Od wtorku w szkołach trwa referendum strajkowe. Od jego wyników zależy, czy 8 kwietnia w placówkach oświatowych rozpocznie się strajk, zaznaczmy, bezterminowy. Minister edukacji narodowej Anna Zalewska przekonuje, że nauczyciele dostali od rządu wszystko to, “co zabrali poprzednicy”. Te słowa szybko skontrowała opozycja. – Za naszych rządów, po trudnych rozmowach, podnieśliśmy pensje nauczycielom o 50 proc. Oczekujemy od pani minister i premiera poważnego potraktowania sytuacji – komentuje była szefowa MEN Krystyna Szumilas.

Gotowi do strajku

Mimo że gotowość strajkową ogłosiło blisko 80 proc. placówek, minister Anna Zalewska wciąż sytuację bagatelizuje. We wtorek przekonywała, że egzaminy – choć szkoły mają stanąć dwa dni wcześniej, a strajk będzie trwał do odwołania – na pewno się odbędą, bo “nauczyciele dobrze wiedzą, na czym polega odpowiedzialność za egzaminy”, jak mówiła Anna Zalewska w TVN24.

Całą odpowiedzialność za sytuację w oświacie minister zrzuciła na związki zawodowe i na poprzedni rząd. – Oddaliśmy wszystko, co zabrali nasi poprzednicy – mówiła minister, choć przyznała, że podwyżki nie są wystarczające.

– Podwyżkami, którymi chwali się pani minister, co najwyżej można zasypać dziurę inflacyjną. Za naszych rządów, po trudnych rozmowach, podnieśliśmy pensje nauczycielom o 50 proc. Oczekujemy od pani minister i premiera poważnego potraktowania sytuacji – mówiła Krystyna Szumilas.

Tymczasem skala protestu może sparaliżować szkolnictwo. W Łodzi stanie prawdopodobnie blisko 90 proc. szkół. W pozostałych województwach niewiele mniej.

Premierze, nie bój się nauczycieli

Głos w sprawie nauczycieli zabrali dziś posłowie opozycji. – Premier mówi, że należy powstrzymać się od strajku, a sam przez wiele tygodni powstrzymywał się przed spotkaniem z nauczycielami. Pani minister Zalewska przekonuje, że wszystko jest w idealnym porządku, a rodzice i nauczyciele boją się o przyszłość młodzieży, szkół, zarobków. Tak dramatyczna sytuacja wymaga interwencji premiera i rządu – mówiła była minister edukacji.

Przypomniała też, że gdy sama kierowała resortem edukacji, przez wiele miesięcy trwały negocjacje z nauczycielami: – Wiem, że te rozmowy są trudne. Odwagi, panie premierze, i proszę te rozmowy podjąć.

Posłowie PO radzili stronie rządowej, aby nie unikała dialogu ze środowiskiem nauczycieli, bo tylko wówczas będzie można uniknąć strajku.

– Mamy do czynienia z rządem, który chętnie rozbija się limuzynami po Polsce, a premier nie może znaleźć czasu na rozmowę z nauczycielami – uważa Rafał Grupiński z PO.

Cudowne rozmnożenie Morawieckiego na “piątkę Kaczyńskiego”

Dziś premier Mateusz Morawiecki w otoczeniu niektórych ministrów przedstawił tzw. mapę drogową, czyli terminy przedwyborczych obietnic PiS.

Premier tłumaczył, że “piątka Kaczyńskiego” ma być finansowana z wielu źródeł, m.in. dzięki obniżce luki VAT, ograniczeniu luki CIT, wdrożeniu e-recept, e-zwolnień i e-skierowań. Kilka miliardów rocznie ma też przynieść zwiększona konsumpcja i inwestycje, co premier nazwał “impulsem fiskalnym”. Premier mówił też o “walce z międzynarodowymi korporacjami”.

– Dziś nauczyciele usłyszeli, że znalazło się 40 mld zł na programy socjalne, nie usłyszeli natomiast, że znalazły się pieniądze na podwyżki dla nauczycieli – komentowała Krystyna Szumilas.

Nabyta wrażliwość społeczna PiS

Platforma podczas styczniowych prac nad budżetem zgłaszała poprawki, w których zapisane były podwyżki dla pracowników szkół. Poprawki te nie zostały przyjęte.

– Dopiero gdy pojawiły się taśmy Kaczyńskiego i problem z wieżowcami dla Srebrnej i pewną sumą w kopercie, nagle znalazło się 40 mld, a PiS poczuł się wrażliwy społecznie – mówił Rafał Grupiński.

Grupiński jako szef sejmowej komisji edukacji wystosował list do premiera Morawieckiego, w którym apeluje, aby ten spotkał się pilnie z nauczycielami. – Starajmy się uniknąć strajku, ale warunkiem jest to, że premier i rząd spotkają się z nauczycielami i ich wysłuchają – uważa Grupiński i dodaje, że suma potrzebna na podwyżki dla nauczycieli to zaledwie 1/10 sumy potrzebnej na obietnice wyborcze Kaczyńskiego.

Pozew zbiorowy samorządowców

Na tym nie koniec problemów z oświatą, które zafundował sam sobie rząd “dobrej zmiany”. Prezydenci największych polskich miast chcą złożyć pozew zbiorowy, w którym domagać się będą zwrotu kosztów, które ponieśli, wdrażając reformę.

Samorządy będą domagać się zwrotu kosztów od Ministerstwa Edukacji Narodowej.


Zdjęcie główne: Fot. Pixabay