– Niestety, ten walec podporządkowywania politycznego jedzie i wszystko zmierza ku temu, żeby jak najszybciej zmiażdżył wszystko, co stanie mu na drodze – mówi w rozmowie z nami sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa. W środę w Sejmie odbyło się drugie czytanie projektu nowelizacji Prawa o ustroju sądów powszechnych i projektu zmian w KRS. Sejm prawdopodobnie przegłosuje obie ustawy. Wówczas minister sprawiedliwości przejmie władzę nad sądami. Będzie to oznaczać koniec trójpodziału władzy, jednej z podstawowych wartości liberalnych demokracji.

Justyna Koć: W Sejmie odbyło się drugie czytanie nowelizacji ustawy o KRS. Dziś nowelizacja zostanie uchwalona. Brakuje wam już siły do walki?
Waldemar Żurek: Sił do walki nam nie brakuje, tylko ta walka musi odbywać się w ramach określonych prawem. Jeżeli jedna strona te reguły ewidentnie łamie, to pojawia się pytanie, czy jest sens prowadzić rozmowy.

Osobiście planuję udać się do Strasburga, jeżeli zostanie skrócona kadencja choćby o jeden miesiąc.

Dla zasady, chociaż będzie to pewnie trudna sprawa, precedensowa. Pozostaje jeszcze pytanie, jak się zachowa prezydent, ale mam wrażenie, że tu pewne rozmowy już się odbyły, bo rząd i parlament mocno przyśpieszył prace nad tą nowelizacją.

Mówi pan o tym, że prezydent miał wątpliwości co do części zapisów w nowelizacji, chłodziło właśnie o wygaszenie kadencji sędziów – członków KRS. Uważa pan, że tych wątpliwości prezydent już nie ma?
Wiemy, że w sprawie tej nowelizacji odbywały się spotkania w Kancelarii Prezydenta, skąd wcześniej docierały do nas różne głosy, a teraz nastała cisza. Myślę, że już nic więcej nie usłyszymy. Zresztą to, co budziło wątpliwości prezydenta, to tylko jedno z kilku niekonstytucyjnych rozwiązań, które znalazły się w tym projekcie. Wygaszanie kadencji sędziów – członków Rady to najbardziej zauważalny element łamania konstytucji, to działanie wprost i potwornie niebezpieczny precedens –

to zmiana zapisów konstytucji zwykłą ustawą.

Słuchał pan wczorajszej debaty w Sejmie?
Widziałem te ekwilibrystyczne popisy posła Piotrowicza, półprawdy, które jest trudno znieść. Niestety, ten walec podporządkowywania politycznego jedzie i wszystko zmierza ku temu, żeby jak najszybciej zmiażdżył wszystko, co stanie mu na drodze. Ludzie, którzy działają w granicach prawa, tak jak my, czują się momentami bezradni, ale nie opuszczamy rąk. Zresztą na razie widać, że sądy nie są jeszcze podporządkowane, ale myślę, że w najbliższych miesiącach ta walka rozegra się w każdym sądzie, od prezesów po przewodniczących wydziałów. Jeśli dojdzie do spłaszczenia struktury czy też stworzenia izby dyscyplinarnej przy Sądzie Najwyższym, to będą to gotowe, świetne narzędzia, aby niepokornych sędziów (a tak naprawdę niezawisłych) szybko usuwać z zawodu.

Ciągle musimy pokazywać społeczeństwu, że niezawisłość sędziów i niezależność sądów to ochrona i gwarancja praw obywatelskich. Będą się pojawiały nowe sprawy, takie jak kierowcy seicento, który brał udział w wypadku z premier Szydło, i

każdy będzie widział naciski prokuratury i próby wpływania na obrońcę.

W tej sprawie właśnie niezawisły sąd stwierdził bezprawność zatrzymania kierowcy. Takie historie trzeba nagłaśniać i tu widzę ważną rolę mediów. Społeczeństwo musi mieć świadomość, czym to grozi i do czego zmierza.

Mnie cieszy jeszcze jedno, widziałem ostatnio sondaż, którego wyniki pokazują, że 51 proc. społeczeństwa sprzeciwia się zmianom forsowanym przez rząd i ministra Ziobrę. To pozytywne, że mamy wrażliwe, świadome społeczeństwo, które czuje niepokój, tylko te zmiany nie dotykają go bezpośrednio, jeszcze.

Jak dotkną w końcu zwykłego Kowalskiego, to będzie chyba za późno, nie będzie już wtedy niezależnego sądownictwa…
I tak, i nie. Może nie będzie już wtedy niezależnego sądownictwa, ale

sprawdzą się charaktery i postawy sędziów, bo sędzią się jest na dobre i złe, także na takie trudne sytuacje.

Ten spór może przenieść się na forum europejskie. Przyjęliśmy Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, nad jej przestrzeganiem czuwa sąd w Strasburgu. Jest tam wyraźnie powiedziane, że każdy obywatel ma prawo do niezawisłego sądu. Mamy też sąd w Luksemburgu, który bada zgodność naszych rozwiązań z prawem unijnym, więc możemy próbować stosować bezpośrednio prawo unijne.

Gorzej, jeżeli sądy unijne nie będą uznawać wyroków naszych sądów ze względu właśnie na sytuację ograniczenia niezawisłości sędziowskiej. To będzie ogromny problem dla wszystkich, komplikacje dla biznesu, gospodarki, systemu prawnego, dla rozwoju i funkcjonowania państwa.

Nie zniechęciło was do końca zachowanie prezydenta i rządu po wyroku Sądu Najwyższego? Dla nich wyroku jakby nie było.
To jest zachowanie absolutnie niedopuszczalne, ale ono też wiele pokazuje społeczeństwu. Jak teraz Kowalski ma zaakceptować i podporządkować się wyrokowi w sprawie o miedzę z gminą, z sąsiadem, jeżeli dziś najwyższe osoby w państwie negują wyrok Sądu Najwyższego, mając w pełni świadomość, że to była sprawa, którą wniósł oskarżyciel posiłkowy rodziny śp. Andrzeja Leppera? Sąd Najwyższy nie miał wyjścia, musiał rozpatrzyć tę sprawę.

Podważanie wyroku stawia na głowie system sprawiedliwości, jest pewną zachętą do anarchii.

Jeżeli ktoś dostanie grzywnę, to powie, że nie uznaje wyroku, bo on sam będzie interpretował prawo. To prosta droga do anarchii.

Z drugiej strony, to pokazuje, jak daleko zabrnęliśmy. Wydawało nam się, że granica została przekroczona w związku z wydarzeniami w Trybunale Konstytucyjnym, kiedy po raz pierwszy nie opublikowano wyroku i zaprzysiężono dublerów. Ale widać taka jest strategia tej władzy: najpierw podważać autorytet, potem rozchwiać i przejąć. Tylko to jest naprawdę bardzo niebezpieczne. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Wkrótce wszystko może być niepewne.


Zdjęcie główne: Pixabay

Zapisz

Comments are closed.