Reklama

Porozumienie lewicy z PiS jest bardzo ważne i ciekawe. Ale od tego, co oficjalnie podano, że uzgodniono, znacznie ważniejsze i ciekawsze jest to, czego nie podano do publicznej wiadomości – pisze Ryszard Holzer

Same „warunki”, na których lewica postanowiła wesprzeć rząd PiS, nie są istotne. Bo albo są i tak wymagane przez UE (30 proc. dla samorządów – a w końcu kto zabroni Morawieckiemu dać kasę tylko tym samorządom, które uchwaliły „strefy wolne od LGBT”?), albo oczywiste, więc PiS i tak by je zrealizował (wsparcie hotelarstwa i gastronomii, skądinąd relatywnie niewielką kwotą).

Kwestia najbardziej – zdawałoby się – konkretna, czyli obiecane 75 tys. mieszkań dla niezamożnych Polaków, tę

„nieistotność” warunków lewicy

dobrze ilustruje. Jak stwierdziła wiceminister rozwoju, pracy i technologii Anna Kornecka (cytuję za portalem money.pl), „postulat Lewicy spotkał się ze zrozumieniem rządu, ponieważ resort rozwoju, pracy i technologii już wcześniej planował znaczne zwiększenie środków na mieszkalnictwo”.

Reklama

Zauważmy, że najpierw PiS zabrał pieniądze dużym miastom (w praktyce tylko tam brakuje mieszkań), uniemożliwiając im budowanie lokali socjalnych, a potem ogłasza swój własny program ich budowy. Czy je faktycznie zbuduje, to inna sprawa –

ogłoszony 5 lat temu przez Beatę Szydło program „Mieszkanie plus”, w ramach którego miało powstać 100 tys. mieszkań, okazał się klapą.

Wybudowano jedną czwartą tego, co obiecano.  Za to teraz można będzie budować lokale dla progenitury PiS-owskiej nomenklatury i jeszcze powoływać się na uzgodnienia z lewicą (OK – działaczom partii Razem też jeden blok można odpalić za friko).

Znacznie ciekawsze jest nie to, co ogłoszono, tylko to, na co n a p r a w d ę się ugodzono. A myślę, że ugodzono się na historyczny sojusz, tj. na to, że lewica zgodzi się być „lojalną opozycją” Jej Kaczystowskiej Mości. Trochę jak ZSL i SD wobec PZPR, albo może raczej jak Sprawiedliwa Rosja Siergieja Mironowa, który zasłynął tym, że w 2004 r. kandydując na prezydenta stwierdził: „Wszyscy chcemy, aby przyszłym prezydentem został Władimir Putin”. Oczywiście – oficjalnie w rosyjskiej Dumie Sprawiedliwa Rosja jest partią opozycyjną.

Bo – zwróćmy uwagę –

dla Kaczyńskiego lewica jest sojusznikiem idealnym.

Znacznie lepszym niż Ziobro, bo zbierającym głosy na zupełnie innych łowiskach, niestanowiącym więc zagrożenia dla jego władzy na prawicy.

Ale bardzo chciałbym się dowiedzieć – jakie realne obietnice złożono lewicy? Stanowiska ambasadorów w afrykańskich krajach? Wiceministrów? Dyrektorów w telewizji Kurskiego? Ja stawiam na dział marketingu w Orlenie i państwowych bankach. Pierwsze nominacje – jestem przekonany – jeszcze latem.

Ale to, że takie obietnice musiały być, jestem pewien – bo w przeciwnym razie ruch lewicy nie miałby żadnego sensu. A w końcu nikt nie uważa Czarzastego, Zandberga i Biedronia za idiotów, prawda?

Ryszard Holzer


Zdjęcie główne: Wicemarszałkowie Sejmu Ryszard Terlecki i Włodzimierz Czarzasty, Fot. Flickr/Sejm RP/Aleksander Zieliński, licencja Creative Commons

Reklama