Władza w miejsce dokształcania mas zdecydowała się obrać strategię dochamiania elit – pisze Tomasz Kozłowski. O ile wolno każdemu słuchać zarówno Bacha, jak i Zenka Martyniuka, o tyle zrównywanie jednego i drugiego – bo przecież o gustach się nie dyskutuje – dzieje się ze stratą dla kultury i cywilizacji, których istota zasadza się na niekwestionowanych standardach. A w Polsce, pod pozorem „oddawania Januszowi, co Januszowe”, przemycane jest działanie obliczone na polityczny efekt, które w rezultacie stawia dziedzictwo kultury na głowie.