wydziale bez prawomocnej decyzji o przeniesieniu spowodowałaby nieważność postępowania.

Pani prezes, znajoma ministra Ziobry, chce pana przenieść z II wydziału cywilno-odwoławczego do I wydziału cywilnego Sądu Okręgowego. II wydział cywilno-odwoławczy SO jest sądem drugiej instancji, do którego trafiają odwołania od wyroków sądów rejonowych. Wydział I cywilny SO jest natomiast sądem pierwszej instancji. Przeniesienie byłoby więc de facto degradacją?
Nie można tak tego nazywać. Ja zresztą wiele lat temu orzekałem w tym wydziale. Oba wydziały są równie trudne i wymagające bardzo dużych nakładów pracy. Gdy ktoś idzie z rejonu do sądu okręgowego, to jest to rzeczywiście uznawane za awans.

Kiedy siłą przerzuca się sędziego z sądu odwoławczego, to może to być odbierane jako szykana. To są zdecydowanie różne zakresy prawa materialnego, inny sposób orzekania, prowadzenia referatu.

Zresztą tu mamy sprzeczne twierdzenia. Z jednej strony na stronach internetowych sądu twierdzi się, że mam małe doświadczenie sądu I instancji, jednocześnie mam wspomóc swoją wiedzą bardzo poważny wydział okręgowy, pierwszoinstancyjny z trudnymi sprawami. Łamie się przy tym ustawę o ustroju sądów powszechnych, która mówi, że przy takich przeniesieniach trzeba przede wszystkim brać pod uwagę staż pracy. Ja mam jeden z największych w wydziale odwoławczym. Miałem nawet propozycję do sądu apelacyjnego, czyli tego zaraz przed Sądem Najwyższym, ale podjąłem decyzję, że dopóki będę w KRS, to nie będę się decydował na stałą delegację, bo musieliby mnie wtedy oceniać moi koledzy, z którymi pracowałem Radzie.

W przypadku mojego przeniesienia jest też jeszcze jedna wątpliwość, a mianowicie brak opinii kolegium, ponieważ w głosowaniu wzięły udział tylko dwie osoby. Jedna była za, druga przeciw. Nie było więc wymaganego kworum, czyli nie było prawem wymaganej opinii.

Reszta wyszła w akcie sprzeciwu.
Zatem nie było kworum, co zresztą podkreśliła komisja skrutacyjna. Ewidentnie przy moim przeniesieniu następuje złamanie prawa, ale ten walec ma się toczyć dalej. Pani pełniąca obowiązki prezesa, koleżanka ministra Ziobry, nic sobie z tego nie robi. Widocznie ten parasol ochronny, który jest nad nią roztoczony, jest tak silny, że uważa, że może robić wszystko.

Mimo odwołania pan kwestionuje nową KRS. Dlaczego?
Bo jest to organ wybrany politycznie. Widzieliśmy, jakich wyborów dokonywali przy sędziach do SN, gdzie przymykano oko na to, że ktoś miał dyscyplinarkę, że prokurator był w stanie spoczynku, zatem nie był prokuratorem czynnym przez 10 lat. Widać, że tam była lista, którą po prostu się zaklepuje. Zdaję sobie sprawę, że nie mam co liczyć na obiektywizm tego organu, ale nie mam też innej drogi, na razie.

Ostatnio jeszcze zobaczyliśmy, jak członek tzw. KRS z Krakowa zanim wrzuci głos do urny rozmawia z ministrem sprawiedliwości. Każdy może ocenić tę sytuację i wyciągnąć wnioski.

Nie chcę być pesymistką, ale jest pan na przegranej pozycji.
Ja nie kalkuluję tego w kategoriach: wygrana-przegrana, bo gdybym to robił, to już od wielu lat siedziałbym cicho, kiedy uważałem, że trzeba mówić. Zawsze gdy nie podobały mi się zmiany w prawie, niezależnie od tego, kto rządził, zabierałem głos. Tylko kiedyś były granice. Dziś się je przekracza i nawet jeżeli pozornie przegram, to moralnie będę zwycięzcą. Mam świadomość, że ci, którzy to robią, także wobec mnie, wykonują czyjeś polecenia, są absolutnie zależni od mocodawców. Środowisko także to widzi, doświadczam wiele dowodów wsparcia, chociaż ta alienacja mojej osoby jest znacząca. Przecież ograniczanie mi spraw w moim wydziale też musi powodować niechęć kolegów i koleżanek, bo wszyscy ciężko pracują i są bardzo dociążeni. Ja nie jestem losowany do nowych spraw, co jest nie porządku wobec moich kolegów i koleżanek. Jest mi też przykro z tego powodu, ale staram się patrzeć wstecz na moją rodzinę.

Mój pradziadek zginął w wojnie z bolszewikami, dziadek – żołnierz września – zbiegł z niewoli, dostał się do obozu, gdzie spędził 6 lat, ich ofiara jest nieporównywalnie większa. Mojej babci dwukrotnie zburzono dom w 1939 i 1945 roku, moi rodzice działali w “Solidarności”, też byli za to piętnowani, ale nikt wtedy się nie zastanawiał, czy warto, a czasy były o wiele gorsze.

Jest pan pierwszą ofiarą polityczną obecnej władzy?
To, co się ze mną dzieje, jest niezwykle dotkliwe, ale członkowie mojej rodziny ponosili znacznie większe ofiary dla swojego kraju, broniąc swoich przekonań. Liczę się oczywiście z tym, że będzie chęć wydalenia mnie z zawodu, oplucia, zrobienia mi czarnego PR, ale to jest czas próby. Nie tylko dla mnie, ale i dla wszystkich sędziów. Konstytucyjne gwarancje sędziowskie zostały dziś wyłączone, nie działa Trybunał, zaraz zostanie wyłączone rzetelne postępowanie odwoławcze, zostanie tylko ustawka polityczna tzw. KRS.

Mam świadomość, że w pierwszej kolejności pójdzie strzał w tzw. sędziowskich liderów, którzy głośno mówią to, co myślą. Zresztą to już się zaczęło.

Mówi pan o sprawie sędziego Tulei i Przymusińskiego, którym grożą dyscyplinarki?
Dokładnie, ale tych sędziów jest więcej. Na przesłuchania przez rzeczników dyscyplinarnych został wezwany także sędzia Markiewicz, mieliśmy też przecież sprawy sędziów Czeszkiewicza, Pilarczyk, sędziów w Szczecinie. Tych spraw jest coraz więcej, bo władza chce zastraszyć środowisko sędziowskie. Sama sprawa przerzucenia mnie do innego wydziału też ma zastraszać, bo to pokazuje: jesteś meblem, możemy cię przestawiać. Moim zdaniem zaraz się zacznie przerzucanie sędziów z sądu karnego do cywilnego. To tak, jakby laryngologa przeniesiono na okulistykę. Niby oko i nos są w głowie i każdy ma studia medyczne. A jak się nie podoba, to sędzia będzie mógł się odwołać do tzw. KRS, która jest umocowana przez polityków, zatem obecni tam sędziowie zrobią wszystko, żeby przytakiwać władzy.

To wywoła efekt mrożący, ale też w ludziach to wywołuje wściekłość, sędziowską złość, bo prawdziwy sędzia nie da się złamać.

Zresztą pokazuje to moja historia, czy ostatnio historia sędzi Barańskiej, której rzecznik wszczął kontrolę referatu. Ja też miałem taką kontrolę 1,5 roku temu, bez żadnych podstaw zresztą. Kontrola nic nie wykazała, więc zaczęli kontrolować moich asystentów. To też nic nie dało. Wizytator w efekcie został odwołany, chociaż miał nieposzlakowaną opinię człowieka prawego, bo nie wykonał zlecenia i nie znalazł w moim referacie niczego, za co można by mnie skrytykować, opluć. Tak działają państwa autorytarne i nie mam wątpliwości, że my jesteśmy już jedną nogą w takim państwie.

Gdy słyszę prokuratora Święczkowskiego, który mówi, że przygląda się i monitoruje to, co się dzieje w SN, bo sędziowie tego sądu zadali pytania prejudycjalne i wstrzymali wykonanie niektórych przepisów, i grozi im palcem, to zastanawiam się, gdzie my żyjemy ? Co jeszcze można zrobić? Chyba tylko aresztować i zwalniać bez powodu z pracy.

Jak pan ocenia to, co dzieje się w SN? Prezydent wysłał 7 sędziów w stan spoczynku. Sędziowie mówią, że dalej czują się sędziami SN, ale nie będą orzekać, bo ich wyroki dotyczą zwykłych ludzi i może to grozić konsekwencjami dla nich.
Ja tutaj mam inny pogląd. To właśnie dla tych zwykłych ludzi sędziowie nie powinni ustępować przed bezprawiem. Jeśli wydali zabezpieczenie, którym są związani, to do czasu orzeczenia TSUE, do którego skierowali pytania prejudycjalne, powinni być konsekwentni. Ja rozumiem, że są to stonowane osoby, bardzo legalistycznie podchodzące do prawa, ale mamy czas wojny. Rozumiem, że to trochę walka pianisty z kibolem, ci sędziowie to wybitne postacie. Jak słyszę o Gudowskim albo Zabłockim, których znam osobiście, widziałem wielokrotnie, jak wykładali zagadnienia prawne, to są absolutne guru prawnicze, osoby, które budowały niezależny wymiar sprawiedliwości, mają piękne życiorysy, są autorytetami, a teraz usuwa się ich z SN, to przyznam, że opadają mi ręce. Cały świat wykorzystuje takich prawników maksymalnie, jeżeli tylko chcą dalej pracować, a u nas się ich wyrzuca. Przykro mi, gdy słyszę to, co mówi się o nich w publicznych mediach, ten stek obelg i oczernianie. Czasu się nie cofnie. Nawet gdy kiedyś przywróci się ich na stanowiska, dostaną odszkodowanie, to nie powinni doświadczać u schyłku kariery takiego poniżania. Teraz powinni zbierać owoce swojej wieloletniej ciężkiej pracy i wzorowej postawy, bo to są ludzie renesansu. Wspaniali w wykonywaniu swojej pracy.

Gdy widzę, kim są zastępowani, miernymi, podporządkowanymi politykom koniunkturalistami, to wiem, że te straty będą niepowetowane. Jestem zadziwiony, że prezydent w tym uczestniczy. Bo po osobach, które wprowadzają te reformy, nigdy wiele się nie spodziewałem, a po prezydencie, który zresztą ukończył mój uniwersytet, miał tego samego promotora, wybitnego prawnika, który uczył nas czegoś zupełnie innego – że należy szanować prawo – to niezwykle dojmujące. Wstydzę się za niego.

Prezydenta uwiodła władza?
Myślę, że to jest kwestia charakterologiczna i braku kręgosłupa. Z przykrością o tym mówię, bo to mój prezydent i urząd, który bardzo szanuję. Myślę, że prezydent doskonale wie, co się dzieje, jednak woli zapisywać się na czarnych kartach historii. Chyba boi się swojego politycznego matecznika. A rola strażnika konstytucji? Wstyd.

Przez wiele lat pracował pan z sędzią Zawistowskim, który obecnie zdaniem rządzących pełni obowiązki I Prezesa SN. Co zrobi sędzia Zawistowski?

Sędzia Zawistowski zachowa się przyzwoicie, bo to bardzo przyzwoity człowiek, znam go lata, bo razem pracowaliśmy w KRS.

To człowiek niezwykle wyważony, ja mam trochę inny temperament. To wzorzec sędziego Sądu Najwyższego. On będzie robił swoje, już po pierwszych jego wypowiedziach stało się jasne, że to sędzia, którego nie będzie można ani kupić, ani łatwo złamać. Nie będzie występować z żarliwymi wystąpieniami, bo ma taką naturę, ale będzie trwał na stanowisku.

Dlaczego władzy tak bardzo zależy na przejęciu SN? Przecież mogli obsadzić kilku swoich sędziów, których będą dawać do politycznych spraw. Chodzi o wybory?
SN podejmuje uchwały w różnych bardzo ważnych sprawach, to są koncesje energetyczne, wybory, dotacje wyborcze, można zniszczyć każdą partię w ten sposób. Zmienić wynik wyborów, jak się jakiemuś satrapie nie spodoba. A widzimy przecież, co dzieje się w TK czy w tzw. neo-KRS. Zgroza, Nowa Izba Dyscyplinarna ma być batem na niepokornych sędziów. Przecież sędziów jest w Polsce ok. 10 tys. i nie da się ich wszystkich wymienić z dnia na dzień, jak chciałby minister Ziobro. Oczywiście część z nich minister wprowadzi za pomocą nowej KRS, ale reszta pozostanie, a sędziowie nie dadzą się tak łatwo stłamsić. Dlatego musi być ten bat w postaci Izby Dyscyplinarnej, aby sędziom łamać karki. Tak działają systemy autorytarne.


Zdjęcie główne: Waldemar Żurek, Fot. YouTube/Wolne Sądy

Reklama

Comments are closed.