Reklama

W oczywisty sposób złamali przepisy, nie dopuścili opozycji do głosu, złamali wszelkie normy. To są symboliczne akty przemocy, nie wiadomo, kiedy się przerodzą w realne akty przemocy. Ale, niestety, obawiam się, że jesteśmy na najlepszej drodze – mówi wiadomo.co Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego

Kamila Terpiał: Co się właściwie wczoraj wydarzyło? Jakby pan to nazwał?
Aleksander Smolar: Żeby zrozumieć to, co się stało, trzeba to widzieć w paru planach. Jeden to decyzja Marka Kuchcińskiego na niewinny protest, który mieści się w normach parlamentarnych. Poseł PO wszedł na mównicę z kartką z napisem o żądaniu wolności słowa. Reakcja marszałka była tak groteskowa i nieproporcjonalna, że podkreśliła jeszcze tylko bardziej wagę protestu. A dotyczył ograniczenia dostępu dziennikarzy do polityków w Sejmie, a w istocie dostępu społeczeństwa do polityków i obrad Sejmu.

Gdyby dziennikarzy nie było w budynku głównym, nie moglibyśmy pokazać tego, co się wczoraj działo. Chociaż i tak nie mogliśmy pokazać wszystkiego.
Próbką ograniczenia dostępu do informacji była wczorajsza transmisja z Sali Kolumnowej, kiedy przekaz jest kontrolowany przez władzę, to wtedy ona pokazuje to, co chce, czyli prawie niczego nie pokazuje. To wszystko wywołało reakcję opozycji, która była absolutnie uzasadniona. Dramatyzmu nadało polityczne otoczenie tego, co się dzieje i czego przedłużeniem były później obrady w Sali Kolumnowej. Mamy do czynienia z nagromadzeniem faktów, ja bym to nazwał drugą fazą kontrrewolucji. Zresztą posługuję się pojęciem, którego użył sam Jarosław Kaczyński wraz z Wiktorem Orbanem. Mamy do czynienia ze skupieniem szeregu inicjatyw i decyzji, których celem jest radykalna zmiana Polski. Początkiem był Trybunał Konstytucyjny, który za kilka dni przestanie funkcjonować jako niezależna instytucja, zmiana systemu edukacji, atak na organizacje pozarządowe, ograniczenie wolności zgromadzeń. Taką ofensywę kontrrewolucji można było przewidzieć, dlatego że już we wrześniu podczas partyjnego spotkania Jarosław Kaczyński zapowiedział na grudzień napięcia i konflikty w Sejmie. Wczoraj PiS chciał pokazać, że wygra, że nie pozwoli sparaliżować obrad Sejmu. Zorganizowali własne obrady w Sali Kolumnowej, bez kontroli, kto bierze w nich udział. W oczywisty sposób złamali przepisy, nie dopuścili opozycji do głosu, złamali wszelkie normy, łącznie z podpisywaniem, już po głosowaniu, listy obecności przez ludzi, którzy reprezentują esencję tej władzy, czyli przemoc – Ziobro i Kamiński. Widać arogancję, także wtedy, kiedy Kaczyński rzuca na ziemię telefon posłanki PO. To są symboliczne akty przemocy, nie wiadomo, kiedy się przerodzą w realne akty przemocy. Ale, niestety, obawiam się, że jesteśmy na najlepszej drodze.

Widać arogancję, także wtedy, kiedy Kaczyński rzuca na ziemię telefon posłanki PO.

Zbliżamy się do wojny domowej?
Z zimną wojną domową mamy do czynienia, tylko jeszcze bez przemocy. Nie będę rozważał hipotez najgorszych, ale ta arogancja i pyszałkowatość władzy jest ogromna. Nie można wykluczyć najgorszych scenariuszy. Atmosfera, która została stworzona, pokazuje poziom wrogości i nienawiści. Pokazuje też determinację tej władzy, żeby złamać opozycję posługując się bezprawnymi środkami. Zobaczymy, jaka będzie reakcja, jak zachowa się PiS, mając chwilę do namysłu i otrzeźwienia.

Reklama

Dzisiaj marszałek Sejmu w ogóle zamknął Sejm przed dziennikarzami – to jest otrzeźwienie?  
Nie, to nie jest otrzeźwienie. Ale nie osądzałbym na podstawie takich incydentalnych faktów, poczekajmy do decyzji, jaką PiS podejmie w sprawie uznania wczorajszego głosowania. Pewne doniesienia wskazują, że przynajmniej niektórzy posłowie PiS nie byli zadowoleni z obrotu sprawy. Zobaczymy, co będzie się działo w samym PiS-ie, poczekajmy na reakcję.

Na pewno nie ma powodu do optymizmu.

Minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak dzisiaj w RMF FM mówił, że to, co się działo w Sejmie, “to była próba nocnej zmiany, czyli przejęcia władzy”.
To oczywiste, że oni znowu odwracają narrację. Typ protestu, który można spotkać w wielu parlamentach krajów demokratycznych, przedstawiany jest jako zamach stanu. No cóż, na złodzieju czapka gore.

To moralny koniec tej władzy? To początek końca PiS?
Moralne standardy, które zostały naruszone, są naruszone przede wszystkim w opinii tych, którzy i tak byli przeciwko tej władzy. Dla wielu wyznawców PiS problemy demokracji odgrywają drugorzędną rolę, co nie znaczy, że nie odgrywają żadnej roli. Jaka będzie reakcja społecznego i politycznego środka? Ona będzie decydowała również o szansach wyborczych PiS. Niewątpliwie PiS pokazało wczoraj brutalną twarz, silniej jeszcze niż dotychczas. Ten kamyk dokłada się do degradacji obrazu. Rzecz ważniejsza – pogłębiona jest jeszcze przepaść między dwiema stronami konfliktu politycznego. To utrudnia jakąkolwiek możliwość porozumienia, która jest konieczna i jest warunkiem funkcjonowania demokracji. Na pewno nie ma powodu do optymizmu.


Zdjęcie główne: Kamila Terpiał

Zapisz

Zapisz

Reklama