Barbara Nowacka jest obecna w polskiej polityce od wielu lat, słynie z ideowości i przywiązania do pewnych kwestii programowych. To bardzo ważny moment, a dla Koalicji Obywatelskiej to też ważny sprawdzian własnej atrakcyjności. Pokazujemy, że mamy bardzo szerokie skrzydła, że wszyscy, którzy chcą odsuwać PiS od władzy i mają europejski, otwarty, obywatelski pomysł na Polskę, gromadzą się w jednym miejscu – mówi w rozmowie z nami Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, szef kampanii wyborczych Platformy Obywatelskiej

KAMILA TERPIAŁ: Cieszy się pan z tego, że udało się doprowadzić do porozumienia z Inicjatywą Polską Barbary Nowackiej?

TOMASZ SIEMONIAK: Uważam to za polityczną wiadomość roku. Widać, że bliskość wyborów, a właściwie całej sekwencji wyborów, zaczyna dobrze oddziaływać na opozycyjną część sceny politycznej i następuje integracja. Pierwszym krokiem było powstanie Koalicji Obywatelskiej, czyli porozumienie PO i Nowoczesnej, a teraz dołącza bardzo ważne środowisko. Barbara Nowacka jest obecna w polskiej polityce od wielu lat, słynie z ideowości i przywiązania do pewnych kwestii programowych. To bardzo ważny moment, a dla Koalicji Obywatelskiej to też ważny sprawdzian własnej atrakcyjności.

Pokazujemy, że mamy bardzo szerokie skrzydła, że wszyscy, którzy chcą odsuwać PiS od władzy i mają europejski, otwarty, obywatelski pomysł na Polskę, gromadzą się w jednym miejscu.

PO liczy na przyciągnięcie wyborców lewicowych?
Dzisiejsza polityka wymyka się takim kategoriom tradycyjnego opisu: lewica, centrum, prawica. Trochę się przez ostatnie 20 lat zmieniło. Postulaty głoszone przez Barbarę Nowacką są także w katalogu partii liberalnych.

Trzeba przekraczać pewne granice i koncentrować się na konkretnych problemach, które trzeba i można wspólnie rozwiązać, a nie toczyć jałowy spór ograniczający się do podziału na prawicę i lewicę. W Polsce dzisiaj najważniejsze jest odsunięcie PiS-u od władzy i sprawienie, żeby ludziom żyło się lepiej.

Połączenie naszych środowisk to jest przełomowa decyzja, a z Barbarą Nowacką dobrze nam się rozmawia już od wielu lat. Nie zawsze się zgadzamy, ale w PO też były i są różne wrażliwości. Łączy nas przede wszystkim pewien sposób uprawiania polityki, rozmowy, otwartości i argumentacji. Poza tym proszę zobaczyć, ile ważnych dla Platformy osób przyszło z zewnątrz, chociażby Hanna Gronkiewicz-Waltz, Radosław Sikorski czy Bartosz Arłukowicz. Myślę, że w decyzji Barbary Nowackiej jest też takie zaufanie, że będzie przyjęta jak swoja”.

Programowo wam po drodze?
Zwróćmy uwagę na sprawy, na które Barbara Nowacka kładzie mocny akcent, czyli prawa kobiet.

Jak rozłożymy to na konkretne propozycje, to okazuje się, że mówimy tym samym językiem. Popieramy konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, in vitro, standardy okołoporodowe, tabletkę EllaOne bez recepty…

Ale nie propozycje dotyczące liberalizacji prawa aborcyjnego.
Uważamy, że w tej sprawie powinien być zachowany kompromis, ale w samej PO też są różne zdania. To na pewno nas nie poróżni. Można mieć inne zdanie i jednocześnie szukać elementów, które są wspólne. Zresztą w obecnej sytuacji i tak nie ma się o co kłócić, bo przecież to rządzący mają większość.

Kto kogo namówił do współpracy?
Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Mogę powiedzieć, że

kluczową rolę w tych rozmowach odegrał Grzegorz Schetyna. On i Barbara Nowacka musieli sobie zaufać, tak jak było wcześniej w przypadku Katarzyny Lubnauer.

Obserwowałem to z bliska, rozmawiałem z przewodniczącym i widzę, ile pracy włożył w to, żeby przekonać wszystkich to tego, że warto działać wspólnie.

Nie wszystkich jednak przekonał. Nie wyobrażam sobie, że moi wyborcy i wyborczynie w pakiecie ze mną dostają Grzegorza Schetynę – mówiła Paulina Piechna-Więckiewicz z Inicjatywy Polskiej.
Nie lubię, jak mówi się takie rzeczy pod wpływem emocji. Wydaje mi się, że Inicjatywa Polska i Barbara

Nowacka podejmują bardzo ważną decyzję, pokazują dalekowzroczne działanie, próbują przekroczyć podziały i koleiny, w których polska polityka opozycyjna tkwi od 3 lat. To też nie jest tak, że ktoś jest wasalem Schetyny, jak twierdzi Adrian Zandberg. Taki język to absurd.

To porozumienie obejmuje wybory do sejmików?
Obejmuje wybory samorządowe. Z tego, co wiem, Inicjatywa Polska nie ma swoich kandydatów na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Dlatego myślę, że będą wspierali naszych kandydatów. Po wyborach samorządowych będziemy już w dużo lepszej sytuacji. Porozumiewanie się z Nowoczesną tydzień po tygodniu pokazuje, jak rośnie zaufanie wtedy, kiedy ludzie ze sobą rozmawiają. Przecież

nie będzie tak, że pożegnamy się tydzień po wyborach samorządowych, wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że będzie chęć dalszej współpracy.

Z kimś jeszcze toczą się rozmowy?
Jesteśmy otwarci… Myślę, że dla nas wszystkich partnerem, o którym najwięcej myślimy, jest PSL. To są nasi przyjaciele z koalicji rządowej, koalicji w samorządach wojewódzkich i partnerzy w Europejskiej Partii Ludowej. Bardzo byśmy chcieli, żeby PSL w eurowyborach i wyborach parlamentarnych dołączył do naszej koalicji. Rozumiemy i szanujemy to, że wybory samorządowe są specyficzne i takie podejście do nich mają ludowcy.

Trzymamy kciuki za jak najlepszy wynik, bo to także dla Koalicji Obywatelskiej będzie bardzo dobra wiadomość.

Działacze Inicjatywy Polskiej zostali zaproszeni na sobotnią konwencję wyborczą?
To naturalna sprawa, ale na razie jeszcze nie chcę mówić o szczegółach.

Co wejdzie w skład sześciopaku“, który ma zostać przedstawiony na konwencji?
To będzie propozycja sześciu najważniejszych samorządowych działań programowych. Kto uważnie czytał nasz program Polska samorządna“, chyba wie, czego można się spodziewać. Nazywamy to roboczo sześciopakiem, chociaż ja mam do tej nazwy dystans, bo ona różnie się kojarzy, wolę mówić o sześciu głównych tezach.

Chodzi o najważniejsze rzeczy w samorządach, czym żyją ludzie i czego oczekują. To będą konkrety, które staną się osiami kampanii wyborczej.

Jedną z tez będzie zapewne decentralizacja.
Każda z tych tez opiera się na wierze w decentralizację, w to, że ludzie w terenie lepiej wiedzą, jak zarządzać i komu dać pieniądze niż centrala w Warszawie. To jest tożsamość Platformy Obywatelskiej od 2001 roku. Jesteśmy zawsze po stronie, która mówi: mniej Warszawy, a więcej władzy na dole.

To będzie oficjalny start kampanii samorządowej Koalicji Obywatelskiej. Jesteście przygotowani na trudną walkę?
My już taką walkę toczymy od jakiegoś czasu. Przypomnę, że na przykład Rafał Trzaskowski jako kandydat na kandydata pojawił się w listopadzie 2017 roku.

Wielu kandydatów pracuje ciężko już od kilku miesięcy, część z nich zresztą piastuje już jakieś funkcje i ludzie mogą ocenić ich działania. Konwencja wyborcza będzie oficjalnym startem kampanii, ale to nie znaczy, że zaczyna się dopiero w tym momencie.

Koalicja Obywatelska nie będzie miała swoich przedstawicieli w komisjach wyborczych?
W trakcie prac parlamentarnych alarmowaliśmy, że jest takie zagrożenie, ale przez przedstawicieli obozu rządzącego było to bagatelizowane. Ostateczna interpretacja PKW niestety jest taka, że odbędą się losowania i przedstawiciel w komisji wyborczej będzie albo go nie będzie. To jest krzywdzące i narusza zasadę, że ugrupowania, które mają radnych, miały też z klucza swoich przedstawicieli w komisjach.

To, że idziemy do wyborów jako koalicja, nie może być powodem takiego karania”. Władza działa nie fair, bo udaje Zjednoczoną Prawicę, a do wyborów idzie jako PiS.

Jak pilnować tych wyborów?
Podjęliśmy ten temat już na początku roku, powołaliśmy m.in. akcję Wolontariusze Wolnych Wyborów. Cieszymy się, że Lech Wałęsa i wiele autorytetów zaangażowało się w te działania. Od momentu przeforsowania przez PiS zmian w ordynacji widać było, że są złe intencje. To nie jest tylko opozycyjna ocena, od początku także PKW ostrzegała, że rzetelność procesu wyborczego jest poważnie zagrożona. Tak naprawdę to rządzącym powinno zależeć na tym, aby rozwiewać wątpliwości.

To, że w komisjach wyborczych może nie być przedstawiciela opozycji, od razu budzi wątpliwości, ale jak widać, dla PiS-u to nie jest problem.

Po konwencji wyborczej PiS, która odbyła się w miniony weekend, premier Mateusz Morawiecki ruszył w Polskę. Podbije serca Polaków?
Musi po prostu podjąć taką rolę, niejako w zastępstwie prezesa, ale czuje się z tym źle. Jest bankowcem, menedżerem, multimilionerem, nie umie przyciągać ludzi i nie budzi sympatii Polaków. Dlatego wszystko oparte jest na kampanijnych sztuczkach. Do Sandomierza na przykład zwolennicy PiS-u byli zwożeni autokarami, tak aby nie było słychać żadnego głosu sprzeciwu. Najważniejsze są kłamstwa i obietnice, ale musimy z tym walczyć.

Myślę, że taka koncepcja oparcia kampanii na kimś, kto jeszcze 3 lata temu był poza polityką, a 5 lat temu był członkiem Rady Gospodarczej przy Donaldzie Tusku, zemści się na PiS-ie. To pokazuje też słabość PiS-u, bo nie ma kogo wystawić. A wpadki premiera i rzeczy, które opowiada, to już oddzielna historia.

Nowym pomysłem Mateusza Morawieckiego jest wspólny Marsz Niepodległości 11 listopada. O to apeluje do opozycji. Jaka jest odpowiedź?
Na razie pełnomocniczka wojewody do spraw obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości bije ludzi. To nie zachęca do wspólnych obchodów. I nawet jeżeli to jednostkowy incydent, to wiele osób jest zbulwersowanych próbą usprawiedliwiania takiego działania przez ludzi władzy. Rząd miał się zająć tymi, którzy prezentowali rasistowskie hasła podczas ostatniego Marszu Niepodległości, i obietnicy nie dotrzymał. Takie apele brzmią bardzo nieszczerze także dlatego, że przez cały czas mamy do czynienia z atakami na opozycję i ograniczaniem roli parlamentu. To nieszczera zagrywka, bo takie rzeczy powinno się budować przede wszystkim działaniami, a nie słowami.

PiS pali most za mostem, niszczy demokrację i łamie konstytucję, więc trudno mi sobie wyobrazić wspólne obchody.

Trudno z takimi ludźmi iść razem pod rękę, uśmiechać się i świętować. Nie ma dialogu i szacunku wobec opozycji, dlatego przyjmuję to tylko jako puste hasło.


Zdjęcie główne: Tomasz Siemoniak, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons