Reklama

Z punktu widzenia procesowego dla sprawy, która odbyła się 19 marca przed TSUE, to rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego nie ma znaczenia. Rzecznik generalny wyda opinię 23 maja i nawet jeśli TSUE orzeknie inaczej, niż TK, to trzeba pamiętać, że są to dwa zupełnie inne porządki prawne – mówią nam mecenasi Sylwia Gregorczyk-Abram i Michał Wawrykiewicz, którzy reprezentują sędziów Sądu Najwyższego przed TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych. Mówią nam też o przebiegu procesu przed TSUE, a także jak zachowuje się w Luksemburgu strona rządowa i pełnomocnik prokuratury. – TSUE nie widział takiego zachowania w czasie swojej całej 70-letniej działalności. To warte odnotowania, bo ta pozycja prokuratury, która teoretycznie powinna być niezależna, pokazuje dokładnie, jak wygląda sytuacja w Polsce. Prokuratura jest ustami rządu, KRS jest ustami rządu, podobnie jak Trybunał Konstytucyjny i nowe izby Sądu Najwyższego. – mówią nasi rozmówcy.

JUSTYNA KOĆ: Trybunał Konstytucyjny orzekł kilka dni temu, że przepisy o wyborze sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa przez Sejm są konstytucyjne. To wyrok, który dodatkowo komplikuje sprawę pytań prejudycjalnych przed TSUE?

MICHAŁ WAWRYKIEWICZ: W tym kontekście mamy dwa zagadnienia, ponieważ po pierwsze wyrok atrapy Trybunału Konstytucyjnego, wydany na cele rynku wewnętrznego, czyli elektoratu PiS-u, pokazuje nam skalę manipulacji organami konstytucyjnymi państwa, które są przejęte przez partię rządzącą.

Co do tego, że TK jest atrapą dawnego Trybunału, który stał na straży konstytucji, nikt chyba nie ma wątpliwości, natomiast to orzeczenie rodzi realne problemy; niektórzy mówią nawet o początkach polexitu – m.in. prof. Wojciech Sadurski.
MW:
Dlatego mówiłem o dwóch kwestiach, które odnoszą się do tego wyroku. Pierwsza to właśnie okazanie elektoratowi PiS-u, że dokonana została legalizacja wcześniejszego ukształtowania neo-KRS. Oczywiście cały świat prawniczy twierdzi inaczej – wybór członków nowej KRS  nie jest zgodny z konstytucją. Drugi cel wyroku TK, już na poziomie europejskim, polega na tym, że tym wyrokiem obecny Trybunał Konstytucyjny dąży do konfrontacji z TSUE, gdzie spodziewany jest negatywny dla rządu wyrok w sprawie tej samej ustawy, tyle że pod kątem wzorca europejskiego. Stąd przytoczone przez panią słowa prof. Sadurskiego.

TK chciał wyprzedzić orzeczenie TSUE, bo spodziewa się, zresztą jak my wszyscy, że to orzeczenie będzie diametralne inne.

SYLWIA GREGORCZYK-ABRAM: Z punktu widzenia procesowego dla sprawy, która odbyła się 19 marca przed TSUE, to rozstrzygnięcie TK nie ma znaczenia. Rzecznik generalny wyda opinię 23 maja i nawet jeśli TSUE orzeknie inaczej, niż TK, to trzeba pamiętać, że są to dwa zupełnie inne porządki prawne. Polski Trybunał ocenia zgodność z konstytucją, a TSUE zgodność z prawem unijnym. Prof. Sadurski o tyle ma rację, że sprzeczne wyroki uderzą w istotę integracji Unii i rzeczywiście pokażą, że Polska odbiega od tego unijnego wzorca niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Jeżeli my nie będziemy spełniać tych standardów, to faktycznie może się okazać, że jest to krok do polexitu.Warto tu podkreślić, że to nie jest pierwszy raz, kiedy będziemy mieć do czynienia z taką sytuacją. Mamy tu bogate orzecznictwo Trybunału.

Reklama

MW: W razie sprzeczności orzeczenia sądu konstytucyjnego kraju członkowskiego z orzeczeniem TSUE sądy krajowe muszą stosować orzeczenie TSUE. Tutaj nie ma żadnej innej wątpliwości. Mamy orzeczenia, np. w sprawie Melki i Abdeli czy w sprawie Filipiak, które takie sytuacje rozstrzygnęły. Poza tym

polska konstytucja przewiduje prymat prawa europejskiego nad prawem polskim, a w ramach prawa europejskiego mieści się orzecznictwo TSUE. Trzeba je bezwzględnie stosować w pierwszej kolejności.

SGA: W tym orzeczeniu TK jest jeszcze jedna niebezpieczna rzecz. Tak naprawdę Trybunał powiedział, że nie ma możliwości odwołania się od negatywnej uchwały neo-KRS. To jest bardzo niebezpieczne dlatego, że odbiera się stronom prawo do sądu, a jest to absolutnie podstawowe prawo w elementarzu demokratycznego państwa prawnego. Jest to także naruszenie standardów tak prawa unijnego, jak też Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Jesteście Państwo pełnomocnikami sędziów SN i NSA w sprawie pytań prejudycjalnych. Jak to orzeczenie TK wpłynie na waszą dalszą strategię?
SGA
: W naszym przekonaniu to rozstrzygnięcie nie będzie miało formalnego, bezpośredniego wpływu na orzeczenie TSUE, natomiast z pewnością TSUE śledzi to, co się dzieje w Polsce, i to orzeczenie dało pewien konkretny obraz, z jaką sytuacją mamy do czynienia.

MW: Pamiętajmy, że to orzeczenie zostało wydane w składzie samych sędziów-nominatów obecnej partii rządzącej oraz jednego dublera. Wydane zatem w takim kształcie pokazuje dobitnie UE, jak obecnie wygląda funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości w Polsce. To idealnie odzwierciedla skalę destrukcji praworządności, gdzie KRS i TK są w pełni posłuszne obecnej władzy. Daje też ogólne wrażenie, jak ta cała układanka funkcjonuje, co jest o tyle ważne, że my podkreślaliśmy przed TSUE, że

dla oceny stanu niezależności polskiego sądownictwa istotne jest już samo wrażenie, że wymiar sprawiedliwości nie spełnia kryterium niezależności, jakie spełniać powinny wszystkie kraje członkowskie.

Pospekulujmy, po 23 maja TSUE orzeka, że neo-KRS nie jest w stanie stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Jednocześnie mamy wyrok TK, że wszystko jest w porządku. Znajdujemy się w dwóch alternatywnych rzeczywistościach prawnych. Jakie to rodzi konsekwencje?
SGA:
Na pewno będziemy mieć bardzo poważny problem, bo zarówno KRS, jak i sędziowie przez nią powołani nie będą mogli być traktowani jako sędziowie w rozumieniu europejskim. Sądownictwo jest ważnym elementem integracji europejskiej. To, że sądy muszą mieć możliwość zadawania pytań unijnemu trybunałowi, muszą mieć możliwość zastosowania zasady pierwszeństwa prawa unijnego, że mają ten mandat europejski wynikający z prawa unijnego, pozwala zapewniać efektywność prawa unijnego w państwach członkowskich. To jest kluczowe dla integracji europejskiej.

MW: Sądy polskie są związane orzeczeniem TSUE i muszą się do niego dostosować, a to oznacza, że

de facto nie ma KRS w obecnym kształcie i wszystkie uchwały, które zostały przez nią podjęte, są pozbawione mocy prawnej. Powołani sędziowie, zarówno do sądów powszechnych, jak i do SN, nie są sędziami. Pani prof. Gersdorf, jak i prezesi poszczególnych Izb w ogóle nie powinni dopuszczać do orzekania tych neosędziów. Tak samo powinni zrobić prezesi sądów i prezesi poszczególnych wydziałów w sądach powszechnych.

Prezesów i wiceprezesów sądów minister sprawiedliwości prokurator generalny wymienił w około 50 proc., możemy zatem podejrzewać, że ci sędziowie będą orzekać. Co wtedy?
MW:
Już mamy do czynienia z gigantycznym chaosem prawnym, a wtedy zostanie on jeszcze spotęgowany, niestety. Tak naprawdę uderzy to na końcu w obywateli i w przedsiębiorców – klientów sądów, bo to oni będą uczestnikami tych postępowań z wadliwymi składami. Możemy się spodziewać, że w przyszłości państwo polskie będzie musiało wypłacić ogromne odszkodowania za konsekwencje tych wyroków.

Jakie konsekwencje mogą nas czekać ze strony Brukseli w kontekście polexitu?
SGA:
Przede wszystkim polskie sądy mogą być wyłączone z europejskiej przestrzeni prawnej. Prostą konsekwencją będzie to, że polskie wyroki nie będą uznawane w Europie przez kraje członkowskie. Już dziś widzimy, co się dzieje w zakresie europejskich nakazów aresztowania, to może przenieść się na konwencję haską, czyli opieki nad dziećmi, spraw gospodarczych czy rodzinnych.

To będzie polexit w praktycznym tego słowa znaczeniu, zostaniemy po prostu odsunięci ze wspólnej, europejskiej przestrzeni prawnej.

MW: Zanegowanie orzeczenia TSUE w tak ważnej, fundamentalnej sprawie, będzie podważeniem naszego istnienia w UE, ponieważ system wymiaru sprawiedliwości UE jest jednym z filarów jej funkcjonowania.

Pełnomocnik prokuratury złożył też wniosek o wykluczenie prezesa TSUE ze sprawy. To także granie na konflikt z Europą?
SGA:
My uważamy, że to zagranie na wewnętrzne poletko. Ten wniosek nie ma absolutnie żadnej podstawy faktycznej czy prawnej. Ta argumentacja prokuratora Szafrańskiego, że pan przewodniczący Koen Lenaerts był kiedyś w Polsce i występował na kongresie prawników, w żaden sposób nie może być podstawą do wyłączenia. Co istotne, na ten sam kongres dostał zaproszenie tak prezydent Andrzej Duda, jak i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W naszym przekonaniu to zagranie na potrzeby tego, żeby w przyszłości ewentualnie sugerować nieprawidłowości w postępowaniu przed TSUE, aby podważać wyrok w oczach opinii publicznej, bo czysto prawnie taki wniosek nie ma żadnego uzasadnienia.

MW: Te argumenty użyte przez ministerialnego prokuratora były manipulacją i składały się w dużej mierze z nieprawdziwej argumentacji, chociażby z uwagi na to, że pobyt sędziego Lenaertsa w Polsce miał miejsce pół roku wcześniej, aniżeli zostały zadane pytania prejudycjalne, a wykład dotyczył orzecznictwa TSUE w zakresie niezależności sądownictwa. Warto tu też powiedzieć o zachowaniu pana prokuratora Szafrańskiego przed TSUE. On przejął wręcz rolę reprezentanta polskiego rządu, niemalże nie dawał dojść do głosu pełnomocnikowi MSZ albo był jego suflerem. Do tego należy dodać, że

zachowywał się w sposób arogancki i impertynencki, przerywał, także nam oraz samemu Trybunałowi, nie kończył swoich wypowiedzi, kiedy sąd o to prosił, także myślę, że TSUE nie widział takiego zachowania w czasie swojej całej 70-letniej działalności.

To warte odnotowania, bo ta pozycja prokuratury, która teoretycznie powinna być niezależna, pokazuje dokładnie, jak wygląda sytuacja w Polsce. Prokuratura jest ustami rządu, KRS jest ustami rządu, podobnie jak TK i nowe izby SN.

Jako pełnomocnicy sędziów SN przed TSUE spotykacie się z zarzutami, że szczujecie na Polskę, jesteście zdrajcami, w końcu jesteście na kontrze z rządem i prokuraturą?
SGA:
Najczęściej używanym chyba słowem wobec nas jest słowo „donosiciel”. Ja osobiście z bezpośrednimi pogróżkami się nie spotykam, ale niewątpliwie ten oddźwięk negatywny w Internecie nas dotyka. To są i prywatne wiadomości, i na portalach społecznościowych, ale to jest ryzyko, które oczywiście bierzemy pod uwagę i nie wytrąca nas to z równowagi.

MW: Oczywiście, że otrzymujemy różnego rodzaju niesympatyczne komentarze, mówiąc eufemistycznie, ale przyjęliśmy od początku konsekwentną postawę i uważamy, że to nasz adwokacki obowiązek, aby stać na straży niezależności sądownictwa. Będziemy to konsekwentnie robić. Wierzymy, że ta nasza praca przyniesie owoce w postaci orzeczenia, które będzie prejudykatem pozwalającym w przyszłości odbudować praworządność w Polsce i niezależność polskiego sądownictwa.


Zdjęcie główne: Sylwia Gregorczyk-Abram i Michał Wawrykiewicz, Fot. Wolne Sądy

Reklama