To był piękny świąteczny prezent dla Legii Warszawa. Wyniki meczów 20 kolejki PKO Ekstraklasy ułożyły się tak, że przed Wojskowymi pojawiła się szansa, by spędzić ligową przerwę w fotelu lidera ze sporą, pięciopunktową przewagą. I choć została ona koncertowo zmarnowana, to trzeba przyznać, że jeszcze nie tak dawno temu raczej nikt w Warszawie nie spodziewał się, że Legia przezimuje na pierwszym miejscu w lidze.
W końcówce poprzedniego sezonu przejął Legię, jednak na ostatniej prostej drodze nie zdobył mistrzostwa. W tym – nie awansował do Ligi Europy, a jego drużyna gra w kratkę w Ekstraklasie. Serb jednak wciąż pracuje przy Łazienkowskiej, po wygranych z Lechem i Wisłą złapał oddech i nie można powiedzieć, że budowa jego Legii zmierza donikąd.
W ocenie Aleksandara Vukovicia na pewno nie pomaga jego upór, żeby nie powiedzieć – upartość. Bo Serb zagrał va banque – chciał pokazać całemu światu, że pierwszym napastnikiem powinien być krytykowany Sandro Kulenović. Nie udowodnił – pisze Paweł Jędrusik z redakcji sportowej portalu wiadomo.co