W środku Europy nie ma miejsca na to, aby stworzyć jakiś skansen, który jest całkowicie odrębny, rządzi się swoim prawem, nie uznaje połowy obywateli za równoprawnych, bo nie są katolikami, bo mają aspiracje zachodnie… To powrót do nieszczęścia z końca XVIII wieku, kiedy brać szlachecka, sarmacka, z podgolonymi głowami, miała się za właściwy naród i atakowała tych wszystkich, którzy wymyślali takie dziwy jak konstytucja czy prawa inne niż konserwujące własną doskonałość. Rzeczywiście w dzisiejszym klimacie widzę wiele podobieństw, i jest to bardzo niebezpieczne, powtarzam bardzo niebezpieczne – mówi nam prof. Andrzej Friszke, historyk, członek pierwszego Kolegium IPN (1999-2006) oraz członek Rady IPN (2011-2016). Rozmawiamy nie tylko o polskich zmarnowanych szansach, ale też o lekcji, jaką możemy z tego wyciągnąć. Pytamy też o sens Konstytucji 3 maja, ale nie uciekamy od bieżącej polityki. – PiS nie jest partią państwową, nie ma świadomości państwowej. Ma świadomość narodową i buduje swoją tożsamość, swoją ideologię i praktyczne działania przede wszystkim na korzeniu narodowym. Polak-katolik, „my etniczni Polacy”, przekonanie, że każdego Polaka będziemy bronić, poczucie solidarności, nawet z tymi, którzy się źle zachowują, np. mordowali Żydów albo Białorusinów, bo są objęci wspólnotą narodową – mówi nasz rozmówca
Polacy są różni i zawsze tacy byli – lewica-prawica, endecja, piłsudczycy, socjaliści, ludowcy, byli ludzie bardziej otwarci na Zachód i tacy, którzy próbowali zamykać się we własnym gronie, strzec niezmienności. Polska przez większą część XVIII w. poniosła ogromne straty, niszcząc oświatę, zdolność modernizowania gospodarki, burząc instynkty państwowe, a wszystkiemu towarzyszyła „wiara” w sarmatyzm, doskonałość i niezmienność własnego stylu życia, wierzeń, także religijnych. Potem już z pewnego poziomu nie udało się dźwignąć państwa tak, aby wytrzymać nacisk Rosji i innych państw zaborczych. Dlatego dziś atak na elity, na nauczycieli, lekarzy, prawników, specjalistów z wielu dziedzin jest uderzaniem w podstawę trwania narodu i jego kultury – mówi nam prof. Andrzej Friszke, historyk, członek pierwszego Kolegium IPN (1999-2006) oraz członek Rady IPN (2011-2016). Rozmawiamy o znaczeniu niedzielnych wyborów i czego możemy nauczyć się z przeszłości, aby nie popełniać starych błędów. Pytamy też o dziedzictwo „Solidarności” i stare podziały, które, jak się okazuje, wciąż są aktualne. – Tam, gdzie PiS jest dziś najsilniejszy, tam „Solidarność” była najsłabsza. Polska wschodnia, małe miasteczka, wieś albo w ogóle nie miały zorganizowanych grup „Solidarności”, albo były one bardzo słabe. W wyborach 1984 roku to tam była najwyższa frekwencja i najmniejszy bojkot. Nie było tam poczucia, że system autorytarny jest czymś niedobrym, raczej było praktyczne myślenie o tym, co władza da, czy pozwoli kupić ziemię, da na ciągnik itd. – mówi nasz rozmówca
Trudno mieć do Platformy Obywatelskiej pretensje, że nie jest partią plebejską, bo zawsze była partią klasy średniej, centrową. Natomiast to, co się dzieje z polskim ludem, który poszedł za PiS-em, za narodowo-klerykalną propagandą, uległ jej i tak ochoczo ją przyswoił, obarcza niestety w jakiś sposób lewicę, bo to ona temu nie zapobiegła – mówi nam prof. Janusz A. Majcherek, filozof i socjolog kultury, publicysta