Reklama

W sobotę nad ranem przedstawiciele zarządu LOT i protestujących związkowców poinformowali, że do poniedziałku do godz. 14 strajk w spółce został zawieszony. Protest trwał od 18 października. W tym czasie dyrektor Rafał Milczarski zwolnił przewodniczącą związku, a następnie dyscyplinarnie 67 protestujących pracowników. – W tym konflikcie widać wyraźnie, że dyrekcja LOT-u chciała pracowników potraktować w taki sposób, żeby się przestraszyli. Zarząd firmy w państwie prawa nie może straszyć i szantażować pracowników – komentuje w rozmowie z wiadomo.co Henryk Wujec, działacz opozycji PRL. Według niego szef NSZZ “Solidarność” umywając ręce działał “niezgodnie ze słowem solidarność i etyką związkową”.

Zawieszenie strajku

Po wstępnych negocjacjach – i nieoczekiwanie po znaczących ustępstwach ze strony zarządu firmy – ustalono, że do pracy przywrócona zostanie szefowa Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego Monika Żelazik, szef związku zawodowego pilotów w LOT Adam Rzeszot oraz pozostałe 66 osób, które wcześniej zostały zwolnione w trybie dyscyplinarnym. Był to jeden z najważniejszych postulatów strajkujących.

W imieniu spółki negocjacje prowadził m.in. czasowo oddelegowany z rady nadzorczej do zarządu LOT Bartosz Piechota. Rozmowy rozpoczęto dopiero dziewiątego dnia strajku. Strony spotkają się w poniedziałek o godz. 8 w celu kontynuowania negocjacji.

Reklama

Zwolnienia dyscyplinarne pracowników

22 października 67 pracowników firmy otrzymało zwolnienia ze względu na udział w strajku. Wcześniej zwolniona została szefowa związku zawodowego Monika Żelazik. Według zarządu LOT-u protest w jej obronie jest nielegalny. Prezes PLL LOT Rafał Milczarski straszył protestujących także wezwaniami do zapłaty za odwołane loty. Nie chciał podać się do dymisji. Co ciekawe, jego podpisu nie ma pod wspólnym oświadczeniem.

– W tym konflikcie widać wyraźnie, że dyrekcja LOT-u chciała pracowników potraktować w taki sposób, żeby się przestraszyli. Zwolnienie przewodniczącej związku zawodowego w ogóle nie jest możliwe, bo ta funkcja zgodnie z Kodeksem pracy jest chroniona. Właściwym sposobem działania nie jest także zwalnianie karne pracowników. Takie metody były stosowane w PRL-u. Wtedy też za karę zwalniano tych, którzy organizowali strajki – mówił w rozmowie z wiadomo.co Henryk Wujec, działacz opozycji w czasach PRL.

Według niego zarząd LOT-u czuł się od początku bardzo pewnie i dopiero solidarność pracowników, którzy postanowili bronić swojej szefowej, skłoniła ich do jakichkolwiek rozmów. – To dobrze, że zarząd poszedł po rozum do głowy i wyznaczył przedstawiciela do prowadzenia negocjacji. Strajk był przygotowywany od dawna, był czas dla Zarządu PLL LOT na to, aby rozpocząć negocjacje. Szkoda, że nie został wykorzystany – komentuje Wujec.

Solidarność broni “tylko swoich”

Gdzie przez czas trwania strajku i zwolnień dyscyplinarnych był NSZZ “Solidarność”? Jej szef, Piotr Duda na początku milczał, dopiero później wyjaśnił, że nie będzie się angażował, bo “każdy broni swoich ludzi”.

– To są skandaliczne słowa i zachowanie. Nie mieści się w kategoriach działalności związkowej. Przecież nam zawsze chodziło o wspólną solidarność pracowniczą. Zarząd firmy w państwie prawa nie może straszyć i szantażować zwolnieniem z pracy lub bardzo wysokimi odszkodowaniami – mówi Henryk Wujec. I dodaje: – Szef związku tak mocno związał się z rządzącą partią, że nie wyobraża sobie, że może stanąć w obronie pracowników, bo to groziłoby konfliktem z szefostwem rządzącej partii.

Takie działanie także przypomina czasy PRL-u. – Wtedy podobnie postępował CRZZ, który nie bronił pracowników. Ja też byłem wyrzucony z pracy i nikt z tego związku się za mną nie wstawił. Podobnie zachowuje się teraz “Solidarność” – dodaje.


Zdjęcie główne: Henryk Wujec, Fot. Michał Józefaciuk/Kancelaria Senatu, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.