Reklama

Jak się raz przekroczy granice, to później jest już łatwiej. Tak działają wszystkie reżimy autorytarne – tworzą pewne wyjątki, a potem zmieniają je w reguły. Najpierw przesuwają granicę werbalną, potem zaczynają działać, a w końcu to przechodzi w rutynę. Musimy być przygotowani na to, że będziemy przedmiotem systematycznej nagonki i systemowej, brudnej kampanii z użyciem służb i wymiaru sprawiedliwości – mówi w rozmowie z nami Robert Tyszkiewicz, po aresztowaniu Stanisława Gawłowskiego pełniący obowiązki sekretarza generalnego PO

KAMILA TERPIAŁ: Po aresztowaniu Stanisława Gawłowskiego został pan pełniącym obowiązki sekretarza generalnego PO. Jak pan się czuje w tej roli?

ROBERT TYSZKIEWICZ: To jest tak zwany awans wojenno-frontowy. Mam nadzieję pełnić tę funkcję jak najkrócej…

Na pewno jeszcze przez 3 miesiące.
Mam nadzieję, że nie. Na razie wszystko w dyspozycji prokuratury. Chociaż ta niewiele w tej sprawie robi. Stanisław Gawłowski deklaruje i realizuje pełną współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Dlatego uznajemy, że zastosowany środek aresztowy jest nieuzasadniony. To jest taka chwila, w której przejmuje się obowiązki na froncie.

Reklama

Opozycja musi być przygotowana do tego, aby radzić sobie z brudną kampanią. Mam doświadczenie w tych sprawach, bo od 20 lat wspieram opozycję demokratyczną na Białorusi i Ukrainie. W obecnych działaniach PiS-u rozpoznaję standardy wschodnie.

To dopiero początek?
Oczywiście. Tak już jest, że jak się powie “a”, to później trudno się wycofać. To jest też sygnał dla ludzi w prokuraturze i służbach. Jak się raz przekroczy granice, to później jest już łatwiej. Tak działają wszystkie reżimy autorytarne – tworzą pewne wyjątki, a potem zmieniają je w reguły. Najpierw przesuwają granicę werbalną, potem zaczynają działać, a w końcu to przechodzi w rutynę. Musimy być przygotowani na to, że będziemy przedmiotem systematycznej nagonki i systemowej, brudnej kampanii z użyciem służb i wymiaru sprawiedliwości.

Można się do tego przygotować? Jaki macie plan na kampanię przed wyborami samorządowymi?

Chcemy wzbudzić w ludziach gniew i sprzeciw wobec tego, co się dzieje.

Polacy mają w naturze bunt wobec niesprawiedliwości, a my chcemy tę niesprawiedliwość pokazać. Władza nie tylko nastaje na ich wolności, ale także łamie wszystkie standardy i jest gotowa krzywdzić ludzi. PiS chce rządzić strachem, co do tego nie ma wątpliwości. Już stara się zastraszać samorządowców. Docierają do nas sygnały, że PiS używa tej broni i straszy, że jeżeli ktoś poprze opozycję, to musi się liczyć z konsekwencjami. To jest część inżynierii obecnej władzy, oni tak właśnie wyobrażają sobie dialog z samorządowcami.

PiS zrobi wszystko, żeby przejąć samorządy? Pytam także o proces wyborczy.
PiS boi się tych wyborów. One są bardziej konkurencją osobowości, a mniej szyldów partyjnych. Władza ma poważny kłopot ze znalezieniem dobrych i budzących zaufanie kandydatów. PiS najpierw usiłował te wybory wygrać przy zielonym stoliku – manewrował przy ordynacji wyborczej, ale dzięki postawie środowiska samorządowego i opozycji musiał się wycofać z najbardziej radykalnych zapisów.

Skoro nie dało się wygrać wyborów przy stoliku, to może da się strachem. Dlatego teraz próbuje innych metod i chce wywołać w ludziach lęk, aby nie chcieli konkurować z PiS-em. Ale zapewniam, że Polacy nie dadzą zastraszyć się i PO zastraszyć się nie da.

A jak idzie współpraca z Nowoczesną?
Odpowiedzią na politykę zastraszania i brudną kampanię musi być solidarność, czyli łączenie potencjału różnych środowisk. Dlatego powstała Koalicja Obywatelska, do której cały czas zapraszamy inne środowiska partyjne i obywatelskie. Ten ruch został przez ludzi dobrze odebrany i widać to także w sondażach. Wyborcy dali nam premię za łączenie się, to znaczy, że oczekują takiej odpowiedzi na zagrożenie autorytaryzmem.

Proces demokratycznego łączenia potencjałów zawsze wymaga dyskusji i będzie wywoływał emocje, ale dlatego jest prawdziwy. Region po regionie i miasto po mieście będziemy pokazywać nasze obywatelskie koalicje.

Ta koalicja przetrwa także na wybory parlamentarne?
Teraz rusza wyborczy maraton, a to jest pierwszy krok. Jeżeli w wyborach samorządowych ta koalicja potwierdzi skuteczność działania i zdolność obudzenia w ludziach nadziei – bo to jest też bardzo istotne – to będzie zachętą do dalszej współpracy. Czy dokładnie takiej? Na razie za wcześnie o tym przesądzać. Ja

uważam, że nie ma alternatywy i tylko rozbudowywanie takiej koalicji będzie dawało wymierne efekty w walce z PiS-em.

PO myśli już, kogo wystawić w walce o fotel prezydenta?
To będzie linia mety wyborczego maratonu… Można powiedzieć, taki polityczny deser.

Ostatnio, także dla pana jako szefa kampanii Bronisława Komorowskiego, był trudny do strawienia.
Dlatego także do tego musimy się bardzo dobrze przygotować. Ale kalendarz wyborczy ułożony jest w taki sposób, że o tym, kto wystartuje w wyborach prezydenckich i jaką będzie miał za sobą koalicję, zadecydują wybory parlamentarne. To będzie decydujący moment dla kandydatów i środowisk politycznych.

Donald Tusk?
Tak. Według mnie to on powinien być kandydatem. To jest znakomity projekt polityczny. Osoba, która ze swoim doświadczeniem międzynarodowym i pozycją mogłaby Polsce dużo dać i po rządach PiS-u pomóc odbudować pozycję naszego kraju.

To będzie jedno z podstawowych zadań, bo te rządy doprowadziły nasz wizerunek do ruiny. Odbudowanie naszej pozycji to będzie bardzo trudne zadanie.

Co jest w tej chwili największym wyzwaniem dla osoby pełniącej obowiązki sekretarza generalnego największej partii opozycyjnej?
Przede wszystkim znalezienie organizacyjnej odpowiedzi na brudną kampanię PiS-u. Musimy jako partia polityczna poddawana nadużyciom ze strony władzy znaleźć skuteczne formy funkcjonowania, utrzymywania jedności i zaangażowania. To jest zadanie numer 1. W latach 80. w podziemiu opozycyjnym zasada była taka, że jak wpadał jeden powielacz, to drugi pracował na zdwojonych obrotach. Zależy mi na uzyskaniu takiego właśnie efektu.

Nękanie przy użyciu służb i wymiaru sprawiedliwości niektórych naszych kandydatów w wyborach samorządowych musi zaowocować wzmożona mobilizacją. Nie możemy dopuścić do tego, żeby ludziom opadły ręce i pojawił się strach.

W Platformie ludzie są bardziej zmobilizowani, czy przestraszeni?
Myślę, że to, co PiS zrobił w stosunku do Stanisława Gawłowskiego, wzbudziło gniew. Zwłaszcza w kontraście z obroną własnych ludzi, na przykład senatora Stanisława Koguta. Jak na dłoni widać podwójne standardy moralne, prawne i polityczne. Ludzie nie mają wątpliwości, jaka jest intencja władzy. To nas hartuje i utwardza. Nikt nie ulegnie i nie zrobi kroku do tyłu. PO jest teraz jeszcze bardziej zjednoczona, bo wszyscy rozumieją, że to nie jest czas na rozgrywanie własnych ambicji. Poza tym cały czas jesteśmy w terenie. W przyszłym tygodniu cały klub parlamentarny jedzie na Pomorze Zachodnie.

Zatrzymano sekretarza generalnego i przewodniczącego tego regionu, dlatego chcemy pokazać, że jesteśmy wszyscy razem.

PiS nie odpuści w sprawie protestu opiekunów i rodziców dzieci niepełnosprawnych?
Wezwałem posła Jacka Żalka, aby przestał przynosić wstyd Białemustokowi i wycofał się z kandydowania na prezydenta tego miasta. To zresztą pokazuje jakość kandydatów PiS-u. To jest ponury żart! Osoba o skrajnych, niebezpiecznych poglądach i takiej arogancji jest wystawiana w wyborach lokalnych. PiS już przegrał konfrontację z protestującymi. Zachowuje się w tej sprawie kompletnie bezrozumnie i brnie dalej. Wiążę to także z nieobecnością fizyczną Jarosława Kaczyńskiego.

PiS bez ręcznego dowodzenia zachowuje się w sposób kompletnie chaotyczny.

Jest jeszcze kwestia empatii… Czy to w polityce nie działa?
Po tym, co PiS pokazał także w innych sprawach, nie oczekuję po tej partii empatii. To nie jest ich mocna strona, raczej bezwzględność i aroganckie dążenie do osiągnięcia wytyczonych celów bez względu na społeczne koszty. W PiS-ie nie ma empatii, jest tylko czysta, polityczna kalkulacja. Czasami jest tak, że największa twardość przegrywa z czymś najbardziej delikatnym. Pancerny wizerunek PiS-u kruszeje w zetknięciu z ludźmi na wózkach – to jest symboliczne.

Pycha kroczy przed upadkiem. PiS był pewien, że strzepnie sobie ten problem jak pyłek z rękawa, a okazało się, że zderzenie czołgu z motylkiem w opinii publicznej przynosi opłakane skutki. I oby tak dalej…

Ile pieniędzy posłowie będą mieli mniej w portfelach?
Co ciekawe, mniej będą mieli tylko posłowie, bo ministrowie sobie nie ujmują. Będziemy zarabiać o 20 proc. mniej po to, żeby udowodnić, że PiS sprawuje skromną władzę. To przejdzie do kanonu polityki absurdu – opozycji obniża się wynagrodzenia, aby udowodnić, że władza jest skromna. Wyborcy tego nie kupią.

Ale wy będziecie mogli mniej kupić…
Warto ponieść każdą ofiarę, żeby odsunąć PiS od władzy.

Afera premiowa, pokazująca arogancję i nadzwyczajną chciwość tej władzy, jest ważnym krokiem do jej upadku.

PiS chce też karać posłów dodatkowym obniżaniem uposażeń za niegodziwe zachowanie, nie obowiązują jednorazowe przepustki do Sejmu i nie mogą wchodzić tam także dziennikarze, a marszałek Marek Kuchciński nadal dumnie siedzi w swoim fotelu. O czym to świadczy?
To są właśnie wschodnie standardy. Jedną z metod władzy jest instrumentalne używanie prawa do ograniczania praw opozycji, nawet bez spektakularnych środków. Tu mamy do czynienia z klasycznym osaczaniem opozycji. Przecież marszałek Sejmu będzie oceniał, czy na przykład będąc na festynie w przygranicznej gminie i wypowiadając się o obecnej władzy, zachowałem się godnie, czy nie.

Chodzi o stworzenie instrumentów, które będą pozwalały prześladować posłów opozycji. To jest absolutnie czytelne.

A po co zamykać Sejm, także przed dziennikarzami?
Właśnie po to, żeby pokazywać, że warto z władzą współpracować, żeby było dobrze. To jest jeden z najstarszych sygnałów wysyłanych przez władzę autorytarną. Ona nie chce, aby jej wchodzić w drogę i patrzeć na ręce. Najlepiej w ogóle nie zajmować się polityką. Ale to doprowadza do takich absurdów, że w komisji spraw zagranicznych musieliśmy ostatnio ogłosić przerwę, bo przez sejmowe zasieki nie mógł się przebić prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej, który miał złożyć sprawozdanie. Marszałek Kuchciński stworzył swój folwark i oblężoną twierdzę.


Zdjęcie główne: Robert Tyszkiewicz, Fot. Flickr/PO/Ewelina Lach, licencja Creative Commons

Reklama