Reklama

Partia Republikańska przeżywa kryzys związany z lojalnością, jakiej oczkuje Donald Trump. Mamy już przykłady pierwszych senatorów, którzy mówią otwarcie, że na Donalda Trumpa nie będą głosować w wyborach, co oznacza, że poprą kandydata Demokratów – mówi nam dyplomata, były ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych Ryszard Schnepf. – Warto przypomnieć, że to właśnie Republikanie mają w swojej tradycji walkę z niewolnictwem. To jeden z korzeni Partii Republikańskiej. Ulokowana na południu Stanów Zjednoczonych Partia Demokratyczna w XVIII w. walczyła o to, aby niewolnictwo utrzymać, ponieważ rekrutowała się głównie z właścicieli wielkich plantacji. Ten kryzys w partii Republikańskiej źle wróży Donaldowi Trumpowi – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Od śmierci George’a Floyda minęły 2 tygodnie. Czego dowiedzieliśmy się przez ten czas o Stanach Zjednoczonych, bo o tym, że jest tam rasizm, wiadomo od dawna?

RYSZARD SCHNEPF: To prawda, chociaż jednocześnie Amerykanie żyli w przekonaniu, że panuje równość, którą gwarantuje konstytucja, tzw. pakt socjalny, natomiast ten problem istniał bardziej podskórnie. Rasizm ma głębokie podłoże historyczne, ale też społeczne i ekonomiczne, a historia George’a Floyda spowodowała jego wybuch. Podejrzewam, że mimo że protesty ustają, do środowiska politycznego dotarła informacja, że nie ma na to zgody, a poważna część społeczeństwa, bo nie tylko środowiska afroamerykańskie, ale i środowiska białych liberałów, oczekuje zmian. One rzeczywiście muszą nastąpić. W jakimś stopniu to już się dzieje, bo niektóre można zadekretować, np. zmiany w postępowaniu policji, natomiast inne wymagają dłuższego procesu, np. edukacyjnego.

Jak te wydarzenia zmieniają politykę?
Tego typu zjawiska mają nieprzewidywane konsekwencje, zwłaszcza w obszarze polityki.

Reklama

Część społeczeństwa z pewnością uzna, że potrzebny jest twardy, nieprzejednany prezydent i mocna polityka, a odpowiedzi na swoje problemy będą szukali w państwie paraautorytarnym.

Większość jednak, również białych, ma świadomość, że nawet zamożne życie, w otoczeniu zbuntowanej części społeczeństwa, które upomina się o swoje prawa, nie jest komfortowe. To życie za dużym murem jest tak naprawdę niemożliwe. Dlatego sądzę, że większość społeczeństwa amerykańskiego wybierze opcję poszukiwania jedności i wyrównywania szans różnych grup etnicznych.

Na czym polega rasizm XXI wieku w Stanach Zjednoczonych? Słychać głosy, że przecież nie ma już segregacji w miejscach publicznych, a „czarnoskóry został nawet prezydentem”.
Rasizm jest, tylko rzeczywiście inny, niż jeszcze 30-40 lat temu. Ten problem dotyczy też nas, bo w Polsce nie ma wielu Afroamerykanów i my nie znamy wyostrzonego problemu wielorasowego. W Stanach Zjednoczonych problem nie leży w prawodawstwie, bo to daje dziś równe szanse i możliwości wszystkim obywatelom i to od dziesiątków lat. W warstwie realnej jest już inaczej – stosunek do pracy, szanse na awans, na wyższe wynagrodzenie, edukację zależą często od koloru skóry. Także problem zapaści ekonomicznej i ubóstwa dotyka przede wszystkim ludności kolorowej, czyli tych najsłabszych. Niektórzy przekonują, że są sobie sami winni, bo popełniających przestępstwa o innym, niż biały, kolorze skóry jest więcej. To prawda, ale trzeba pamiętać, że to wzorce narzucone jeszcze w czasach niewolnictwa, a ci ludzie noszą z pokolenia na pokolenie tragiczne dziedzictwo, najpierw bycia prześladowanym, później przeganianym, segregowanym, czyli oddzielanym od społeczeństwa, i to jeszcze w XX.

Do lat 60. ubiegłego wieku społeczność afroamerykańska nie miała tych samych praw, co reszta. Ich poczucie niższej wartości czasami rzeczywiście obnaża się w tym, że są bardziej agresywni albo poszukują drogi na skróty i angażują się wówczas w sprawy kryminalne.

To jest głęboko zakorzeniony problem społeczny, wychowawczy i edukacyjny. Dopóki ci młodzi ludzie nie uwierzą, że mają szanse na to, żeby ułożyć sobie życie zgodnie, przynajmniej po części, ze swoimi marzeniami, to ta frustracja będzie dominować w ich zachowaniach.

Ten rasizm rzeczywiście nie jest tak wyraźny, tym bardziej że praktycznie wyeliminowano go języka. Zatem nikt się nie odważy powiedzieć Nigger, bo w korporacjach, urzędach to jest nie do przyjęcia. My tego nie rozumiemy, bo w polskim języku istnieją takie niepoprawności, które uważamy za nasze, swojskie, ale one noszą w sobie również pogardę, choć trudno się do tego przyznać.

Czemu akurat sprawa George’a Floyda wywołała taki sprzeciw i zamieszki, bo to przecież nie pierwszy Afroamerykanin, który zginął z rąk białych policjantów?
Ta lista rzeczywiście jest długa, ale tu nałożyło się kilka kwestii. Na pewno wpływ na konsekwencje miało to, że zostało to nagrane i upowszechnione. Ta scena pokazuje cały ogrom arogancji oficera policji, który dociska kolanem George’a Floyda. On nad nim dominuje, całkowicie kontroluje, podkreślając to trzymaniem rąk w kieszeniach. Widać jasno, że to nie opór Floyda sprawił, że użyto nieadekwatnych środków, ale pragnienie „dołożenia”, właśnie dominacji, podkreślenie, że jest on zdanym na łaskę drugiego. To z tego filmu wyraźnie przebija.

Z całą pewnością pokłosie pandemii też miało wpływ na postawy ludzi. Są oczywiście komentarze, że niektórzy chcieli po prostu wyjść na ulice i szabrować, ale prawdą jest, że Afroamerykanie padają częściej ofiarami koronawirusa.

Przyczyn jest kilka: bo nie mają dostępu do służby zdrowia, bo żyją w warunkach, które nie powalają na zachowanie zasad ochrony przed wirusem. To są przeważnie wielopokoleniowe i liczne rodziny, mieszkające na stosunkowo małej powierzchni, często żyjące w kolektywie. To z kolei oznacza, że te kontakty socjalne są dla nich znaczne ważniejsze, niż dla kogoś, kto jest miliarderem i który na swojej wyspie może się całkowicie wyizolować. Statystyki zgonów i zachorowań wyraźnie pokazują, że Afroamerykanie częściej byli ofiarami pandemii. W sposób szczególny dotknęły ich też konsekwencje finansowe pandemii i bezrobocie.

Generał Mattis, do niedawna człowiek administracji prezydenta Trumpa, potępił go mówiąc, że to pierwszy prezydent, który dzieli, a nie łączy. Jak sprawa Floyda odbije się na popularności prezydenta Trumpa w przeddzień wyborów?
Mam wrażenie, że Donald Trump nie jest w stanie zrozumieć tej sytuacji, bo nie ma w sobie wystarczającej empatii, aby wejść w sytuację innych. On ją odrzuca i obraża przy tym ludzi, którzy inaczej patrzą na świat.

Nie tylko generał Mattis krytykuje Trumpa. Dodajmy jeszcze byłego prezydenta George’a W. Busha, generała Colina Powella, którzy był sekretarzem stanu, czy Mitta Romneya, byłego kandydata na prezydenta – to członkowie środowiska republikańskiego.

Partia Republikańska przeżywa kryzys związany z lojalnością, jakiej oczkuje Donald Trump. Mamy już przykłady pierwszych senatorów, którzy mówią otwarcie, że na Donalda Trumpa nie będą głosować w wyborach, co oznacza, że poprą kandydata Demokratów. Tak mówi m.in. senator z Alaski Lisa Murkowski, która należy do wielopokoleniowego rodu republikańskich polityków, którzy przywiązują wagę do konserwatyzmu, ale widzianego w inny, „ludzki” sposób, konserwatyzmu, który zbudowany został na fundamencie równości praw każdego Amerykanina.

Warto przypomnieć, że to właśnie Republikanie mają w swojej tradycji walkę z niewolnictwem. To jeden z korzeni Partii Republikańskiej. Ulokowana na południu Stanów Zjednoczonych Partia Demokratyczna w XVIII w. walczyła o to, aby niewolnictwo utrzymać, ponieważ rekrutowała się głównie z właścicieli wielkich plantacji. Ten kryzys w partii Republikańskiej źle wróży Donaldowi Trumpowi.

Nie powinny więc dziwić dobre wyniki sondażowe Joe Bidena, który już ma zagwarantowaną nominację Demokratów, a do tego osiąga 50 proc. w sondażach poparcia wyborczego. To bardzo dobra prognoza,

zważywszy na to, że Hillary Clinton nigdy nie przekroczyła 42 proc. poparcia i mimo uzyskania znaczącej przewagi w liczbach bezwzględnych przegrała ze względu na elektorski system wyborczy Stanów Zjednoczonych, w którym liczy się nie tyle bezwzględna ilość głosów oddana na kandydata na terenie całego kraju, ile wynik wyborczy w poszczególnych stanach.

Możliwe, że Trump nie dostanie nominacji Republikanów?
To jest bardzo mało realny scenariusz. Trzeba pamiętać, że wśród liderów Partii Republikańskiej, zwłaszcza senatorów, bardzo wielu zawdzięcza Trumpowi wsparcie w ostatnich wyborach. Często to właśnie jego namaszczenie decydowało o uzyskaniu dobrego wyniku. Sądzę, że

większość będzie się więc trzymać swojego lidera, jednak jakikolwiek wyłom wśród elektorów, a dodatkowo bardzo dobra postawa Bidena, który chce być ojcem porozumienia i jedności amerykańskiej, może doprowadzić do zmiany w Białym Domu.

Czy pogodzi się z tym Donald Trump, to inna sprawa. Nie wykluczałbym poważnych oskarżeń o nieprawidłowości, działania elementów anarchistycznych czy wywrotowych, które wyeliminowały tego „najlepszego od zarania dziejów prezydenta”. Byłoby dobrze, gdyby Joe Biden wygrał znaczącą różnicą, aby wytrącić Trumpowi te argumenty.


Zdjęcie główne: Ryszard Schnepf, Fot. Flickr/CSIS | Center for Strategic & International Studies, licencja Creative Commons

Reklama